sobota, 25 Luty 2017

Dwie butelki z Rioja i jedna z Cigales

blog1

Tydzień temu piliśmy magiczne wina z Ribera del Deuro. Tym razem otworzyliśmy dwie butelki z Rioja i jedną z mniej znanego regionu Cigales. Tej degustacji nie organizował szwagier, chociaż w niej uczestniczył. To była na swój sposób bardzo ciekawa i ważna degustacja. Stanęły naprzeciwko siebie dwa znane tytuły z Rioja. Jednym z nich jest osławione Monte Real w wersji gran reserva z 2007 roku wykonane przez Bodegas Riojanas. Drugim jest Digma wyprodukowane w 2005 roku przez Castelo de Sajazarra. W tej degustacji chodziło o starcie tych dwóch win, chociaż militarne słowo starcie jest złe, chodzi bardziej o pokojowe zestawienie. 

Otworzyliśmy także wino Vina Rufina, gran reserva z 1999 roku wyprodukowane w regionie Cigales przez Bodegas Santa Rufina. Kiedyś pijaliśmy wina tego producenta, po wielu latach postanowiliśmy sięgnąć po ostatnią butelkę emblematycznej serii Vina Rufina. Było trochę starsze od Riojas, ale wyprodukowano je ze 100% Tempranillo i z tego względu pasowało do zestawu. Postanowiliśmy stwierdzić, czy wprowadzi zamieszanie do pojedynku Riojas, a może nawet je jakoś pogodzi… 

Kosztowaliśmy w półciemno, jak zwykle. Widzieliśmy jakie wina pijemy, ale nie wiedzieliśmy, w których są kieliszkach. To nasza ulubiona forma degustacji trzysesyjnej; dwie pierwsze sesje w półciemno i trzecia już w jasno. Podczas trzeciej sesji można dyskutować, spierać się; tym razem padło dużo słów.

Poziom emocji był dość wysoki i już podczas pierwszej sesji ktoś rzucił zdumiewające stwierdzenie, że w jednym z kieliszków jest wino, które mu przypomina … Pinot Noir. To odkrycie wydało nam się kompletnie niedorzeczne. Beczkowe wina hiszpańskie mogą coś mieć wspólnego z Pinot Noir? Bzdura. Ale kolejni uczestnicy zaczęli potwierdzać kolejno to samo skojarzenie. Tak, w jednym z kieliszków było wino, które jakoś nawiązywało do pinota.

Aromat porzeczek, wiśni jest częsty w pinotach. W tym aromacie czuliśmy także delikatną organiczność i lekką kamienność. To z kolei kojarzyło nam się z loarskim cabernetem franc. Już same te skojarzenia zapowiadały coś ciekawego. Smak wina był naturalną konsekwencją aromatu; było intensywne, ale szczupłe, finezyjne. To upodobniało go do chambertina. Zgrabnie zrobione, zbalansowane, długie z owocowym finiszem. Co to mogło być? Musieliśmy czekać do końca degustacji, gdy wszystko stało się jasne.

Drugie wino było skrajnie inne. Aromat wyraźnej beczki, wanilii i wszystkiego co towarzyszy dobrze wypalonej beczce, czyli aromaty empireumatyczne. Mądrze zabrzmiało? To proste, te aromaty łączą w sobie efekty wynikające z ognia. W smaku było także zaprzeczeniem poprzedniego wina. Gdy poprzednie koncentrowało się na oszczędnej finezji, to w tym przypadku mieliśmy szerokość, grubość, wysokość, ocierało się to o redundancje. Wino było bardzo dobre, ale autor lekką ręką ofiarował liczne wrażenia. Można byłoby obdzielić bukietem i rozmiarem z 3 butelki wina. Posiadało dużą ilość tanin, można je jeszcze trzymać kilka lat.

Trzeci kieliszek także nas zaskoczył. W aromacie czuliśmy wyraźny owoc, co upodobniało go do pierwszego wina, ale dodatkowo oferował słodycz. Tak można czuć w aromacie słodycz. Czuliśmy także beczkę, nie tak jak w winie drugim, ale efekty beczkowe były tym winom wspólne. W ustach było zgrabne i tutaj podobne do wina pierwszego, ale do drugiego upodobniało go wielość kontekstów, tych wynikających z wypalonej beczki. Dobrze się je piło. To wino stanęło jakby w środku pomiędzy drugim i pierwszym.

Degustatorzy podzielili się na 3 obozy. Zwolennicy oszczędnej finezji, wyrafinowania pinotów opowiedzieli się zdecydowanie za winem pierwszym. A był to Monte Real, ta sławna od 1964 marka. Po degustacji zapoznawaliśmy z różnymi opisami tego, niby były zbieżne, ale myśmy jednak coś innego wychwycili w tym interesującym winie.

Jaki wpływ na odbiór wina ma fakt, że pijemy je w zestawieniu? Czy pite wino bez zestawiania z innymi winami smakuje inaczej niż w zestawieniu? Zaczęliśmy sobie stawiać takie pytania. Nie sposób odpowiedzieć na te pytania bez odniesienia się do problemu relatywizmu. Tak, w naszą degustację wkradły się wątki filozoficzne. Wino pite osobno i jego ocena i to samo wino pite w zestawieniu z innymi winami, które intencjonalnie bądź przypadkowo dobieramy do degustacji.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że jakieś wino piejemy samodzielnie i nam smakuje, po czym zestawiamy je z winami zdecydowanie wyższej klasy Dzieje się wówczas coś dziwnego, wino które nam wcześniej smakowało wydaje się przeciętne, a nawet kiepskie. Tak się dzieję właśnie w wyniku zestawienia. Odwrotnie, to samo wino zestawione z gorszymi, niższej klasy zaczyna nam jeszcze bardziej smakować. A mamy do czynienia ciągle z tym samym winem. To działa jak jakieś czary.

Relatywizm opowiada się za kontekstem. Relatywiści twierdzą, że prawdę można odkryć wyłącznie w kontekście systemu, w którym istnieje oceniany byt. W naszej degustacji systemem były 3 butelki wina i każdy element, czyli butelka była oceniana w kontekście pozostałych dwóch butelek. Oceniliśmy Monte Real jako szczupłe i delikatne może dlatego, że piliśmy je w zestawieniu ze szczodrą, naładowaną Digma jako winem drugim?

Naszą percepcją można manipulować poprzez tworzenie intencjonalnych zestawień. To wiedzą absolutyści i dlatego tak mocno krytykują relatywizm. Podczas tej degustacji zrozumieliśmy, że jesteśmy zwolennikami relatywistycznej prawdy o winach, chociaż ona też ma swoje wady. Ktoś zaczął nawet się rozpędzać i mówić o relatywizmie moralnym, ale szybko go uciszyliśmy. Nasze degustację są wolne od ideologii i polityki.

Wszyscy, którzy lubią wina zdecydowane, mocne nie mieli wątpliwości i właśnie Digma wskazywali jako zwycięzcę degustacji. Ktoś nawet stwierdził, że Monte Real jest monotematyczne. Przesadził. Zabrzmiało to jak krytyka. Ten ktoś uczynił bezwiednie Digma odniesieniem, wzorcem. Miał do tego prawo, takie zabiegi dopuszcza relatywizm. Od razu pojawili się obrońcy Monte Real i opowiadali o tym, że najwspanialsze pinoty są podobne i też można im zarzucić monotematyczność, co jest po prostu niewłaściwym zarzutem. Taka jest uroda burgundzkich pinotów.

Te liczne konteksty w Digma wynikają przecież głównie z beczki i jej wypalania i są zabiegiem „doprawiania” wina. Rozgorzała wówczas dyskusja o beczkach, sposobach ich produkcji. Była mowa o czynniku ognia. Szwagier wygłosił syntetyczny wykład o fazach produkcji beczki i używaniu ognia do wyginania klepek z mokrego drewna dębu. Niektórzy się dziwili, inni nawet coś notowali. Ilość i pochodzenie ognia to zmienna, to podkreślił szwagier. Kolejna zmienna to wiek beczki. Jeżeli teraz uwzględnimy rodzaj dębu, to robi się układ macierzowy. W Digma nie żałowali francuskiej beczki, a te wypalali mocnym ogniem. To odłożyło się w Digma. Innych beczek użyli w tworzeniu Monte Real, podobnych do tych burgundzkich.

Niektórzy lubią kompromis i właśnie te osoby wskazały na wino trzecie. Zwolennicy kompromisu posiadają coś z oportunistów i konformistów. Tak powiedzieliby radykałowie, ale można docenić zwolenników Vina Rufina, to wino było naprawdę dobre. Co stwierdził szwagier? Otóż on nie szukał kompromisu, on go odnalazł; docenił wszystkie degustowane wina, w każdym znalazł coś szczególnego. Po jego oświadczeniu przybywało zwolenników doceniania każdego z pitych win bez konieczności szeregowania, przyznawania miejsc. Ta czynność jest oparta przecież o: wynoszenie i karcenie, nagradzanie i karanie, awansowanie i degradowanie. To niestety pokłosie źle rozumianego relatywizmu. To zbędna i przewrotna absolutyzacja relatywizmu. Wszędzie instalują się wirusy, w każdym systemie.

Istotą kompromisu jest solidarność, zgoda, sprawiedliwość; wyroki Salomona oparte były o kompromis. Obecnie kompromisy nie są modne, króluje dwuwartościowość bezwzględnego zwycięstwa albo porażki. I tak, poprzez swoje oświadczenie na temat degustowanych win szwagier zadał nam kolejną lekcję, dał nam do myślenia. Degustacje wina mogą być pouczające w szerszym wymiarze. Kontekście?

Gdzie kupić te wina? Digma, chyba najlepiej w Hiszpanii. Vino Rufina sprzedaje sklep firmowy producenta w Warszawie, cen nie znamy. Monte Real można kupić w http://viniteranio.pl/ za zaskakująco niską cenę 85 zł, to doskonała cena, sprawdziliśmy na winesearcher.

1 Komentarz

sobota, 18 Luty 2017

4 butelki z Ribera del Duero

blog

Ten obraz namalował hiszpański malarz Jusepe de Ribera. Pijany Sylen. Tak, to zbieżność nazwiska malarza i regionu winiarskiego. Dosłowność może być przesadna, można rymować po częstochowsku. Tu Ribera i tu Ribera. Ale nie to nas jednak skłoniło do takich zestawień. Kto może uwierzyć, niech uwierzy i czyta dalej.

Już wiadomo, że piliśmy wina z Ribera del Duero. Otworzyliśmy 4 butelki. Trzech poważnych producentów. Emilio Moro. Lopez Cristobal. Comenge. Będą reprezentowani przez swoje główne wina klasy reserva. Otworzyliśmy też dodatkowo butelkę od Moro klasy crianza. Razem 4 flaszki. Dużo obiecywaliśmy sobie po tej degustacji.

Sylen to kamrat Bachusa, służył czasami za posłańca, ale głównie za współbiesiadnika. Przedstawiano go jako tłustego mężczyznę o trochę animalnych cechach. Ten na obrazie Ribery jest trochę obleśny, sprośny, zwalisty, widać wyraźną nadwagę. Ale jest też trochę rubensowski. Malarstwo baroku charakteryzuje się przerysowaniem, hieratyczną symboliką.

Uspakajamy czytelników nie będziemy porównywać degustowanych win do postaci na obrazie Ribera. Byłoby to banalne i wyjątkowo schematyczne. Nam wino kojarzy się z … winem. Na obrazie widzimy 4 postacie wyraźnie, dwie gdzieś majaczą w rogu, no i postać ryczącego osła. To oczywista metafora. Osioł kpi z pijanego sylena, który nie dość, że się schlał, to jeszcze się obnażył. Na szczęście zasłonił przyrodzenie liściem winorośli.

Zastanawialiśmy się długo czy włączyć butelkę Moro, tej klasy crianza, ale sprawę przesądził szwagier, który zachwycił się onegdaj tym winem i chciał go koniecznie skosztować w tym pancernym zestawieniu. Chyba wierzył, że ono jakoś się utrzyma i nie będzie odstawać. To stało się jednym z ważnych zagadnień degustacji, ale nie jedynym.

Emilio Moro to bardzo znany producent, zaliczany do czołówki apelacji. Ale reserva ambitnego Cristobala była powszechnie chwalona, nagradzana. Dlatego i to wino było faworytem. Często jednak bywa, że gdzie dwóch się bije o prymat, to wygrać może trzeci – reserva Comenge; w końcu to wyrób znanej rodziny winiarskiej w całej Hiszpanii. A może żadne z reservas nie będzie wyraźnie lepsze, a wszystkie 3 zaproponują unikalne podejście? Na to liczył szwagier.

My, jako mniej doświadczeni degustatorzy, oczekiwaliśmy rywalizacji i na końcu wyłonienia zwycięzcy. To w sumie takie banalne, plebejskie oczekiwanie, że ktoś musi zwyciężyć. No cóż, trochę ta degustacja kojarzyła nam się z pojedynkiem gladiatorów, a może trochę z corridą. Tam też czasami wygrywa byk.

Gdy szwagier wyszedł na chwilę za potrzebą, obstawialiśmy zwycięzcę, ktoś nawet zaproponował zakłady pieniężne. Nie doszło do tego, nie tylko z tego powodu, że szwagier nie dopuściłby do profanacji i uczynienia z poważnej degustacji prymitywnych igrzysk. W bukmacherce potrzebne są także przeciwstawne zakłady, a tutaj większość zebranych chciała postawić na Malleolus Emilio Moro. Czuliśmy, że szwagier ma wątpliwości i z nabożnym zainteresowaniem ogląda butelkę Cristobala. Chyba coś sugerował mu Don Alberto…

Dlaczego Ribera postanowił namalować scenkę rodzajową z pijanym sylenem? Czy był moralistą, który przestrzega przed zgubnymi skutkami nadużywania alkoholu? Chociaż na obrazie nie widać niczego zgubnego. Wręcz przeciwnie, widać zadowolonego sylena w pijackim afekcie. Może ten obraz jest przewrotny i właśnie sugeruje, że jeżeli ktoś zdecyduje się na nadużywanie alkoholu, to powinien to czynić wyłącznie winem, bo ono indukuje radość?

Rosjanie pijąc wódkę nie radują się tak, upijają się w formacie heroicznym. Może to dotyczy nie tylko Rosjan, ale Słowian, w tym Polaków także. Temu heroizmowi towarzyszy często jałowy rozmach i tromtadracja. Nawet słynny toast strzemienny ma jakichś straceńczy wymiar, bo jeździec przed wejściem na konia musi jeszcze wypić i dopić się. Jazda pod wpływem alkoholu jest głęboko zakorzeniona w tradycji chłopsko-szlacheckiej Europy międzymorza…

My do nadużywania alkoholu nie zachęcamy, ale jeżeli już się ma to zdarzyć to dobrze jest wówczas pić wino z Ribera del Duero. Tempranillo z tego regionu ma zaczarowany smak. Jest bardziej krwiste niż krew, bardziej intensywne niż gdzieindziej. Potrafi determinować, a nie podporządkowywać się. Cechy indukcyjno-generujące to ważne atrybuty wina z Ribera del Duero.

Rozpoczęliśmy degustację. Badaliśmy aromaty. Zaskoczyły nas swoją intensywnością, ale i krągłością, pełnością. Czuliśmy dziwne uczucie kompletności i adekwatności. No może w jednym z kieliszków czegoś brakowało, owszem była przyjemna owocowość, ale aromat nie miał takiego charakteru jak w trzech pozostałych. Ktoś nawet powiedział, to jest crianza od Moro. Tak wskazywała nam logika.

Jedna z postaci na obrazie Ribery ma dziecięcą twarz, w takiej postaci przedstawiano czasem Bachusa. Zwraca uwagę szyderczy uśmiech, jakichś piekielny. Ten grymas współgra z twarzą dorosłego satyra, a jej wygląd jest iście piekielny, dantejski. To coś wyjaśnia, ale także może wprowadzić w błąd. Ten niby Bachus ma spiczaste ucho, a to ewidentnie świadczy, że jest to tylko młody satyr, faun. Gdyby Bachus szydził z sylena, to sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Świadczyłoby to o tym, że bóg ofiaruje wino sylenowi z premedytacją, na jego zgubę. Gdy szydzi przygłupawy faun, to coś innego. Bóg Bachus nie może być mściwy, podstępny. Można zatem czasami nadużyć wina. Taką to grę prowadzi z widzem malarz Ribera.

Napiliśmy się pierwszego wina. Dużo spodziewaliśmy się po jego smaku. Aromaty podniosły znacznie poprzeczkę naszych oczekiwań. W aromacie czuliśmy dużą intensywność, wspaniały owoc, ogrodowych owoców: wiśni, porzeczki i żurawiny, może nawet kwiatów. Przy tym lekkie konteksty tytoniu. Ważnym, a przy tym zaskakującym elementem aromatu było wrażenie krwistości. Smak zwielokrotnił wszystko to co czuliśmy w aromacie. Krwista intensywność wybijała główny puls wina, tworzyła jego nerw. Przy tym wszystkim czuliśmy duży balans, długość z figlarną, karmelową końcówką. Po degustacji okazało się, że to Don Miguel Comenge, reserva 2011. Trzeba dodać, że beczka w tym winie jest użyta po mistrzowsku; jest obecna dyskretnie poprzez kakaowo-tytoniowe niuanse.

Malarz Jose Ribera dość ryzykownie operuje światłem i cieniem. Wielu detali nie widać i trzeba ich się domyślać. Twarze są natomiast wyraźnie, zastygłe w ulotnym geście. Leżący sylen świeci. Używanie światła, światłocieni dynamizuje obraz, widzimy to u Ribera. Dobrze zdefiniowana kwasowość w winie ma podobną rolę do światła w użytego przez malarza. Nie powinna być rozległa, a kłująca punktowo, z wyczuciem. Kwasowość wszystkich degustowanych win była urzekająca. Tak, o kwasowości pitych win można napisać osobny tekst.

Wąchaliśmy drugie wino, to że wyczuliśmy leśny owoc, czereśnie, śliwkę, lekką wanilię, to mało zaskakuje, ale znaleźliśmy niuans kokosu, to warto odnotować. Skąd kokosowy aromat w czerwonym winie? Takie rzeczy może zdziałać dobrze użyta beczka, no i … zdeterminowany przypadek (to nie sprzeczność w produkcji wina). Nie wszystko w winie można zaplanować, ale można wywołać, jak ducha podczas seansu spirytystycznego. To wino jakoś nawiązywało do poprzedniego Comenge poprzez wrażenie krwistości. To naprawdę wspaniałe wrażenie. Krwistość, która jest jednocześnie soczystością; inspirujący dualizm. Czuliśmy w winie intensywną soczystość o smaku krwi tętniczej. To wszystko można było pogodzić z gładkością, harmonijną elegancją. Długość wina była już tylko naturalną konsekwencją tak zdefiniowanego wina przez winiarza plus czynnik metafizyczny. Tak, to był Lopez Cristobal, reserva 2010. Osławione wino wieloma nagrodami.

Degustatorzy w milczeniu pili wino, coś szeptali pod nosem. Szwagier zadbał o muzyczną oprawę i słuchaliśmy El Amor brujo Manuela de Falla. Ktoś ciągle, kompulsywnie pytał: dlaczego ten pijany sylen z obrazu ma nakrycie głowy? No, jest to dziwne, a nawet idiotyczne, aby pić wino na umór, rozebrać się do naga i założyć coś na głowę, jakichś kaszkiet z nausznikami. Ribera chciał chyba skarykaturyzować tego nieszczęsnego, pijanego sylena. Czy można kpić z pijaków? Nam także kręciło się już w głowie, nie tyle od alkoholu, co od wrażeń.

Trzecie wino zaskoczyło nas także. Aromat miało inny niż dwa wcześniejsze, był masywny, ciężki. Owoce leśnie, ich cały pasjans, ale z dodatkiem ciemnych, dzikich czereśni. Wyczuliśmy także kontekst grillowanego mięsa, który wyraźnie zarejestrowaliśmy w smaku, nie od razu, ale po kilkunastu sekundach. Nie często zdarza się taki smak. To znowu czarodziejski wpływ beczki na wino. Czuliśmy także znaczną intensywność, taniczność. Można, nawet należy, to wino jeszcze trzymać, bo w lutym 2017 jest jeszcze za młode do picia. Długość zmieniającego się smaku wina była znaczna, z czekoladowym finiszem. Malleolus 2011 Emilio Moro to wspaniałe wino; miało coś wspólnego z wyrobem Cristobal…

Czwarte wino było dobre, ale jednak nie mogło się równać z poprzednimi, było z innej wagi, z innej ligi. Emilio Moro 2013, odpowiednik crianza. Technicznie dobrze zrobione wino, owocowe, nieźle się je pije. Ale niestety w zestawieniu z poprzednimi winami nie miało szans. Koncepcją nawiązywało do Comenge, chciało być podobnie soczyste, rześkie i owocowe. Prawie się udało, ale owo prawie robiło wyczuwalną różnicę. Mimo to polecamy je szczerze.

Jest coś na obrazie Ribiery co przykuwa uwagę. Tak na pierwszy rzut oka. To twarz rogatego satyra ze spiczastym uchem. Taką twarz powinien mieć faustowski diabeł, Lucyfer. Sprowadza sylena, podobnie jak Fausta, na złą drogę pijaństwa. Nalewa mu z koziego worka kolejny kielich wina. Coś mu pewnie obiecuje; może tylko wyborny smak kolejnego kielicha. Na przykład, niesamowite połączenie aromatów i smaków win Moro, Comenge i Cristobala? W takiej sytuacji rozumiemy sylena, że ulega namowie i pije dalej. Kto by się oparł?

Ciekawą sprawą jest, że w malarstwie podobnie przedstawiono satyrów, faunów i średniowiecznych diabłów. Dlaczego? Czyżby pijaństwo i biesiada miały infernalną proweniencję? Barokowi malarze byli moralistami, szczególnie w katolickiej Hiszpanii, stolicy inkwizycji. Bachanalia można porównać do sabatu czarownic i diabłów. Zerknijmy na Bachanalia Picassa. Przedsoborowe podejście miewa jednak nawroty…

Spodziewaliśmy się wspaniałych win, ale ich jakość mimo wszystko nas zaskoczyła. To rzadko nam się zdarza. Mieć wysokie oczekiwania i zostać jeszcze zaskoczonym, to rzecz precedensowa. Szwagier potwierdził także wysoką ocenę wszystkich win, coś wspomniał o zaskoczeniu. Ale szwagier mało mówi, gdy pije wspaniałe wina, taką ma manierę.

Zwycięskiego wina degustacji nie można było wytypować. Jedni wskazywali na wyrób Moro, inni na reserva Cristobala. Pojawili się także zwolennicy dynamiki i soczystości wina od Comenge. Trzeba także zauważyć, że Moro było ciut za młode i tutaj może być jego handicap. Co by się stało, gdyby było dojrzałe? Nie będziemy gdybać. Wszystkie wina (oprócz crianza Moro) były w zasadzie na równym poziomie. Uznaliśmy zgodnie, że nie będziemy wskazywać zwycięzcy. Niech taka ocena idzie w świat!

Szwagier oświadczył, że ma jeszcze dwie butelki Malleolus. Otworzymy jedną w 2020. Ale reservas Cristobala i Comenge zakupimy i otworzymy jeszcze w tym roku. One nadają się do picia już teraz. Modernistyczne podejście ma jednak zalety, nie trzeba zbyt długo czekać, aby się raczyć optymalnym smakiem. Wino Emilio Moro nawiązuje z lekka do tradycji.

Wina wytwórni Lopez Cristobal i Comenge można zakupić w dobrych cenach w sklepie http://viniteranio.pl/. Jest kłopot z winami Emilio Moro, ponieważ ktoś je w Polsce sprzedaje, ale proponuje ceny znacznie wygórowane. Trzeba wino Emilio Moro kupić w Hiszpanii; niemiecki sklep http://www.gute-weine.de/ sprzedaje Moro w rozsądnych cenach, 30% taniej niż oferenci w Polsce. Szwagier ma się zwrócić także z prośbą do właścicieli viniteranio, aby rozpoczęli import i sprzedaż win Moro w Polsce, gdy zastosują swoją politykę cenową, to nie będą mieli konkurencji. My co roku będziemy kupować do degustacji w jednym miejscu kolejne roczniki reservas Moro, Comenge i Cristobala.

Jeszcze jedno, po tej degustacji postanowiliśmy wystrzegać się nadużywania alkoholu z włączeniami, gdy będziemy mieli okazje pić wspaniałe wina, szczególnie hiszpańskie Tempranillo. Zgodnie postanowiliśmy unikać i zwalczać nadwagę. Będziemy obnażać się wyłącznie przy wchodzeniu pod prysznic. Będziemy także wystrzegać się picia z przypadkowymi osobnikami, szczególnie takimi, którzy wino polewają z kozich worków.

1 Komentarz

piątek, 17 Luty 2017

Chory Bachus

blog
Autoportret genialnego artysty.

Życie Caravaggia było niczym żywot Bachusa.

Tak jak on – kochał dzikość natury i zmysłowe przyjemności.

Czasami jednak nawet boskich malarzy dopadała choroba…

………………………………………………………………………………………….
Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571-1610), „Chory Bachus” , autoportret (1593-1594)

Brak komentarzy - napisz pierwszy

sobota, 11 Luty 2017

3 butelki z La Mancha

blog

Poprzednio prezentowaliśmy ciężkie dzieła hiszpańskich tytanów malarstwa. Tym razem intrygujący obraz mniej znanego hiszpańskiego surrealisty Joan’a Miro. Karnawał Arlekina. Jaki związek ma wino z surrealizmem? Napiszemy o tym związku…

 Szwagier kolejny raz nas zaskoczył. Zorganizował szybką degustację, ale to było zaskakujące, bo szybkie degustacje już się zdarzały. Zapowiedział, że będziemy pić coś ciekawego. Ktoś nawet zażartował, że może skosztujemy wreszcie malbeka z Kazachstanu, albo sangiovese z południowej Mongolii. To oczywiście tylko żart. Spodziewaliśmy się wina hiszpańskiego, ponieważ szwagrem zawładnęło winiarstwo hiszpańskie i inspiracje pompowane do jego świadomości przez Don Alberto, jego tajemniczego znajomego.

Skąd kupować Sauvignon blanc? Nie chodzi nam o sklepy, tylko tak ogólnie region winiarski. Prześledźmy tok rozumowania, powiedzmy że tok mający znamiona poprawnego. Każdy sympatyk SB wie, że Dolina Loary jest jego europejską stolicą. Owszem możemy go spotkać w północnych Włoszech, Górnej Adydze, Trydencie, Friuly. Sadzony często jest w Bordeaux. Wzrasta powierzchnia upraw w Austrii i Niemczech. SB uprawia się także w Hiszpanii, nie tak dużo, ale ten szczep jest tam obecny.

Uważni czytelnicy już domyślają się co ma wspólnego obraz Miro z Sauvignon Blanc. W gruncie rzeczy nic nie ma wspólnego oprócz lekkości, świeżości, rześkości.

Generalnie, ten szczep preferuje umiarkowaną temperaturę, lepiej się udaje w klimacie względnie chłodniejszym. Owszem, to takie uogólnienie, które nie uwzględnia wyjątków.  Dodatkowo zauważyliśmy, że tanie SB mają istotną cechę, której nie tolerujemy. Otóż, czuć już w aromacie zielony liść, winorośli, a raczej agrestu i czarnej porzeczki, który jest taką manierą, chyba niezamierzoną jednak. Nieprawionego degustatora może zaintrygować nawet, ale dla nas jest to znak prostego, taniego SB. Napiszemy wprost, ten aromat  i smak dyskwalifikuje SB w naszych oczach. To emblemat kiepskiego SB. Mocne stwierdzenie. Piszemy wprost i bez ogródek.

Od SB oczekujemy lekkości, dziecięcej delikatności. Obraz Miro przypomina dziecięce impresje malarskie, ale tylko tak na pierwszy rzut oka. Gdy się przyjrzymy kształtom, barwom, to zobaczymy wyższy zamysł. Lekkie SB także mogą być wyrafinowane, w najlepszych realizacjach są wspaniałe, właśnie jak Karnawał Arlekina Miro.

Stojąc w doskonale zaopatrzonym sklepie mając powiedzmy 100zł na zakup jednej butelki wina, to powinniśmy zakupić dobre Sancerre, albo Pouilly Fume. Nie będziemy wskazywać konkretnych producentów, ale to byłby optymalny zakup. Moglibyśmy kontynuować tę zabawę i wymyślać kolejne regiony i marki. Jaką kolejność w tych wyborach zająłby Sauvignon Blanc z regionu La Mancha?

Kiedyś, jakieś 10 lat temu, do naszego miasta, Polski powiatowej, zajechał producent wina z La Mancha, posiadacz ponad 500 hektarów winnic, podobno w La Mancha to średniej wielkości winnica. Ów sympatyczny winiarz zaprezentował szereg realizacji. Koncentrowaliśmy się głównie na czerwonych winach, były owszem niezłe, dobrze zbudowane, z potencjałem gastronomicznym, codzienne, ale te flagowe były zajmujące.

Skosztowaliśmy także SB. Producent zapowiedział go bardzo uroczyście, sugerował, że to ewenement, eksperyment jego winnicy, która głównie produkuje wina czerwone. Skosztowaliśmy tego wina, zapamiętaliśmy wrażenie. Owszem, smak miało nawet przyzwoity, ale jedna rzecz była zdumiewająca. 14% alkoholu w SB to rzecz niebywała. Czuliśmy wyraźnie ten alkohol, kompletnie nie pasował do tego wina, psuł je i ostatecznie skarykaturyzował. Rozmawialiśmy o tym z winiarzem i on tłumaczył, że w La Mancha jest ciepło, grona posiadają dużo cukru i fermentacja prowadzona generuje taki właśnie poziom alkoholu.

Takie mieliśmy doświadczenia z SB z La Mancha. Mówiąc wprost, mieliśmy złe doświadczenia. Od tego czasu, mając wybór, unikaliśmy kupowania SB, a nawet win białych z regionów ciepłych, gorących, takich właśnie jak La Mancha. Sformułowaliśmy tezy, uogólnienia, przekonania. Taką genezę mają stereotypy. Coś jest w nich z prawdy, ale w gruncie rzeczy prawda jest mocno zmutowana i przestaje być prawdą. Obecnie mówi się o postprawdzie.

To wszystko runęło tego dnia, gdy szwagier zaserwował 3 butelki Sauvignon Blanc z regionu La Mancha. Mało tego, każda z tych butelek oscylowała wokół 20 zł (18, 18, 24). Byliśmy pewni, że zaliczymy już w aromacie wspomniany wcześniej, niesforny liść porzeczki. Sprawdziliśmy ilość alkoholu i tutaj pojawił się element pozytywny, czyli poziom 12%, ale jedno posiadało 13,5%. Niczego dobrego nie spodziewaliśmy się po tych winach.

Szwagier nalewał i milczał. On już chyba wiedział, to czego my nie wiedzieliśmy jeszcze…

Pierwsza butelka, cena zakupu 18 zł. Seria win pod nazwą Canforrales Blanco Ecológico. Producent: Bodegas Campos Reales. Może to zabrzmi pretensjonalnie, ale dawno nie degustowaliśmy tak taniego wina, owszem zdarzało nam się gdzieś, na tarasie, podczas oglądania LM, chlapnąć tak tanie wino, ale aby degustować uroczyście, robić sprawę z takiej degustacji? Ufaliśmy jednak szwagrowi.

Do tego SB dodano Viognier. W sumie dość przewrotnie. Aromat nas zaintrygował świeżością z kontekstami kwiatów i cytryny. To dobre połączenie tworzące z upalnym letnim popołudniem. Smak wszystko potwierdził i uzupełnił. Dodatkowo czuliśmy intensywność, ale przy tym harmonię i balans. To wszystko za 18,5zł. Zaskakujące. Czy to możliwe, że to wino wyprodukowano w La Mancha? Czy to możliwe, że sprzedawane jest w takich cenach?

Obraz Miro ma charakter kontemplacyjny, ponieważ można zastanawiać się nad poszczególnymi obiektami i wreszcie dojść do wniosku, że należą one do arsenału gadżetów z dziecięcego świata. One wszystkie indukują wspomnienia z dzieciństwa w wersji de luxe, czyli: świątecznej, choinkowej, prezentowej. Nam przypomniały się wszystkie SB jakie piliśmy w naszym nie krótkim życiu. Nie mogliśmy odnaleźć w naszej pamięci wspomnienia takiego SB, które kosztowało 18,5zł.

Drugie wino było kupażem SB i Airen. Wyprodukowane przez tego samego producenta, który wytworzył poprzednie zdumiewające wino. Aromat był inny, mniej wyrazisty, nie robił już takiego wrażenia jak poprzedni. Wyczuliśmy trawę, zielone jabłka. W ustach czuliśmy pewną soczystość, ale już mniejszą niż w poprzednim. To poprawne wino, ale nie posiadało takiego błysku jak poprzednie. Czegoś brakowało. Z pewnością jednak jest warte 18,5zł. Każdy kolejny łyk wydawał się jednak lepszy… Na obrazie Karnawał Arlekina nie znaleźliśmy pierwszego roweru i hulajnogi…

Skosztowaliśmy wreszcie czystego SB z 2014 roku. Castillo de Argum, to jego nazwa, a także nazwa producenta. Warto zwrócić uwagę na wspaniałą butelkę z grubego szkła w kroju burgundzkim. Aromat zupełnie inny niż poprzednie, był złożony, cielisty. Czuliśmy cytrusy z dominującą nutą melona. Dodatkowo konteksty organiczne. Co dziwnego, to wino przypominało i w aromacie i w smaku Chardonnay. W ustach było mięsiste, ale czyliśmy wyraźny kwasek. Intensywne, długie. Ktoś nawet rzucił, że to nowoświatowy styl, nowozelandzkiego SB. Może tak jest. Ale to bardzo dobre wino.

Wszystkie 3 wina były zajmujące, ale i zaskakujące. Dotąd wydawało nam się, że tani SB nie może tak smakować, a już na pewno z upalnego regionu. Dodatkowo ceny tego wina było nie tylko niskie alby jakby nawet niedoszacowane, co może być zasługą tyleż producenta, co importera. Producent sprzedaje w niskich cenach, a importer nie stosuje przyjętej przez większość polskich importerów kalkulacji wysokich cen. Przedstawiane wina są dostępne w www.viniteranio.pl.

Nie trudno kupić bardzo dobre wino, Sauvignon Blanc, za 100, 200 zł, ale prawdziwe trudno jest zakupić dobre wino za 18,5 zł. Warto zastanowić się nad tym banałem. Takie wino jest prawdziwym odkryciem. Ten tekst właśnie dotyczy uświadamiania, odkrywania – nieznanego wina i mało znanego obrazu mniej znanego hiszpańskiego malarza Joan’a Miro.

Karnawał Arlekina Miro ma coś wspólnego z Bachanaliami Picassa. Przyjrzyjmy się uważnie. Dynamika dziecięcego świata rozczula. Wizja pijackiej orgii dekonspiruje wstydliwe pragnienia. W upalny, letni wieczór miło jest wspominać przedmioty dzieciństwa i popijać mocno schłodzonego Sauvignon Blanc, wyprodukowanego na przykład z La Mancha…

Komentarzy: 2

niedziela, 5 Luty 2017

3 butelki z Rioja

blog

Dużo się pisze obecnie o winach hiszpańskich. Nie to nas skłoniło do otwarcia trzech butelek z tego ważnego regionu. Od początku, czyli od zawsze chadzaliśmy własnymi ścieżkami, nie poddając się żadnym trendom dobierając zestawy degustacyjne.

Ostatnio kosztowaliśmy Albarino, nawiązywaliśmy do malarstwa Velazqueza, jego obraz Triumf Bachusa skojarzył nam się właśnie z Albarino, a to ze względu na jego charakter, trochę biesiadny i na pewno przyjazny. Tempranillo z Rioja skojarzyło nam się z Bachanaliami Picassa. To dość perwersyjne skojarzenie. To wcale przecież nie oznacza, że Tempranillo posiada w swojej naturze rubaszny, a nawet sprośny i orgiastyczny charakter. To bardzo poważny szczep. Prawdziwa duma Hiszpanii.

Współczesna podejście do Tempranillo koncentruje się na wydobyciu z gron owocu, wrażenia soczystości i witalności. Popatrzmy teraz na obraz Picassa. On jest właśnie orgią witalności i w tym kontekście jest właśnie … soczysty. Szkoda, że nie możemy zobaczyć tego obrazu w całej jego okazałości, a tylko na małym zdjęciu.

Pijąc Tempranillo ma się kłopot z wychwyceniem jakiejś cechy wiodącej szczepu, co nie jest wadą tego szczepu, a zaletą. Ta swoista amorficzność tworzy wartość dodaną, ulotną i dlatego inspirującą. Bachanalia Picassa indukują podobne wrażenia. W plątaninie figur i barw jest jakichś nadporządek.

Tempranillo dobrze łączy się z dębiną, dobrze się łączy z innymi szczepami. To bardzo plastyczny szczep. Picasso także kupażuje różne formy i barwy, aby uzyskać wrażenie monumentalnej całości. Jego Bachanalia to hołd dla życia, aktywności, nieograniczonej  zabawy.

Wielkie riservy z Rioja mają zawsze duże ambicje. Chcą być podsumowaniem, syntezą, dlatego bywają przeładowane. Byliśmy bardzo ciekawi, co tym razem zaserwuje szwagier. Wiedzieliśmy, że jest w posiadaniu dwóch flaszek z Rioja, reservas. Prowadził ciągle tajemniczą korespondencję z pewnym Hiszpanem, którego nazywał Don Alberto. Nic więcej nie wiemy. Dwie reservy miały chyba podobną proweniencję do pięciu Albarinos, domyśliliśmy się tego.

Szwagier postawił na stole dwie dumne flaszki …

Ramirez de Ganuza reserva 2010,

200 Monges 2008, reserva, Bodegas Vinicola Real.

Przyzwoite reservas. Mieliśmy pić tylko te dwa tytuły. Postanowiliśmy jednak zrobić szwagrowi niespodziankę i przynieśliśmy na degustację trzecią reserve od La Rioja Alta z 2007 roku. Szwagier nie był z tego faktu zadowolony, bo to burzyło jakąś degustacyjną koncepcję, którą chyba określił z owym Don Alberto. Trudno. Inna rzecz, że zawsze to lepiej napić się wina z trzech flaszek niż z dwóch. To dość chłopska kalkulacja, ale czegoś się trzeba trzymać.

Piliśmy, jak zwykle, na wpół w ciemno, czyli nie wiedzieliśmy, które wino jest w konkretnym kieliszku. Rozpoczęliśmy badanie aromatów. Pierwszy kieliszek nas zaskoczył dużą intensywnością z kontekstami delikatnej beczki. Drugie wino było jakoś podobne, ale w tym wyczuliśmy ziemistość, trufle, ale także świeżość. Trzecie było kompletnie inne, już zapach był słodkawy, waniliowy, trochę … ckliwy.

Napiliśmy się pierwszego i zaliczyliśmy pełne zaskoczenie. Intensywność aromatu zamieniła się w wyrazisty smak. Było coś ognistego, pikantnego, wulkanicznego w smaku, dodatkowo cały pasjans kontekstów zakończony długim czekoladowym finiszem. Tak, to było zdecydowane wino, jak to się powiada charakterne. To ciekawe na jakiej glebie rosły krzewy, stawiamy, że na jakiejś wulkanicznej, krzesiwo wyczuliśmy wyraźnie.

Drugie wino było soczyste i może dlatego witalne. To jego wyróżnik i najlepsza cecha. Do tego nieźle zbalansowane, jakby pełne i kompletne. Beczka użyta z dużym czuciem i umiarem, była ale lekko, w tle. Urzekało pewną prostolinijnością, uczciwością. Duże słowa, ale mieliśmy takie właśnie wrażenie. Ciekawe jak będzie smakować za parę lat.

Oba wina posiadały coś wspólnego, koncepcję oparta o kilka cech: wyrazisty aromat bez przesadnej beczki, intensywność w smaku, ognista chropowatość (Ganuza), bogaty bukiet, długość, potencjał starzenia. Zastanawialiśmy się nad tym, czy to aby nie cecha hiszpańskiej moderny. Chociaż barolo o takich właśnie cechach definiowane jest jako tradycyjne. Z racji tego, że nie pijemy dużo win hiszpańskich, to trudno nam określać stylistykę. Szwagier też nie był chętny do takich podsumowań. Pewnie będzie konsultował tę sprawę z Don Alberto…

Ktoś z zebranych porównał te dwa wina do satyrów z obrazu Picassa, zwłaszcza satyra, tego z ognistą płetwą grzbietową. Coś jest w tym porównaniu. Pierwsze wino, po skosztowaniu, sprawiało niesamowite wrażenie, jakby to wino zawierało coś jeszcze, oprócz doskonale sfermentowanego soku z winogron. Chodzi o jakiś tajemniczy element, coś z głębi ziemi, ale nie będziemy mnożyć tutaj metafor, ponieważ nie chcemy popaść w grafomanię.

Trzecie wino było antytezą stylu dwóch pierwszych. Aromat zapowiadał coś gładkiego i właśnie taki by jego smak, gładkość, delikatna słodycz wanilii. Ta aksamitność, gładkość przywoływała skojarzenie z welurem i pluszem. To trochę infantylizowało to wino, jakby winiarz koniecznie chciał się przypodobać pijącemu, ująć go delikatnością. Owszem, wino było ciekawe, długie z waniliową końcówką. Beczka była zdecydowanie użyta. Może nawet z pewną przesadą. Przeciwnicy hiszpańskiej beczkowości będą używać sobie na tym winie. Ale taka jest koncepcja tego wina.

Tak, to trzecie wino okazało się reservą od La Rioja Alta. Pierwsze wino to wytwór Ramirez de Ganuza, drugie to 200 Monges.

Już w trakcie degustacji pośród pijących zarysował się spór. Część degustatorów opowiedziała się wyraźnie za reserva od Rioja Alta, ale obóz zwolenników Ganuza i Monges dysponował poważnymi argumentami. Jeden był bardzo poważny, a mianowicie: te wina są oryginalne i inspirują. Ktoś zarzucił Alta banalność, a nawet … populizm. To oczywista przesada. Jak widać język polityki wdarł się i do naszych degustacji.

Czy wino może być populistyczne? Jeżeli może, to czy to coś złego, że jego autor wina chce aby smakowało każdemu? Można robić wino pod masowego klienta, ale pewnie Chateau Lafite 1988 będzie smakować każdemu. Czy wina Lafite, Latour, Petrus są populistyczne?

Tak, ktoś kręci Gwiezdne wojny i ktoś kręci Szepty i krzyki. Można namalować Bachanalia jak Tycjan, ale można namalować Bachanalia jak Picasso.

Reserva od La Rioja Alta jest jak ta kobieta w dolnym prawym rogu, jeżeli mamy porównywać wina do postaci na tych dwóch obrazach. Ten akt z Tycjana jest owszem ładny, gładki, dobrze się na niego patrzy, podobnie jak gładko piło się tę reserva. Ale można się inspirować i zachwycać satyrem z ognistą płetwą grzbietową z obrazu Picassa.

Wszystkich pogodził szwagier oświadczając, że jest czas na satyra z Picassa i jest czas na nimfę z Tycjana. Zabrzmiało to dwuznacznie. Ambiwalencja bywa komplementarna i konstruktywna. Substytucyjność wyklucza. To dobrze, że istnieją obydwa obrazy, to dobrze, że ktoś zrobił te reservas.

Co ciekawe, to degustujący w pewnym momencie zaczęli analizować wino Ganuza i Monges, dokonywali kolejnych interpretacji, odkryć i nieświadomie potwierdzili sens tych win, czyli pewną prowokację do kolejnych odkryć i inspiracji.

Po burzliwych głosowaniach uznaliśmy, że najlepszym winem degustacji było 200 Monges, część zebranych zgłosiło votum separatum i wskazywała na reserva La Rioja Alta. Wszyscy zgodnie orzekli, że Ganuza zdobyła wyróżnienie za oryginalność, to prawdziwie wino autorskie. Szwagier się szczerze zachwycił tym winem.

Picasso dokonał swoistej dekompozycji dzieła Tycjana, aby syntetyzować swoją wizję za pomocą własnego języka. Zrobił to inspirująco. Jeżeli sławna Guernica jest orgią destrukcji, to Bachanalia są orgią witalności.

Zachowując proporcję, można zaryzykować, że relacja reservas Ganuza i Monges i reservy La Rioja Alta jest podobna do relacji obydwu obrazów. Dialektyka jest konstruktywna.

Sprawiedliwie należy powiedzieć, że obydwa obrazy są wspaniałe, ale Picasso wymaga jednak większego wysiłku i znajomości rzeczy, pewnego wyczucia. Gdy pije się wino Monges i Ganuza też trzeba być już dojrzałym degustatorem. Ale reserva La Rioja Alta daje wytchnienie i ukojenie. To dobrze, że istnieją takie obrazy i takie wina. Szwagier ma rację, że na wszystko jest czas i miejsce. Takie banały brzmią w pewnych sytuacjach bardzo odkrywczo.

Ramirez de Ganuza i 200 Monges można kupić w sklepie www.viniteranio.pl. Tam sprzedają hiszpańskie wino w dobrych cenach, kalkulują marżę tak jak w dyskontach. Tam kupiliśmy Albarinos. Niestety zabrakło im ognistej reservy Ganuza i Monges 200. Szwagier napisał petycję o natychmiastowe przywrócenie tych pozycji do sprzedaży.

Komentarzy: 2

niedziela, 29 Styczeń 2017

5 butelek z Rias Baixas

blog

Ten obraz przesłał nam niedawno szwagier. Zalecił aby starannie go przeanalizować, przed degustacją. Tak to określił, a my myśleliśmy dotąd, że obrazami należy się zachwycać, a nie je analizować.

To obraz wielkiego hiszpańskiego malarza Diego Velazqueza. Triumf Bachusa. Co najmniej dwuznaczne arcydzieło, którego bohaterem jest nie tyle Bachus co wino. To kluczowy obraz bachicznej tematyki. Warto przypatrzeć się temu niezwykłemu dziełu dokładniej. My widzieliśmy doskonale, że szwagier intencjonalnie przesłał nam zdjęcie tego obrazu. Zapowiadało się, że będziemy pić wina hiszpańskie. Domyśliliśmy się, że to będzie jakichś cykl degustacji moderowanych dziełami sztuki z kręgu kultury hiszpańskiej.

Ostatnio szwagier często nawiązywał do wina hiszpańskiego, do beczkowości, do rzeki Duero. Wspominał także o pewnym człowieku, prawdopodobnie Hiszpanie, z którym prowadził jakieś zagadkowe korespondencje. Coś rozstrzygali, prowadzili jakichś spór, ale nie wiedzieliśmy o co chodzi. Prawdopodobnie definiowany był cykl degustacji win hiszpańskich. To dobrze, bo winiarstwo z tego kraju jest nam relatywnie mało znane. Pijaliśmy okazjonalnie to i owo, ale jednak nigdy nie degustowaliśmy metodycznie.

Udaliśmy się do szwagra wieczorową porą. Czekaliśmy niecierpliwie na degustację. Nie wiedzieliśmy co pojawi się na stole. Ale nim cokolwiek się pojawiło, to szwagier zainicjował dyskusję na temat obrazu Velazqueza. Padło pytanie, czy obraz ma charakter ironiczny, czy też pozytywny, radosny. Chodzi o role wina jako mitu. Bachus ofiaruje wino ludowi aby ukoić jego ból istnienia…

Przed nami ukazało się 5 butelek Albarino z Rias Baixas. Tak szwagier postanowił rozpocząć hiszpański cykl degustacji. To mało znany region w Polsce, a tym samym także szczep nie jest pity często. W ogóle mało pije się białych win z Hiszpanii. To błąd. Albarino to emblematyczny szczep dla białych win z Hiszpanii, obok Verdejo. Piszą o nim różne rzeczy, w zasadzie skrajne. My postanowiliśmy się kierować wyłącznie naszą opinią, którą sformujemy podczas degustacji, przy stole, z kielichem w ręku.

A może jednak Velazquez chce zakpić i zestawia mit i rzeczywistość, sztukę i prozaiczny byt plebsu. Bachus nie dzieli czasu z osobami półboskimi, lecz z niechlujnymi pijakami. Malarz przez to kwestionuje mit wina jako wyższych aspiracji i przedstawia przykry fakt, że dla zwykłych ludzi alkohol, wino stało się sposobem by uciec od rzeczywistości w świat alkoholowej idylli. Ale powiedziano przecież – vino pellite curas – winem rozpraszajcie troski.

Otworzyliśmy butelki:

Marqués de Vizhoja, Bodegas Marques de Vizhoja;  

Veiga Naúm, Adeiga Veiga Naum;

Paco&Lola, Bodegas Paco&Lola;

Follas Novas, Bodegas Paco&Lola;

Señor da Folla Verde, Bodegas Marques de Vizhoja.

Szwagier zalecił nam stanowczo aby je pić w listowanej kolejności. Tak też uczyniliśmy.

Pierwsze wino nas zaskoczyło. Nie było to 100% Albarino, bo zawierało dodatek szczepu Loureiro. Próbowaliśmy wyłowić Albarino i jego cechy. Czuliśmy wyraźnie zielone jabłko, może także skoszonej trawy, ale jednak jabłko królowało pod każdym względem. Przypomniał nam się nawet … Furmint. Zarejestrowaliśmy także duży potencjał gastronomiczny tego wina. To proste, ale ciekawe wino. Bardzo dobre wejście w szczep Albarino.

Wino z drugiej flaszki było zupełną odwrotnością pierwszego. Aromat proponował bogaty bukiet. Czuliśmy: kwiaty, akację, melon, podbiał, miód, jabłko, dojrzałą gruszkę, toffi, mięte, a nawet coś słonego. W ustach było tłuste, gęste, lekko słodkawe, ale intensywne i długie. W zasadzie to prawie deserowe wino, jakby jakieś echo gewurtraminera. Z wszystkich motywów wyczuwaliśmy najwyraźniej jabłko. Czyli znowu dominantą było jabłko, tym razem dojrzałe. Czyżby Albarino było kuzynem Furmintu? Ktoś doszukiwał się także podobieństw z kwiatowym Viognier.

A może to ludzie zwrócili się do Bachusa z prośba o pomoc? Aby ich uwolnił od trosk. Bóg ich wysłuchał i ofiarował im wino. To ludzie wyszli z inicjatywą. Ta interpretacja jakoś lepiej brzmi, szczególnie dla miłośników wina. Bachus otworzył beczkę … Albarino. W beczce mogłoby znajdować się wino, które piliśmy jako trzecie…

Paco i Lola to dobra nazwa dla wina z Albarino. Tutaj spotkaliśmy się z inną stylistyką niż poprzednie butelki. Wyczuliśmy pewną zgrabność, smukłość. W aromacie delikatny melon, kwiat, ale także mineralny kontekst. W ustach czuliśmy dynamikę, ale gładkość i balans. Bardzo dobrze piło się to wino. To odpowiedni trunek dla bachicznej imprezy. W finiszu wyczuliśmy jabłko, delikatne, ale jednak czuliśmy po raz trzeci jabłko w kwiatowym anturażu. Zaskoczyło nas to wino, po pierwszych dwóch skrajnych winach nie spodziewaliśmy się takiego, że tak można zrobić Albarino. To dziwne, ale był w tym winie jakichś delikatny element rieslinga.

Bachus z obrazu przedstawiony jest w poświecie, któremu oddają hołd przedstawiciele różnych grup społecznych. Nawiązuje to do hołdu trzech króli, ale może to wydawać się zbyt obrazoburcze skojarzenie. Są gorsi i lepsi bogowie, do jakiej grupy należy Bachus? Można na niego popatrzeć podobnie jak na osławioną szklankę, pełną i pustą do płowy, i uznać go za boga pijaków. My wolimy Bachusa postrzegać jako boga wina, dobrego wina, doskonałego wina…

Boga, który przyczynił się do powstania wina czwartego – Follas Novas. To wino rzuciło nas na kolana. Ktoś nawet zaczął porównywać je do Montrachet. Przesada? Gładkość, elegancja i długość z pewnością nawiązuje do dobrych chardonnay. Była w tym winie pewna czystość, a nawet przejrzystość formy. Z pewnością Bachus z obrazu Velazqueza mógłby zaserwować delegacji wszystkich stanów właśnie to wino. Wszyscy ludzie mają prawo pić takie wino! Prawo do dobrego wina powinno być konstytucyjnie gwarantowane.

Albarino zaskakuje swoimi zmiennymi możliwościami, wieloma twarzami. Może smakować jak wino drugie Noum, ale może być takie jak to – Follas Novas. (Szwagier postanowił zakupić karton tego wina.) To ten sam producent, który zrobił wino trzecie Lola. Winiarz ten ma zaiste dobrą rękę i dobrze interpretuje Albarino. Jabłko z gruszką to dobry mariaż, a do tego taki drive…

Skosztowaliśmy wreszcie ostatniego, piątego wina, to Albarino wspomagane dwoma szczepami: Treixadura i Loureiro. Wino zdecydowanie droższe niż pozostałe, wykonał je ten sam producent co pierwsze kosztowane wino. Zauważyliśmy, że preferuje on zdecydowane aromaty i wyraziste wino, tak odczytaliśmy pierwsze. Uderzył nas kwiat, coś spalonego (cukier?), ale w winie dominowało jabłko. Wyindukował się nawet spór o gatunek jabłka; jedni uważali, że to antonówka, inni że reneta. To dobre wino, intensywne, gładkie, długie, więcej niż dobre, to bardzo dobre wino.

Ale nas jednak zachwyciło Follas Novas. To wino powstało przy udziale Bachusa i trzech satyrów.

Wszystkie wina zakupiliśmy w … Polsce. W hiszpańskim sklepie winiarskim (http://viniteranio.pl), który chce złamać polską deklinację cenową i sprzedawać wino w takich cenach jak to się robi w Hiszpanii, czyli zdecydowanie taniej niż w naszej styranej Ojczyźnie. Wspaniała inicjatywa, kibicujemy jej. Coś tam jeszcze kupimy, na pewno Follas Novas, a może i Lola…

1 Komentarz

wtorek, 24 Styczeń 2017

4 butelki z Burgundii

blog

Często degustujemy wina z Burgundii. Nie można napisać, że zbyt często, ponieważ dobrych win nigdy nie za dużo. Podnosimy też statystykę ilości pitego burgunda w Polsce. Nie będziemy teraz szczegółowo analizować przyczyn relatywnie niskiego poziomu spożycia burgunda. Burgundia ceni się. Ale i Pinot Noir to nie łatwy szczep w odbiorze, wymaga przygotowania, winiarskiego otrzaskania. Współczesność natomiast preferuje szybki i tani dostęp. Burgund nie pasuje do takiego paradygmatu. My preferujemy intensywność doznań, a nie szybkość. Szwagier ma dostateczne środki finansowe, aby często na degustacjach proponować nam odpowiedniego burgunda.

Ta degustacja była szczególna, ponieważ uczestniczyła w niej delegacja z Krosna, znanego winiarskiego miasta tzw. Polski powiatowej. Goście dysponowali znaczną erudycją winiarską. Uznaliśmy, że lepiej będzie ostrożnie przysłuchiwać się fascynującej wymianie zdań pomiędzy szwagrem i jego gośćmi, ktoś nawet chyba coś notował. Pomyśleliśmy sobie, że warto poszerzać skład degustacyjny, bo nowi uczestnicy wprowadzają konstruktywne wzmożenie. To inspiruje i maksymalizuje organoleptyczne przeżycie, któremu intelektualny czynnik także nie przeszkadza. W tle degustacji brzmiał V kwintet fortepianowy Dymitra Szostakowicza, szkoda, że z płyty…

Nasi krośnieńscy goście nigdy nie degustowali z takiej konwencji, 3-sesyjnej, dwóch ciemnych próbach i jednej jasnej, wydłużonej. Trzy oceny i dwa przyporządkowania, w sumie pięć akcji wolicjonalnych każdego uczestnika pomnożonych przez ilość ocenianych butelek. Przy czterech butelek to 20 decyzji indywidualnych. Należało to szczegółowo objaśnić nowym uczestnikom. Dziwili się, zadawali pytania, czasami naiwne, czasami zasadnicze. Szybko zorientowali się jednak, że ten system degustacji służy intensyfikacji przeżyć, w oparciu o suspens, jak u Hitchcocka. Degustacja trwa około trzech godzin, 360 minut ostrej jazdy z niewielkimi przerwami, ale i wtedy można uczestniczyć w dyskusji z samym szwagrem i pofechtować na argumenty i dowody.

Wielokrotne odgadywanie wina w ciemno pozwala dobrze się go nauczyć, ale też stwierdzić, czy uczestnik degustacji jest w dobrej formie, albo czy wyznaje się na winie, tak w ogóle. Na końcu przyporządkowuje się rotujące kieliszki do pozycji wyjściowych, potem do butelek, a na końcu do własnych wyobrażeń, pamięciowych desygnatów. Podawanie wyników końcowych bywa wstrząsem dla uczestników, kiedy podnosi się kurtyna i już wszystko wiadomo, zarówno o winach, jak i uczestnikach degustacji, ich predyspozycjach dnia, ale i tym, czy w ogóle…

Nie będziemy się wikłać w opis poszczególnych etapów degustacji, to dość skomplikowane. Szwagier planuje napisanie dysertacji paranaukowej. Systemy degustowania wina to bardzo ciekawe zagadnienie. Wiele o tym napisano, wiele sporów toczono, pisano o wyższości ciemnych degustacji nad jasnymi i odwrotnie. Szwagier, przy naszym małym współudziale, opracował własny system, który można określić jako zdywersyfikowany i hybrydowy. No cóż, współczesność przyniosła nam samochody hybrydowe, wojny hybrydowe, ale można także wino degustować hybrydowo. To modne ostatnio określenie, ale trochę już pretensjonalne.

Otworzyliśmy 4 butelki:

Aloxe-Corton 2004, Domaine Prin;

Aloxe-Corton 2008, premier cru, Domaine Cachat-Ocquidant;

Pommard 2003, Domaine de la Vaugeraie;

Volnay 2006, Domaine Eric Boigelot.

Wszystkie wina z Cote de Bauene. Jest jedno premier cru; piliśmy je kiedyś, ale dawno temu, w 2012. Vaugeraie piliśmy w ostatnich 10 latach względnie często, wydaje się, że znamy jego stylistykę. Wino z osławionej wioski Volnay nie pija się często, wina stamtąd są dość drogie. Piliśmy już dwukrotnie wino Boigelot, zrobiły na nas duże wrażenie. Po raz pierwszy będziemy pić wino z Domaine Prin.

Już podczas degustacji zarysowały się duże kontrowersje, mimo że nie znaliśmy jeszcze wyników końcowych. Okazało się, że uczestnicy oczekiwali różnych wrażeń. Ktoś zgłaszał, że brak mu, jego zdaniem, klasycznego pinota, takiego: malinowego, truskawkowego z domieszką wiśni i porzeczki. Inni zachwycali się pitymi winami, jeszcze inni zanurzali się w kontemplacji. Pewna osoba namiętnie wąchała wszystkie wina, chwaląc ich różnorodność i komplikację. Coś wisiało w powietrzu.

Ogłoszenie wyników przyniosło prawdziwy wstrząs. Rozrzut był spory. Ostatnie miejsce zajął Pommard; uzyskał dokładną średnią na trzecie, przedostatnie miejsce. Jedni zarejestrowali brett w finiszu i karcili je za to, inni podawali zalety, wyrazistość, długość; ktoś wymyślił ognistą wulkaniczność. Coś w tym winie było magnetycznego, z czasem zyskiwało, brett stawał się znośny zamieniając się w akceptowalną ziemistość.

Kolejne wino otrzymało oceny od pierwszego do ostatniego. To miara kontrowersyjności. W tym burgundzie dominowała lekkość, porzeczkowa wiśniowość. Kwasowości także nie brakowało. Piło się je nieźle, chociaż trzeba mieć nastrój do takiego wina. Powinno szczególnie smakować latem w wersji trochę schłodzonej. Takie wina potrafią zrobić w Corton, w Domaine Prin. Inna rzecz, że po 14 latach czas wykastrował taninę. W zimową porę…

…oczekujemy wina takiego jak z Volnay. Dzięki temu winu odtworzyliśmy smak niedawno minionej wigilii. Susz śliwkowy bił już w aromacie, a w smaku zachwycały śliwki w czekoladzie; długość tego wina pozostaje jeszcze do dziś słodkawym wspomnieniem. Uwagę zwracała także krągłość, rubaszna, lepka i słodka. Pewnym defektem – wywoływanym na siłę – mógł być pewien deficyt kwasowości. No ale, czepiać się nie będziemy. To wino otrzymało tyle samo ocen najwyższych, co najniższych. To niezwykłe, ale statystyka czasami płata takie figle. Nie będziemy opisywać starcia dwóch obozów, radykalnych zwolenników tego wina i nie tyle przeciwników, co krytycznie mu obojętnych. Wszystkich pogodził szwagier, stwierdzeniem prostym, że każde tu pite wino mogłoby otrzymać najwyższą i najniższą ocenę. A piszą, że król Salomon nie żyje…

Pierwsze miejsce zajęło wino premier cru od Cachat-Ocquidant. Tylko raz otrzymało ocenę najniższą. Posiadało intensywność, długość, niezły, żywy owoc. Równowaga to zaleta tego wina. W żaden sposób nie można było czegoś zarzucić temu burgundowi. No może to, że … nie powalił na kolana. To w sumie może być zarzut do tego wina, że skoro był taki poprawny, to dlaczego nie zachwycił? Powiało Gombrowiczem… Jeszcze jedno, to wino przywieźli ze sobą nasi goście z Krosna i w sumie dobrze, że tak wysoko zostało ocenione. Może dlatego kolejny raz nas odwiedzą. Goście u nas w Galicji mają szczególne preferencje.

Degustacja była bardzo udana. Umówiliśmy się na kolejną z gośćmi z Krosna, ale jeszcze nie określiliśmy terminu. Natomiast szwagier zaprosił nas na degustację w najbliższą środę, będziemy podobno pić jakieś cymesy z Półwyspu Iberyjskiego.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Starsze posty