wtorek, 22 Sierpień 2017

Hiszpański stół – cena 708.633,93 EURO #1

blog1

Pisaliśmy o zjawiskowych piwniczkach winiarskich, pisaliśmy o malarstwie, rzeźbach, obiektach, architekturze winiarskiej, no i oczywiście o winach. Tym razem napiszemy coś o stołach, szczególnych stołach. Postaramy się przy okazji nawiązywać także do wina. Wszak stół mocno wiąże się z winem, potrawami i biesiadą. Owszem nie bezpośrednio, ale jest to dość zaawansowana konwergencja … pośrednia.

W tej zdumiewającej cenie zakupu prezentowanego stołu zastanawia końcówka – 93 centy. Hipermarkety często stosują ceny kończące się na cyfrę 9, nawet 99. Tutaj mamy 93. Jest blisko, ale jednak do liczby całkowitej brakuje całe 7 centów. W dalszej części cyfry ceny stołu zastosowano jeszcze dwie trójki. One tworzą końcówkę ceny 33 euro. Ta końcówka i te 93 centy sugerują wprost niezwykle precyzyjną kalkulację kosztów i marży. Przy tak dokładnej kalkulacji nie jest możliwe oszustwo i mistyfikacja. To jednoznacznie zachęca do zakupu tego stołu. (Staramy się unikać sarkazmu.) Niestety są jeszcze 4 cyfry poprzedzające. Cyfrę 6 możemy zrozumieć, a nawet ona nie dziwi.

Nie możemy jednak zgodzić się z cyfrą 8, gdyby w to miejsce wstawiono 1 albo 2, góra 3,  ale z 8 nie możemy się zgodzić. Kolejna cyfra 0 ma łagodzić naszą irytację, ale to mała pociecha, ponieważ poprzedza ją cyfra 7. Całość składa się na „okrągłą” sumkę 708 633,93 EURO. W dzisiejszym kursie euro daje to kwotę 3 031 128,15 zł. Za taką kwotę można kupić niezłą willę na Saskiej Kępie, w pełni wyposażoną.

Dla tych, którzy nie wierzą w rynkowe zaistnienie ceny stołu publikujemy link TUTAJ.

Znajomy szwagra oświadczył, po nie tak długim namyśle, że nie zakupiłby nigdy stołu do jadalnego, którego koszt przekroczyłby 3000 euro. Odgadywanie możliwie wysokiej ceny stołu skończył bodaj na kwocie 10 tys. euro. Gdy dowiedział się o cenie hiszpańskiego stołu zareagował sekwencyjnie. Na początku stwierdził, że to jest niemożliwe. Potem, że to z pewnością pomyłka w cenie. Następnie zaczął się śmiać, a jego śmiech przeszedł w zirytowane chrząkanie. Po czym się rozłączył suchym cześć, bo była to rozmowa telefoniczna. Domyślamy się, że chciał zaprotestować.

Tak, to jest rzut blatu. Dla każdego stołu blat jest kluczową sprawą. To chyba dość spory blat. Sprzedawca nie uznał za konieczne podania wymiaru tego blatu. Przy takiej cenie stołu jego wymiary nie mają znaczenia. Co ma znaczenie jest oczywiste.

Czy ta transakcja jest w istocie zakupem stołu? Chyba jednak nie. Stół to pretekst. Nam się wydaje, że kluczowym składnikiem tej transakcji jest zakup … ceny. To tylko pozorna sprzeczność i niedorzeczność. Jakże można kupować cenę płacąc tę cenę właśnie? To tautologia, masło maślane. Ale tę sprzeczność można prosto obalić. Nabywca tego stołu mógł kupić ten stół właśnie dlatego, że tyle kosztuje. Wtórnym może być jego rzeczywista wartość i pochodzenie, chociaż ono może być niby transparentną motywacją zakupową.

Kupując taki stół nabywa kilka innych rzeczy przy okazji. Udowadniamy, że nas na taki stół stać. To zasadnicza sprawa. Manifestujemy nonszalancję w stosunku do pieniądza. Ba, pokazujemy nasze nietuzinkowe pojmowanie wartości materialnych, a w istocie niematerialnych. Tak, wiele można wycisnąć z takiego zakupu. Złośliwi będą mówić o kabotynizmie, snobizmie, itp. Nam daleko jest do entuzjazmu, ale staramy się zrozumieć, próbujemy objaśnić. Wróćmy jednak do samego stołu…

Sprzedawca poinformował o tym, że stół jest hiszpański i został wykonany w XVII wieku, dodał: „Złotego Wieku”. Obrazki przedstawiają sceny z życia Don Kichota. Onegdaj pisaliśmy wiele o Don Kichocie TUTAJ.

10 scen z bogatego żywota Don Kichota to z pewnością za mało, ale nie sposób przecież streścić całej powieści na balacie o wymiarach 10-3m. Dzięki tym zdobieniom można bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że jest to prawdziwie hiszpański stół.

Tutaj widzimy zbliżenie rogu stołu i jedną ze scen, na której Don Kichot spada z konia. Już wtedy kpiono i szykanowano poczciwego Don Kichota. Ale na tym zdjęciu zauważyć można, że kantowania stołu są lekko uszkodzone w kilku miejscach. Zakładamy, że nie możliwa jest konserwacja tego stołu, którą można przeprowadzić kosztem obniżenia ceny tego obiektu. Nie posądzamy sprzedawcy o chciwość.

Zainteresowaliśmy się informacją o hiszpańskim złotym wieku. W Polsce też mieliśmy Złoty Wiek, tylko gdy u nas się zakończył, to rozpoczął się w Hiszpanii. Znaczenie wówczas w Hiszpanii miał ród Habsburgów, a to jakoś wiąże się z Polską, w której Habsburgowie także mieli przez wieki duże wpływy przez wieki.

To właśnie w XVII wieku tworzyli: Cervantes, Velazquez, El Greco, Morales. Może nawet te obrazki na stole namalował sam Velazquez, to jakoś usprawiedliwiałoby cenę tego stołu.

Może nawet sprzedawca szykuje taką niespodziankę, że po zakupie stołu dowiadujemy się, że to unikalne ryciny wykonał Velazquez, a stół jest w istocie przeceniony z 2 mln euro. To byłaby zaskoczenie i prawdziwa nonszalancja sprzedającego, który ukrywa rzeczywistą wartość sprzedawanego przedmiotu, aby zrobić niespodziankę kupującemu ex post. Zapewne takie zwyczaje handlowe zdarzają się w transakcjach pomiędzy aniołami w zaświatach. Zejdźmy jednak na ziemię.

Pokażemy jeszcze nogi stołu

Może takie rzeczy wówczas w XVII w. były trudniejsze do wykonania, ale dzisiaj każda szanująca się stolarnia ma takie tokarki i strugi do obróbki drewna i jest w stanie łatwo i szybko wykonać takie nogi stołu. Nie można powiedzieć, że te nogi są nieestetyczne, owszem są ładne, ale…

Na koniec zastanówmy się jakie wino wypilibyśmy jako pierwsze tuż po zakupie takiego stołu. Wyobraźmy sobie, tragarze wnoszą stół do jadalnego. Stół stoi, patrzymy na niego, podziwiamy, dotykamy, patrzymy na rachunek…

Pierwszą butelką mógłby być szampan, ale to byłoby dość schematyczne posunięcie. Ktoś dodałby, że powinna to być jakaś droga cava. No, może. Kusi nas jednak, aby otworzyć coś perwersyjnego. Przychodzi do głowy wino z dyskontu, w promocji za 19,99 zł. Po zakupie takiego stołu można nabrać motywacji do oszczędzania. Ale wtedy najlepsza będzie woda z lodem.

Można także stwierdzić, że skoro kupiło się … akwarium, to i rybki są potrzebne. Vega Sicilia z rocznika 1989 roku to dobry wybór. Nam przyszedł do głowy pomysł, aby otworzyć wino Jacobus, prezentowaliśmy to wino kiedyś. Pozostańmy przy tym wyborze, ze względu fakt, że producent tego wina – Bodega Comenge – także usiłował nadać dodatkowy wymiar winu Jacobus. Wartość dodana to jest to, co łączy stół i wino Jacobus. Sugerujemy przeczytać tekst TUTAJ.

Na koniec wyjaśnimy, dlaczego piszemy o stołach do jadalnego. Jedziemy we wrześniu na targi do Londynu 100%Design z naszą nową kolekcją stołów. Mamy zamiar zabłysnąć z tą kolekcją DUE – OLD WOOD FURNITURE – DINNER TABLES. Ceny naszych stołów będą znacznie niższe niż tego prezentowanego. Prawie 1000 razy niższe. To już zachęca do zakupu. Od dzisiaj przyjmujemy zamówienia.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

piątek, 30 Czerwiec 2017

2 białe burgundy

Nie pisaliśmy od kilku tygodniu o winie. Wracamy do tego fascynującego tematu. Oczywiście piliśmy wino w tym okresie, w którym zajmowała nas tematyka biznesowo-ekonomiczna. Zdarzało nam się kosztować nawet coś ciekawego. Piliśmy zajmujące tytuły z Medoc, otworzyliśmy 3 butelki Cerasualo di Vittoria. Zorganizowaliśmy degustacje wyrobów z węgierskiego Villany.

Postanowiliśmy szerzej zająć się jedną degustacją, dwoma flaszkami z Cote de Beaune. To szczególne butelki. Wytworzył je tandem Jobard-Chabloz. To znani winiarze należący do burgundzkiej nowej fali. Nasza degustacja była szczególna z kilku powodów. Tak, producencki tandem to pierwsza przyczyna determinująca unikalność tej degustacji. To oczywiste przecież, że wino od znanego winiarza elektryzuje bardziej niż od nieznanego. Ale bywa też tak, że wino od mało znanego winiarza może zaskoczyć.

Drugim powodem, dla którego należy wyróżnić tę degustację jest region pochodzenia wina. Burgundia to szczególne miejsce dla szczepu chardonnay. Można bez wahania stwierdzić, że to najlepsze siedlisko dla chardonnay. Może na świecie są podobne, a nawet lepsze ziemie i okoliczności przyrody, ale to właśnie w Burgundii robi się najlepsze wino z tego szczepu.

Aby wyjaśnić fenomen burgundzkiego chardonnay należy posłużyć się teorią zbiorów. Można podzielić region Burgundii na dwa podzbiory. Pierwszy to Cote de Beuane, drugi Chablis. Każdy z tych podzbiorów można podzielić na kolejne składowe w postaci gmin, które dzielą się na wielką ilość działek.

W Cote de Beaune jest wiele gmin, w których robi się wspaniałe chardonnay. Jednak trzy gminy-apelacje trzeba wymienić w pierwszej kolejności. Są to: Puligny Montrachet, Meurselaut, Charlemagne. Można się spierać, w której z tych gmin robią najlepsze wino. Ten spór jest bezsensowny. Tą listę należy uzupełnić o działki grand cru z Chablis i mamy 4 miejsca, gdzie robi się wspaniałe chardonnay, najlepsze na świecie.

W Cote de Beaune używa się beczki, w Chablis zdecydowanie mniej. Beczkowość chardonnay z Beaune jest wyrafinowana, używana ostrożnie i umiejętnie. Wino jest gęstsze i ma charakterystyczne konteksty maślane, grzybowe i tostowe. Wina z Chablis epatują czystością i wrażeniem tzw. mineralności.

Jeszcze jedna sprawa wyróżnia nasza degustację białych burgundów. Piliśmy wino z rocznika 2005, czyli dość stare roczniki, 12 lat to dość sporo jak na białe wino. Wielkie chardonnay bywają długowieczne, ale okres dłuższy niż 10 lat zmienia wino. Czas eksponuje maślane i grzybowe konteksty.

Otworzyliśmy flaszki. Wypełniliśmy kieliszki. Wino było gęste, oleiste. Kolor sugerował pracę czasu. Ciemnożółty kolor ożywiały zielone refleksy. Zastanawialiśmy, które wino będzie lepsze. Jedna część uczestników zgłaszała słabość do Montrachet i inna do Meursault. Słabość, to taka w sumie irracjonalna inklinacja. Szwagier jednak kilkakrotnie oglądał z uwagą butelkę Meursault. Zwrócił fachowo uwagę, że Les Charmes to nazwa działki leżącej blisko Montrachet, jednej z ważniejszych siedlisk premier cru w całej Burgundii. To sąsiedztwo może wpływać na zbieżność tych win.

Montrachet pachniał tiramisu. Aromat Meurselaut był orzechowy ale i jakby mineralny, chociaż przy tych winach trudno opowiadać o wyraźnej mineralności. Smak Montrachet nie zaskoczył, to była kontynuacja tiramisu z dodatkiem orzechów z grzybowym finiszem. Meurselaut w ustach było zgrabniejsze, czystsze. Czuliśmy głębie owocu i delikatny mineralny kontekst. Ale podobno działka Les Charmes jest kamienna, z podłożem wapniowym, co kreuje wrażenie mineralności podczas wąchania i picia.

To co zwróciło naszą uwagę to nieprawdopodobna wprost intensywność tych win, która przekłada się proporcjonalnie na długość tych win. Smak jest w sumie wtórny, ale intensywność czaruje, zachwyca.

Czy nie powinno się robić wyłącznie takich win ze szczepu chardonnay? To dość banalna myśl. Z serii tych o powszechnym bogactwie i urodzie ludzi. Nie jest łatwo robić wina na tak wysokim poziomie jakościowym. Skutkiem tego jest jedna największa wada tych win. Chyba każdy wie jak wycenia się Montrachet klasy premier cru. Winesearcher wskazał 300 zł jako średni poziom cenowy wina tej klasy tego producenta.

Wino od tego producenta zakupiliśmy kilkanaście lat temu bezpośrednio u producenta. Ostatnio piliśmy Montrachet od Jobard-Chabloz w 2009 roku. Po 8 latach wino zmieniło się, dojrzało. Chociaż nie będziemy pisać, że pamiętamy dokładnie wrażenia sprzed 8 lat. Wydaje nam się, że mniej było wrażeń maślano-tostowych, więcej było owocu i beczki.

Wino tego producenta ma dla nas pewien sentymentalny kontekst. Po pierwsze, zżyliśmy się z tymi butelkami, były w piwniczce przez ponad 10 lat. Po drugie, piliśmy to wino w ważnych okolicznościach i frapującym składzie. Ale o tym nie będziemy pisać.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

poniedziałek, 12 Czerwiec 2017

Utowarowienie różnicy #2

blog

Warto zatrzymać się i namyślić się nad tym prostym równaniem. Zrozumienie elementu c – różnicy – jest kluczowe dla zrozumienia poniższego wywodu. Różnica jest głęboko humanistycznym zagadnieniem. To właśnie różnica jest przyczyną sporu. Jedni do niej zmierzają, a inni chcą ją zniwelować. Te odwrotne działania tworzą … różnicę.

Pisaliśmy ostatnio o autentyczności. Ściślej: o powrocie do autentyczności. Chodzi o grę rynkową, a w zasadzie o ducha kapitalizmu, jego kolejne odsłony, ściślej drugiego ducha kapitalizmu, który miał przynieść częściowe wyzwolenie proletariatu od pewnych uwarunkowań mogących ograniczać samookreślenie i samorealizację jednostek. Przewrotne założenia. Była I-połowa XX wieku.

Inna rzecz, że tzw. burżuazja nie miała innego wyjścia. Emancypacja całych klas, grup postępowała. Zadano sobie jednak pytanie: jak to wyzwolenie ukierunkować? Tak, aby wszyscy na tym skorzystali. Należało poszerzyć rynek i włączyć do niego większość. Produkcja mogła wzrosnąć, dochody proletariatu także. Obroty na poszerzonym rynku wzrosły także. Sprzedaż została ukierunkowana na dobra masowe, a takie łatwiej można wytwarzać w masowym systemie produkcji.

Marketing i reklama poprzez media obwieszczała ludziom czego pragnąć i jak te pragnienia spełnić. Doszło do umasowienia pragnień i potrzeb, skutkiem tego była rosnąca sprzedaż, a ta powodowała wzrost produkcji, a to zwiększało wynagrodzenia, czyli siłę nabywczą. Powstał mechanizm sprzężenia zwrotnego.

Wszyscy byli zadowoleni. Nowy, drugi duch kapitalizmu triumfował. Ten okres nazywa się  modernizmem. Zaistniało: umasowienie potrzeb, umasowienie produkcji, standaryzacja produktów. W pewnym momencie coś jednak się zacięło

Każda akcja generuje reakcje. To umasowienie i standaryzacja wywołało falę krytyki. Pojawił się kluczowy zarzut, że: masowa produkcja idzie w parze z umasowieniem ludzi. Lata 60-te to ostra krytyka i żądanie „demasyfikacji”.

Jaka była odpowiedź kapitalizmu i jego głównego frontu, czyli runku? To proste, wedle powiedzenia: jeżeli nie możesz pokonać, to się przyłącz. Inkorporowano zarzuty o umasowieniu. Wszystko można urynkowić. Zarzuty umasowienia stały się dźwignią sprzedaży nowej generacji produktów. Rekonfiguracja nastawiona została na uwypuklenie zróżnicowania produktów. Wrażenie umasowienia uległo zatarciu.

Zróżnicowane produkty wytwarzano nadal w systemie masowej produkcji. Zaistniała różnica była jednak pozorna. Produkowano w krótszych seriach. Niuansowano poszczególne serie. Indywidualizowano sprzedaż. „Humanizowano” produkty poprzez nawiązanie do zdrowia i piękna ciała.

Takie zabiegi różnicowania miały na celu wypełnienie postulatu autentyczności, który był odwrotnością umasowienia. Ten zabieg początkowo się udawał, ale ostatecznie poniósł porażkę. Autentyczności nie można utowarowić. Autentyczność nie może być pozorna. To byłaby sprzeczność logiczna. A nie może być B.

To paradoks. Aby zasłużyć na emblemat autentyczności dobra powinny zostać pozyskane spoza sfery rynku. Utowarowienie autentyczności zakłada ścisły związek z oryginałem, który w zasadzie nie może być towarem. Ten obiekt posiada czystą wartość użytkową, określoną w szczególnej relacji z użytkownikiem. Podobnie jak dzieło sztuki.

Wychodzi na to, że dobra określane jako autentyczne są poza rynkiem. Utowarowienie, to przeniesienie danej wartości w sferę wymiany i transakcji, której celem jest osiąganie zysku. Utowarowienie, to seria operacji, poprzez które dobro nierynkowe przechodzi aby finalnie stać się produktem.

Utwowarowienie tego co autentyczne zakłada, że najpierw odnajdzie się dobra posiadające zasoby autentyczności, będące potencjalnym źródłem zysku, a nie zostały jeszcze wciągnięte w sferę rynku. Jakie byty posiadają pokłady autentyczności? One wynikają z samego istnienia ludzkiego, ale i krajobrazów, atmosfery, gustów, relacji, partycypacji, sposobów bycia i działania.

Zrobiło się za bardzo teoretycznie. Przejdźmy do przykładów, pytań i prowokacji.

Dzieła sztuki są poddawane rynkowej wycenie i istnieje rynek dzieł sztuki. Czyżby to oznaczało, że dzieła sztuki są nieautentyczne? Mleczarka Vermeera nie jest autentyczna? Straż nocna Rembrandta jest nie jest autentyczna? Nie chodzi tutaj o rozróżnianie oryginału i kopii obrazów. Chodzi o wymiar autentyczności oryginału!

Wycena i sprzedaż dzieł sztuki na rynku nie pozbawia obiektu autentyczności. Urynkowienie nie kastruje danej rzeczy z autentyczności. To jest pewne. Czyli można być obiektem poddanym grze rynkowej i posiadać stygmat autentyczności. Gdzie jest zatem granica, po przekroczeniu której rzecz przestaje być autentyczna? Jeżeli istnieje granica, to oznacza, że można ją poddać analizie ilościowej, pomiarowi.

A jak jest z winem? Czy ono może być autentyczne? Czy wino Romanee Conti posiada kod autentyczności? Produkcja jest niewielka, ceny wysokie, sprzedaż elitarna. Mówi się także o unikatowości wina tego wytwórcy. Ale wielkie wina podobno są oryginalne, bo to immanentna cecha wielkości. Ta oryginalność wynika z autentyczności, a może odwrotnie.

Unikalność to szczególna cecha, to umiejętność wyrobienia sobie własnego stylu. Gdy słuchamy muzyki Mozarta, Bacha, trąbki Milesa Davisa, to od razu rozróżniamy styl. Wypracowanie własnego stylu jest podobno bardzo trudne. Posiadanie własnego stylu konstytuuje autentyczność twórcy i jego dzieła, wyrobów, realizacji.

Jak może przejawiać się unikalność wina, styl producenta? To ciekawe zagadnienie. Warto tym zagadnieniem się zająć. Czy to jest jakaś szczególna struktura wina, gra kwasowości i taniczności? Ale to by trochę upraszczało sprawę. To pewnie jest układ z większą ilością zmiennych. Wzajemna zależność zmiennych tworzy unikalny kod.

Ważna dla stylu jest powtarzalność, bez niej nie można mówić o stylu. To jak powtarzać ten unikalny kod wina w poszczególnych latach? Może kluczowym elementem kodu wina jest ziemia, siedlisko? Oczywiście, rola wytwórcy jest także zasadnicza, bo to on ostatecznie wytwarza wino, a to wytwarzanie jest serią czynności elementarnych, które są charakterystyczne dla każdego wybitnego winiarza.

Opisywaliśmy ostatnio wino Jacobus, znanego producenta Comenge z Ribera del Duero. Tak, to wino miało stygmat autentyczności. Ale jak zdefiniować jego unikalność? Czy aparat języka nie jest zbyt ubogi, aby to adekwatnie określić? Paść może bezradne … to się czuje… Tę przejmującą owocowość sprzęgniętą z równowagą struktury, plus uroczo szczerą wiśniową porzeczką, okraszoną subtelną waniliowością beczki. Ale to są tylko słowa. Trzeba się napić…

Brak komentarzy - napisz pierwszy

poniedziałek, 5 Czerwiec 2017

Powrót do AUTENTYCZNOŚCI

blog

To jest autentyczny dąb. Z drewna dębowego robi się beczki. Wino leżakuje w beczkach. Wino wypija się. Po kilku latach winiarze wymieniają beczki. Z beczek po winie DUE wytwarza meble. To cykl istnienia i dematerializacji.

Pobyt DUE na targach w Dubaju i reakcja odwiedzających na projekty DUE sprowokowały nas do głębszego namysłu nad tym: czym jest produkt, dokładniej: kiedy rzecz staje się produktem. Chodzi o szerszy wymiar sprawy. Dotyczy on nie tylko mebli, ale wina także. W zasadzie wszystkiego co jest sprzedawane.

Jaka jest immanentna cecha, sens produktu? Samo pojęcie „produkt” wymaga zdefiniowania. Rzecz staje się produktem, jeżeli jest wytworzona intencjonalnie, aby ją sprzedać, czyli poddać grze rynkowej. To taka nasza definicja, prawie dobra.

Idźmy jednak od początku i spróbujmy określić cezury, przez które przechodził transformację produkt, towar. Ludzie potrzebowali różnych rzeczy, które pozwalały im żyć, czy przeżyć. Pewni ludzie zaczęli się specjalizować w wykonywaniu wybranych przedmiotów, potrzebowali też inne. Na tej podstawie powstał handel wymienny. Potem do wymiany towarowej służył kruszec, jeszcze później pieniądz.

Produkty, towary pierwotnie posiadały autentyczną użyteczność wynikającą z naturalnych potrzeb człowieka. Produkowano rzeczy piękne, ale i one miały zaspokoić naturalną i autentyczną potrzebę obcowania z pięknymi rzeczami, dziełami sztuki.

Produkowano także meble i wino. Teraz można zadać sobie pytanie o podstawową użyteczność tych dwóch różnych bytów. Meble służyły do siedzenia – krzesła; konsumowania – stoły; przechowywania – szafy; spania – łóżka. Mogły się odnosić do istoty użyteczności, siedzenia, spania, jedzenia, itd. Można także nadać artystyczną formę tym przedmiotom, stawały się wówczas sztuką użytkową.

Wino służy do biesiadowania, trunek jako towarzyszący jedzeniu. Ważną funkcją, a może nawet podstawową jest wprowadzanie mózgu w przyjemny rausz. Wino zawiera alkohol i on jest kluczowym składnikiem wina, oprócz ważnego smaku.

Umiejętnie sfermentowany sok z winogron staje się czymś więcej niż tylko alkoholem posiadającym smak winogron. Oczywiście, może być tylko winem, jak krzesło tylko krzesłem umożliwiającym siedzenie. Można jednak zrobić tak wino, że wykracza daleko poza podstawowe granice, które konstytuują jego istotę. Wino może stać się także swoistym dziełem sztuki, podobnie jak umiejętnie zaprojektowany i wykonany stół.

Wino i stoły mogą zostać wykonane aby je wymienić, sprzedać. W taki sposób stają się towarami. Przez długie wieki wykonywał je rzemieślnik, winiarz. To tworzyło jego indywidualizację, jego unikatowość. W ten sposób zaistniała AUTENTYCZNOŚĆ produktu. Ona powstawała w sekwencji: potrzeba, wytworzenie, rzecz, wymiana, produkt.

Autentyczność wynika z indywidualnego aktu tworzenia będącego odpowiedzią na indywidulaną potrzebę. Autentyczność wynika z prawdy, rozumianej jako zgodność indywidualnych pragnień i ich realizacji.

Nadszedł wiek XX. To wtedy wymyślono, że należy kreować potrzeby i pragnienia, które do tego czasu nie istniały. Taka jest geneza marketingu. To odwróciło dotychczasowy porządek. Potrzeba nie wynikała z potrzeb i skłonności. Okazało się, że potrzebę można wymyślić, lansować, aby potem ją zaspokajać. Tak powstało społeczeństwo konsumpcji. Ona mogła wyzwalać poprzez likwidowanie ograniczeń. W XX wieku konsumować mogli wszyscy, a nie tylko bogaci.

Konsumpcja wiąże się z umasowieniem potrzeb. To stworzyło masową produkcję i standaryzację produktów. W pierwszej połowie XX w. powstała taśma produkcyjna. Pamiętamy Charlie Chaplina pracującego na taśmie w filmie niemym.

Standaryzacja zabija indywidualizację, na której opiera się autentyczność. Umasowienie potrzeb i produkcji wymaga standaryzacji. Pamiętamy słynny samochód Forda, który był produkowany i sprzedawany w jednym standaryzowanym modelu i wyłącznie czarny.

Dzisiaj masowym meblem jest produkt pewnej szwedzkiej firmy, ale i wielu innych, które są podobne do siebie. Mówi się też o winie przemysłowym, marketowym, które wytwarza się z myślą o przeciętnym konsumencie. Jego smak jest standaryzowany, a cena jest niska – „do trzech dych”.

Aby zrozumieć proces rozwoju kapitalizmu należy powrócić do lat 60-tych ubiegłego wieku. Wtedy umasowienie i standaryzacja towarów poddane były istotnej krytyce. Przyjmowała ona wówczas formę krytyki mieszczańskiej konwencji i mentalności. Twierdzono, że ta konwencja zabija prawdę i zachwaszcza relacje międzyludzkie. Rewolucja obyczajowa 1968 z tego właśnie wynikała.

Krytyka umasowienia i standaryzacji dotyczyła także produktów i tęsknoty na autentycznością, która została utracona poprzez uniformizację i zacieranie się różnic pomiędzy istnieniami – przedmiotami i ludźmi. Produkcja masowa stała się symbolem złego gustu. Obiekty stały się doskonale identyczne, należały do jednej serii.

Punktem wyjścia masowej produkcji było umasowienie pragnienia. Takie cuda mogły zdziałać marketing i reklama działające w przestrzeni wszechobecnych mediów. To była czysta interwencja w sferę ducha, tę najbardziej intymną i niepowtarzalną stronę człowieka. Umasowienie pragnienia stanie się już w latach 60-tych, a także obecnie przedmiotem krytyki.

Takie jest źródło obiektów i realizacji DUE. Unikalność, ekologiczność, indywidualizacja. Powrót do rękodzieła. Forma czerpiąca inspirację z geometrii i natury. To jest powrotem do AUTENYCZNOŚCI. Produkt staje się wyrobem, nie jest produkowany, a wytwarzany. Indywidualizacja zastępuje standaryzację. Wyrób jest wytwarzany bezpośrednio przez człowieka, a nie przez maszynę w powtarzalnych cyklach produkcyjnych.

Materiał do wytwarzania wyrobów DUE jest pozyskiwany bez szkody dla natury. DUE znajduje go na śmietniku, ściślej: w spalarni. Drewno, które kiedyś służyło zamiast zostać zdematerializowane uzyskuje nowe życie. To ocalenie nadaje wyrobom DUE dodatkowy kontekst. Postępująca entropia zostaje zatrzymana. Istnienie i byt może trwać. Coś nie zamienia się w nic. W wymiarze metaforycznym: życie wygrywa ze śmiercią. Ocalenie staje się początkiem aktu tworzenia, w którym uczestniczy bezpośrednio konkretny człowiek – wytwórca, rękodzielnik. Ocalony materiał i twórca determinują autentyczny byt.

Logo DUE nie jest korporacyjnym i rynkowym znakiem rozpoznawczym, a symbolem zerwania z umasowieniem pragnień i standaryzacją produkcji.

Producenci wina wychodzą z podobnych założeń. Wino chce także sięgać do źródeł, do natury, do winnicy i wprost do owocu, jego czystości. Indywidualność powinna wynikać z ekspresji natury. Winiarz staje się akuszerem autentyczności, a nie sprawnym konstruktorem akceptowalnego powszechnie smaku. Ta korporacyjna standaryzacja smaku jest oparta o pragnienia przeciętnego konsumenta. Przy czym te pragnienia zostały także wykreowane i ogłoszone jako dobre i powszechnie akceptowalne, co ma potwierdzić, że są dobre. To sprytne wykorzystanie stadnego syndromu człowieka – konsumenta.

Butikowa, rzemieślnicza produkcja obejmuje kolejne sfery wytwarzania. W poszukiwaniu utraconej autentyczności… To dobrze, że inżynieria marketingu umasawiająca pragnienia konsumentów jest w odwrocie.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

środa, 31 Maj 2017

Design DUE w Dubaju #3

blog

Czas na pierwsze podsumowania wyjazdu targowego DUE na INDEX 2017 w Dubaju. Na zdjęciu tylko część wizytówek, kontaktów, z pierwszego dnia targów. Każda ciekawa rozmowa kończyła się wymianą. DUE wręczało zestaw materiałów, katalog i pendrive z materiałami elektronicznymi zawierającymi filmy i prezentacje. Goście DUE zostawiali wizytówki z danymi kontaktowymi. To rutynowe i konieczne działania.

Stanowisko DUE odwiedziło około 150 osób. 100, to osoby fizyczne, najczęściej mieszkańcy Dubaju. Około 50 gości, to byli przedstawiciele różnych firm, które najczęściej zajmowały się projektowaniem wnętrz. To dobra statystyka targowa. DUE liczyło przed wyjazdem na 100 gości.

DUE premierowo prezentowało swoje obiekty na głównych targach międzynarodowych. Jak przy każdej premierze, towarzyszył lekki stres. On związany był z oceną kolekcji i koncepcji projektów. Kto może wydać miarodajną ocenę kolekcji mebli? Z pewnością wiążące werdykty wydać mogą projektanci wnętrz. Przecież nie fryzjerzy i kucharze, to oczywiste. Chociaż współcześni fryzjerzy i kucharze są poniekąd designerami w swoich konkurencjach.

Projektanci wnętrz wydali werdykt jednoznaczne pozytywny. Żaden z nich się nie wyłamał. Podkreślali odwagę i oryginalność materiału i formy. Obiekty wykonane były nienagannie pod względem warsztatu stolarskiego, co także zostało dostrzeżone. Unikalność produktu to ważna cecha, szczególnie jeżeli ta oryginalność posiada konstruktywny wymiar. O takich cechach mówili goście ekspozycji DUE. Nie szczędzili pochwał.

Każda firma oferująca produkty marzy o pozycji monopolistycznej. Taka jest natura biznesu. Formą monopolu jest nisza rynkowa. W monopolu, tym samym w niszy rynkowej, nie funkcjonują konkurenci. Można wówczas bez przeszkód pozyskiwać klientów. Można także dyktować ceny. Wielki Adam Smith pisał w Bogactwie Narodów, że gdy spotyka się dwóch przedsiębiorców funkcjonujących na tym samym rynku, to z pewnością dyskutują o podniesieniu cen.

DUE już w trakcie targów, po 10 opinii kolejnego projektanta, zrozumiało, że jego produkty mają charakter niszowy. To wynika z zastosowanego materiału, a także design, który inspirowany jest: geometrią, minimalizmem, konstruktywizmem, organicznymi formami.  Takie formy pasują do ekologicznego wymiaru projektów DUE. To uwypukla autentyczność. Tę adekwatność i spójność obiektów DUE bez trudu dostrzegli projektanci wnętrz – znawcy formy i sztuki użytkowej. To bardzo zbudowało drużynę targową DUE. Lubimy przecież słyszeć pochwały.

Uznanie i potwierdzenie to ważne akty nie tylko w życiu człowieka, ale także przedsiębiorstw. Istotą każdej firmy są jej produkty i usługi, to na nich zasadza się przedsiębiorstwo jako byt. Produkt konstytuuje firmę, nadaje jej sens istnienia. Przedmiot staje się produktem w relacji pomiędzy stronami. Ktoś przedstawia przedmiot i ktoś go ogląda. Jeżeli zaistnieje akceptacja ze strony oglądającego, to może zaistnieć chęć posiadania tego przedmiotu. Ta chęć ma charakter wolicjonalny i ona jest zaraniem przyszłej transakcji. Wtedy to dojdzie do metamorfozy przedmiotu w towar.

Na targach INDEX 2017 kompetentni projektanci wnętrz wyrazili uznanie i potwierdzili, że przedmioty prezentowane przez DUE mogą być pożądanym obiektem transakcji. To brzmi dość banalnie, ale jest w tym stwierdzeniu coś naprawdę ważnego. Ileż przedsiębiorstw zbankrutowało, ponieważ nie posiadało towarów, a tylko im się wydawało, że je posiadają. Rynek zweryfikował negatywnie to założenie. Nie może być tylko jedna strona transakcji. Sprzedający wymaga kupującego. Wtedy mamy do czynienia z transakcją.

Projektanci wnętrz, którzy odwiedzili stanowisko DUE pochodzili z różnych części świata. Najczęściej byli to przedstawiciele firm pochodzących z krajów Zatoki Arabskiej. Stanowisko DUE odwiedziły dwie grupy studentów z wykładowcami akademii sztuk pięknych z Dubaju. Reakcje na projekty DUE były entuzjastyczne, a ciało pedagogiczne wygłosiło studentom wykład na temat inspiracji i ingredientów realizacji DUE. To wszystko było bardzo miłe, ale i trochę zaskakujące.

Należy dodać, że odwiedzającym stanowisko DUE podobał się jego wystrój, minimalistyczny, ale efektowny. Zainteresowaniem cieszyły się grafiki istniejących i przyszłych projektów. Minimalistyczny wystrój stanowiska DUE doskonale kontrastował z innymi stanowiskami, które najczęściej wykonane były z rozmachem i na bogato. Powściągliwość może być zauważona, gdy wpisze się w zasadę kontrastu. DUE przeczuwało, że tak będzie.

Jak się okazało, 15 metrów jest wystarczającą powierzchnią wystawienniczą. Dla prawdziwych znawców formy wystarczy zapoznać się z kilkoma emblematycznymi realizacjami DUE, aby zorientować się na czym polega filozofia produktów DUE. Projektanci wnętrz to eksperci, a jak powiadają: mądrej głowie dość po słowie…

Delegacja targowa powróciła z Dubaju „z tarczą”. Na targach nie podpisuje się umów handlowych, więc DUE nie podpisało kontraktów. Kilka spotkań przebiegało jednak w bardzo konstruktywnej atmosferze. DUE liczy na to, że te spotkania zdyskontują się trwałą współpracą i wieloma transakcjami.

Per saldo, to była udana premiera realizacji DUE na designerskich salonach. We wrześniu DUE jedzie do Londynu na kolejną dużą imprezę targową 100%DESIGN. Trzeba iść za ciosem.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

środa, 24 Maj 2017

Design DUE w Dubaju #2

blog

To zdjęcie stanowiska DUE na tragach w Dubaju. Powierzchnia liczy 15 metrów. Małe jest piękne! DUE prezentuje się przyzwoicie, a może nawet więcej. Emblematem DUE jest „wine barrel furniture”. Tak aby było jednoznacznie, chociaż DUE wykonuje także meble ze starego drewna.

Na ścianach wiszą grafiki obiektów DUE, a po lewej stronie pastele wykonane przez projektantkę DUE. Co ciekawe, grafiki i pastele także budzą spore zainteresowanie, ale jednak nie większe niż 6 obiektów DUE. Te obiekty są trochę ekstrawaganckie i przykuwają uwagę.

Pierwszego dnia odwiedził stoisko DUE pewien szejk i zadeklarował, że chce kupić wszystkie obiekty po zakończeniu targów. Zapowiedział, że przyjdzie z tragarzami i gotówką. Czy przyjdzie, to nie wiadomo, ale ten fakt ekipę DUE mocno uskrzydlił.

Generalnie, projekty zaskoczyły zwiedzających. Zwiedzający dziwią się, chwalą, gratulują.  Przyjęcie jest bardzo dobre. DUE jest jedyną firmą, która prezentuje kolekcje mebli ekologicznych. Produkujemy meble drewniane, a nie wycinamy drzew. To zaczyna klientów przekonywać. Podobno rynek mebli ekologicznych mocno rośnie. Mówi się o 15% udziału takich mebli w runku światowym.

Nie będzie raportować o wydarzeniach z targów. Na podsumowania przyjdzie czas. Przedstawimy bliżej obiekty, które prezentujemy na tragach INDEX 2017.

Tytuł MANHATTAN.

Ambitny projekt ławy, a w zasadzie stołu. Posiada dwa szklane blaty wkomponowane w drewnianą konstrukcję symulującą zabudowę nowoczesnego miasta. Widoczne są wyraźne wpływy konstruktywizmu i kubizmu. Konstrukcja stołu stanowi w zasadzie modernistyczną rzeźbę o ciężkiej, zdecydowanej formie. Elementy drewniane wykonane ze starego drewna pochodzącego z ukraińskiej chaty z pierwszej połowy XX wieku. Faktura drewna wyraźnie oddaje wiek użytego drewna. Blaty szklane posiadają grubość 15 milimetrów. Projekt doskonale pogodził także różne pochodzenie użytych materiałów. To wykonanie stołu przewiduje maksymalnie cztery siedzące osoby, ale może zostać dowolnie przeskalowany. Obiekt jest częścią szerszej kolekcji ław w postaci naturalistycznych quasi-rzeźb zwieńczonych szklanym blatem.

Tytuł TULIP.

To ława, a w zasadzie konstruktywistyczna rzeźba symulująca kwiat tulipana. W projekcie umiejętnie wykorzystano krzywizny klepek beczki po winie. (Beczka pochodzi z Egeru, 400 l, po egri bikaver) Asymetria elementów podstawy ławy ma naturalistyczny wymiar. Konstrukcję wieńczy okrągła szyba o grubości 10 milimetrów. Ten wyrafinowany projekt może stać się ozdobą każdego, salonu, gabinetu, werandy, piwniczki na wino. Obiekt jest częścią szerszej kolekcji ław w postaci naturalistycznych quasi-rzeźb zwieńczonych szklanym blatem. Ławę można przeskalować, a konstrukcję kwiatu multiplikować.

Tytuł DIE KORKENMASCHINE.

Spektakularny obiekt wykonany w całości z elementów dwóch beczek. Stopa wykonana z podwójnego dekla beczki 225l. Noga stołu wykonana z cienkich klepek beczki 225 litrów. Podwójny blat, dolny wykonany z dekla beczki 500l. Górny blat wykonany z hartowanej szyby o grubości 1 cm. Blaty przedzielone dwoma skrzyżowanymi klepkami i akrylową osłoną. Szklana szyba mocowana na czterech mosiężnych krążkach. W środku umieszczone korki po winie. Obszerna przestrzeń pomiędzy blatami zmieści ponad 500 korków po winie. Gdy ktoś już ma wile, basem helikopter, powinien mieć także urządzenie do degustowania wina.

Kiedyś napisaliśmy zabawny tekst o tym obiekcie, który można przeczytać TUTAJ.

 

Tytuł YOKO.

Ławka dwuosobowa wykonana z francuskiej beczki dębowej, w której przechowywano piemonckie barolo. Ławka posiada dwa wygodne siedziska. Mebel może być ozdobą zarówno ogrodu, jak i gustownego wnętrza, na przykład piwniczki winiarskiej. Forma ławki przypomina półkę, chociaż nią nie jest; może służyć jednak na stojak dla kilku butelek wina. Obiekt posiada konstruktywną dynamikę, doskonale łączy ze sobą styl vintage z moderną. Można także dostrzec japońskie reminiscencje. Mebel dyskretnie maskuje swoje przeznaczenie – dwuosobowej ławki; nadaje to temu obiektowi aurę enigmatyczności; krótko mówiąc: daje obiektowi duszę. Mebel ma pewne cechy konstruktywistycznej rzeźby, której z najprostszych elementów, w tym przypadku elementów beczki, obiekt wpływa na widza przez napięcia wynikające z relacji między tymi elementami.

Kiedyś napisaliśmy zabawny tekst o tym obiekcie, który można przeczytać TUTAJ.

 

Tytuł BOLD.

Fotel wykonany z 10-letniej beczki o pojemności 225 litrów. W beczce przechowywano wino z węgierskiego Egeru (Piont Noir u ST.Andrea). Obiekt powstał wyłącznie z klepek dębowych. Fotel zbudowany jest na bazie dwóch ram spiętych klepkami siedziska i oparcia. Ramy stanowią połączenie przedniej nogi fotela, podłokietnika, ramy siedziska, oraz tylnej nogi i oparcia. Konstrukcja jest specjalnie wzmocniona i fotel jest bardzo trwały. Klepki posiadają odcienie czerwonego wina, poprzez odpowiednią obróbkę kolorystyka konstrukcji to melanż ciemnej czerwieni i brązu.

Tytuł FUSION II.

Fotel wykonany z węgierskiej beczki (225l), w której przechowywano wina wytworzone na bazie szczepów Pinot Noir, Merlot, Kekfrankos (producent ST.Andrea). Powoduje to różne odcienie kolorów klepek użytych do konstrukcji. Całość wykonana wyłącznie z elementów beczki.

To część kolekcji DUE, ale ta lepsza część. Chociaż nie wzięliśmy na targi kilku ciekawych ław i stolików. Weźmiemy je do we wrześniu do Londynu. Tam będziemy mieć „aż” 24 metry.

W kolejnej odsłonie podsumujemy obecność DUE na targach Dubaj INDEX 2017.

1 Komentarz

poniedziałek, 22 Maj 2017

Design DUE w Dubaju

blog

Ostatnio wiele pisaliśmy o degustacjach. W zasadzie nasz blog został zdominowany przez tematykę winiarską. Chociaż ktoś powie, że nie jest to poważne pisanie na temat wina, że są to takie chocki klocki. To prawda, o winie powinno się pisać poważnie, szczególnie w Polsce. Czy mogą być poważne reportażyki liryczno-dygresyjne? No cóż, każdy pisze jak umie. Tylko po co od razu publikować? My mamy powody…

Nazwaliśmy nasz blog trochę pretensjonalnie „design, wino i sztuka”. Zdecydowanie za mało piszemy o design…

Należy także przypomnieć wszystkim czytelnikom, że nasz blog jest częścią biznesowego przedsięwzięcia realizowanego przez firmę DUE, która to zajmuje się projektowaniem i wykonywaniem mebli z beczek po winie i starego drewna. DUE projektuje i wykonuje również piwniczki winiarskie.

Jest okazja aby napisać teraz coś o dizajnie. Otóż, firma DUE pojechała z kolekcją mebli na znamienite targi do DubajuINDEX DESIGN SERIES. Te targi, oprócz tych w Mediolanie, Nowym Jorku, Kolonii, Londynie i Paryżu, należą do najważniejszych na świecie imprez wnętrzarskiego dizajnu. Zresztą, DUE wybiera się także na te targi, które wymieniliśmy; będzie jeździć w tym i przyszłym roku na te imprezy. Kości zostały rzucone…

DUE ma ambicje sprzedawać swoje produkty na cały świat. Inna rzecz, że osiągnęliśmy na razie zamierzonego sukcesu ze sprzedażą w naszej styranej Ojczyźnie. Ale na wszystko przyjdzie czas. Na razie w Polsce jest moda na dizajn „na bogato”. Jest jeszcze za wcześnie na wstawianie do salonów mebli wykonanych z drewna ze starych chat, stodół i beczek po winie. Trendy do Polski przychodziły z Zachodu. Tak było od zawsze, a na pewno od renesansu. Królowa Bona miała w tym transferze znaczne zasługi. Mówi się teraz sporo o pochodzeniu widelca, ale my w to wchodzić nie będziemy.

Wracając do targów, DUE jest jedyną firmą z Polski, która zaprezentuje swoje produkty w głównej hali przeznaczonej dla mebli i wnętrz. Link poniżej jest dowodem na to. Są tam też obiekty, które DUE będzie prezentować na targach. Ta mrugająca kropka to DUE.

http://index17.mapyourshow.com/7_0/floorplan/?hallID=A&selectedBooth=booth~SS3A30

DUE będzie ambitnie reprezentować Ojczyznę. Stanowisko DUE jest w części europejskiej, tuż obok stanowisk Włochów i Francuzów. Włoskich wystawców mebli jest najwięcej, bo 53, francuskich 23. Liczba firm z Włoch nie powinna dziwić, oni zawsze mieli smykałkę do różnego rodzaju dizajnu. Oni wynajęli powierzchnie nawet stumetrowe, czasami mniejsze; wygląda to jednak bardzo okazale.

DUE stać było jedynie na 15 metrów. No cóż nie jest to tania impreza… W poprzednim roku czterech znanych polskich producentów mebli było w Dubaju, ale tylko prezentowali wyłącznie materiały reklamowe na powierzchni trochę większej od naszych 15 metrów. DUE postanowiło pokazać 6 realizacji. Ich przewóz z Polski do Dubaju kosztował 30tys. Uff.

Dodać należy, że na targach nie ma wielu firm z naszego regionu Europy środkowej i wschodniej; ze Słowacji, Węgier, Chorwacji, Bułgarii, Rumunii, Serbii nie ma nikogo; z Litwy jest jedna, ale także jedna jest z Austrii i Słowenii. Z Czech będą 4 firmy. Z Niemiec będzie „tylko” 14 wystawców.

Te ilości firm mogą dziwić, ponieważ nie pokrywa się to z wielkością eksportu mebli poszczególnych krajów. Pierwsze miejsce, jak łatwo można odgadnąć, posiadają Chiny (52 wystawców); drugie miejsce Włochy (53 firmy); trzecie miejsce Niemcy (14 firm). No, czwarte miejsce ma … Polska. Reprezentuje ją firma DUE z Nowego Sącza. Chociaż pozycja eksportowa DUE na to nie wskazuje.

Skąd ta nieproporcjonalność? Pewną przyczyną jest odległość, ale wydaje nam się, że głównym powodem jest jednak fakt, że na takich imprezach trzeba pokazać coś naprawdę zaskakującego, dizajnerskiego. Na takich imprezach pokazują swoje projekty najlepsi. Pokazuje się w zasadzie meble określane jako ekskluzywne, w zasadzie będące sztuką użytkową. Wystarczy tylko popatrzeć na realizację, które tam się pokazuje i można popaść w kompleksy. Paradoksalnie, DUE nie będzie z nimi konkurować. DUE inaczej zdefiniowało marketing produktu. O tym później.

Znaczna cześć polskich meblarzy produkuje dla innych firm z Europy, gdy już markuje swoje produkty, to one nie należą do czołówki ekskluzywnych mebli i marek. Design  meblarski  to dość hermetyczna konkurencja. Podobno pojemność rynku mebli ekskluzywnych całej Polski jest podobna do … Wiednia. Zaskakujące, prawda?

Właściciel DUE to człowiek odważny, a może nawet trochę naiwny. Zresztą, przedsiębiorcy często zarówno odważni i optymistyczni. Ta druga cecha pozwala marzyć i realizować projekty. Często to się kończy klapą niestety, ale bez marzeń, odwagi i optymizmu nie ma biznesu. Sceptykowi czy pesymiście bardzo trudno założyć udany biznes.

DUE w poprzednim roku prezentowało produkty w Poznaniu. Po tych targach zrodził się pomysł, aby zająć się eksportem. To nawet zabawne, ponieważ gdy DUE wówczas odwiedzali cudzoziemcy, to gratulowali, zachęcali do pokazania projektów na głównych targach świata. Gdy odwiedzali DUE rodacy, to z góry przesądzali, że nie można takich produktów z sukcesem sprzedawać w Polsce. Mieli rację. Właściciel DUE powziął wówczas decyzję o międzynarodowej ekspansji.

Przedsięwzięcie DUE jest, tyle romantyczne, co ekstrawaganckie. Tak tylko można określić pomysł aby pojechać na poważne targi z kolekcją mebli typu high end i to jeszcze pod swoją, startupową marką. Krótko mówiąc: nie brak zuchwałości DUE.

DUE do Dubaju nie jedzie z pustymi rękami. Posiada kilkanaście ciekawych realizacji. Ma także bogaty zestaw materiałów marketingowych.

Atutami DUE nie jest przewaga kosztowa, jaką oferuje większość polskich eksporterów mebli. DUE ma raczej drogie produkty. Istotna siła DUE wynika z materiału – starego drewna. Na południu Polski i zachodniej Ukrainie jest zagłębie: starych chat, dworów, cerkwi, stodół. DUE wie jak pozyskiwać ten materiał. Ale przede wszystkim wie jak go kształtować, obrabiać, cyzelować, pieścić. Dla DUE pracują najlepsi rękodzielnicy. Sądecczyzna jest pełna starego drewna i zasobna w mistrzów jego ręcznej obróbki. Beczki po winie pochodzą głównie z Węgier, ale to nie jest daleko od Sądecczyzny. DUE zrozumiało elementy z beczek po winie, szlachetny kształt eliptycznej krzywizny klepek.

Marketing produktu DUE zasadza się na triadzie: MATERIAŁ + RĘKODZIEŁO + FORMA. Ta ostatnia, czyli forma, design nie ma wiodącego znaczenia samodzielnie. Tutaj chodzi o synergię tych trzech elementów. One wzmacniając się wzajemnie przenoszą produkty DUE do innej przestrzeni marketingowej, tej która jest marzeniem każdego przedsiębiorcy, czyli funkcjonowaniu w NISZY RYNKOWEJ.

Oczywiście, DUE, jego właściciel chcą aby tak się stało. Rynek zweryfikuje te ambitne założenia. Przyszły tydzień, przez 4 dni odbywać się będzie początek tej weryfikacji. Dzisiaj rozpocznie się pierwszy dzień targów.

Gdyby DUE chciało produkować barolo na Sądecczyźnie, to byłby to szalony pomysł, skazany na porażkę. Ale gdy DUE chce wykonywać meble ze starego drewna, to pomysł ten staje się wykonalny. W tej dziedzinie Sądecczyzna jest jak Piemont dla Nebbiolo, Burgundia dla Pinot Noir, Ribera del Duero dla Tempranillo.

Poniżej załączamy film o DUE i nie tylko. Jest niestety po angielsku…

FILM

W najbliższych dniach napiszemy coś jeszcze o wyjeździe do Dubaju.

1 Komentarz

Starsze posty