sobota, 6 Wrzesień 2014

Zbrodnia i wina

blog

Taki tytuł nosi książka Michała Bardela. Przeczytaliśmy jeden rozdział dotyczący Burgundii, rozdział pilotażowy. Postanowiliśmy zakupić tę książkę. Rozdział o Burgundii był ciekawy, dobrze, bezpretensjonalnie napisany. Przekonał nas.

Wiele książek o winie ukazało się w ostatnich latach na naszym rynku wydawniczym. Tak w ogóle, to dużo się pisze o winie ostatnio w naszej styranej Ojczyźnie. Cześć publikacji jest niestety powtarzaniem spraw znanych: wymienianiem regionów, gmin, szczepów, rysów historycznych, itd. Nie mamy nic przeciwko temu, ale jest przecież kilka żelaznych pozycji, w których to wszystko napisano. Po co zatem powtarzać to kolejny raz? Jeżeli ktoś chce uporządkować wiedzę może sięgnąć do dużych opracowań, atlasów. Najlepiej poczytać, a i mieć zawsze pod ręką Atlas Win Johnsona i Robinson. Ta pozycja wyczerpuje tematykę dotyczącą: szczepów, krajów, regionów, itd. Jeżeli ktoś chce poznać producentów z poszczególnych regionów Europy, to bardzo użyteczną jest pozycja Wina Europy Bieńczyka i Bońkowskiego, ciekawie i czytelnie napisana.

Cenić należy takie publikację, które coś nowego wnoszą, albo są nowym ujęciem znanych spraw. Taką oryginalną pozycją były kiedyś Kroniki wina Bieńczyka. Podobną konwencję ma książką Bardela Zbrodnia i Wina, chociaż nie do końca, ale wiele je łączy. Te dwie pozycję mają podobne założenie, a nawet narrację, lekką, czasami zabawną. Dobrze się to czyta. Nie ma tego pretensjonalnego napuszonego tonu eksperckiego, naukowego, często używanego u nas w Polsce.

Ten ekspercki ton jest chyba także wyrazem kompleksów, bo jak pisać, to z nadęciem eksperckim. Pisanie lekkie może narazić na opinię, że autor to leszcz i dyletant, a tego w naszej Ojczyźnie się nie lubi. Używamy określenia lekkie, ale wszyscy wiemy o co chodzi. Ta lekkość składa się z: płynności, inteligencji, humoru, swady i uroku.

Ekspercki ton jest często nadużywany. Ale nie dotyczy to tylko spraw literatury i publicystyki winiarskiej. Można przywołać przykład i porównać literaturę dotyczącą ekonomii i przedsiębiorczości, tę anglojęzyczną i tę polskojęzyczną. Ta pierwsza jest pisana prostym językiem, u nas trzeba wszystko skomplikować i do tego używać słownictwa, które jest równie nieprzyjazne dla normalnego czytelnika, co akademicki wykład z fizyki molekularnej. Założenie jest następujące: jak brzmi coś mądrze, to znaczy, że jest mądre. Tylko niestety nie zawsze tak jest. Trzeba dodać, że nasza literatura ekonomiczna jest kompletnie pomijalna i niewiele wnosi do skarbnicy światowej nauki, a anglojęzyczna ma znaczenie kluczowe. Z pisaniem o winie jest chyba podobnie. Dobrze, że się jednak coś zmienia.

Inna rzecz, że chyba, zdefiniowane wcześniej, lekkie pisanie jest trudniejsze niż eksperckość. Lekkością wymuszoną, udawaną może popaść w manieryzm, grafomanię, albo zwykły kabotynizm. Eksperckość jest prostsza. Trzeba zaserwować, co jakiś czas, trudnym, niszowym słowem, stosować składnię kodeksu cywilnego przemieszaną z językiem praw fizyki. Wychodzi wtedyeksperckość. Jest to w sumie prosty przepis. Do lekkiego pisania trzeba mieć trochę talentu w postaci choćby tzw. lekkości pióra.

Ową lekkość można właśnie znaleźć w książce Bardela. Jest też w tym inteligencja, ale i umiejętności reporterskie oparte o niezłe kontrastowanie.

Bardel zaryzykował i wyszło coś ciekawego. Podawane są takie sensacyjne wątki, one stanowią oś narracyjną. Można się dowiedzieć też kilku ciekawych spraw o winie, szczepach, regionach. Z pewnością lepiej pasują taka kwerenda wina i sensacji, niż modne kilka lat temu wiązanie wina i muzyki.

To łączenie wina i muzyki było takie wydumane, a poza tym bardzo niszowe. Dajmy na to, ktoś lubił Boba Dylana i dopasowywał wino do tej muzyki, wychwalając owa muzykę i wino. Jeżeli trafił na entuzjastę rocka, to dobrze, ale jeżeli nie, to taki tekst nie mogło się dobrze czytać. Podobnie, jak zestawiano nobliwą muzykę poważną z winem. Ktoś, kto nie słuchał Das Wohltemperierte Klavier Bacha, to nic kompletnie nie rozumiał, mimo, że autor się mocno wysilał. Czy na przykład Barolo Rinaldi 2003 może kojarzyć się piszącemu o winie  z XX koncertem W.A. Mozarta w wykonaniu Alfreda Brendela? No może. Jest to strzeliste. Ale co z tego wynika dla czytelnika? Oprócz tego, że autor popada trochę w narcyzm i przesadę, a takie zestawienia stają się tylko świadectwem jego wysublimowanego i wielopłaszczyznowego życia wewnętrznego. To takie przekraczanie prędkości dźwięku. Właśnie chyba to zraża ludzi do wina, do czytania o nim, bo rodzi słuszne podejrzenie o snobizm i bufonadę. (Trzeba tutaj dodać, że szwagier często się właśnie o to ociera. Wspaniałomyślnie mu to nieodmiennie wybaczamy.)

Bardel wymyślił uniwersalne zestawienie i stworzył inteligentną narrację. Nie pisze o sobie, piesze o winie, ale też robi sobie trochę jaja. Większość z nas lubi chyba dykteryjki z kluczem. To dobre podejście. Zakupiliśmy Zbrodnia i Wina. Przeczytaliśmy wcześniej pilot o Burgundii, było dobrze. Jak przyjdzie przesyłka przeczytamy resztę. Wiemy czego się spodziewać. Mamy też nadzieję, że kolejne rozdziały będą na co najmniej takim poziomie, jak ten o Burgundii.

Kłaniamy się nisko Panu Michałowi Bardelowi.

DUE

Jedna odpowiedź do “Zbrodnia i wina”

  1. Katarzyna pisze:

    Recenzja brzmi zachęcająco! Jak tylko zobaczę gdzieś w księgarni na pewno zakupię. Samo porównanie do Bieńczyka-wirtuoza winnej literatury, jest wystarczającą rekomendacją.

    ———-
    http://www.korekodwina.blogspot.com

Dodaj komentarz