sobota, 9 Sierpień 2014

Upalne popołudnie

blog

Tytuł tego obrazu to Pole lnu. Jego autorem jest Edgar Degas. Ma ten obraz coś wspólnego z impresjonizmem, ale Degas wołał się nazywać romantycznym realistą.

Co ma wspólnego ten obraz z upalnym popołudniem? A to upalne popołudnie z sauvignon blanc w wydaniu Pouilly fume? A jak się do tych kwestii ma Popołudnie fauna Claude Debussy i poezji Mallarme? Czy coś łączy te sprawy?

Szwagier niedawno przesłał nam tajemniczy list. Zaprosił nas w nim na degustację wina w niedzielę na godzinę 15.00. W liście tym wyłożył wszystko. Oto jego najciekawsze części:

Szanowni Koledzy!

Upalne dni są szczególnie nieznośne popołudniami, kiedy to wszystko spowalnia, zaczyna się kleić, dyszy, sapie, drga. Tworzy się szczególny rezonans wywołany przez upał i staje się to nieznośne. Złagodzić go można właśnie dzięki sprzęgnięciu wielu doznań, związanych z upałem, jednych, które go wprost łagodzą, a innych, które go metaforycznie opisują, a poprzez to oswajają.

Jednym z takich oswajaczy upału jest poezja Mallarme, szczególnie Popołudnie Fauna. Każde słowo ma wyjątkowe znaczenie, bo przecież, jak twierdził Mallarme, poezja składa się ze słów, ich gry i znaczeń, ulotnych sugestii. Tworzy to nowy wielowymiarowy świat z mnóstwem dygresji. Wszystko to odbywa się na granicy, gdzieś pomiędzy byciem i niebyciem, jak we śnie, w letargu. Poezja Mallarme nie symuluje rzeczywistości, ale ją kreuje, pozwala narodzić się rzeczom z niebytu. Upał jest naturalnym środowiskiem dla takich zabiegów, katalizuje takie stany świadomości. Można i należy w sierpniowe, upalne popołudnie oddać się lekturze liryki Mallarme. Przeczytać można takie oto wersy:

O sroga karo… Nie, lecz wolna Od słów dusza i ciało nazbyt ociężałe Późno ulega ciszy z południa upałem: W zapomnieniu bluźnierstwa spać trzeba, na skraju Odmienionego piasku lec, ku gwieździe urodzajów Winnych otwarłszy usta, którym wina mało!

Postać fauna bardzo pasuje do wina także, wszak to faunowie odpowiedzialni byli miedzy innymi za napełnianie biesiadnikom kielichów winem, to oni właśnie usługiwali Dionizosowi. Jakie wino można nalać w upalne popołudnie?  Doskonałą propozycją będzie z pewnością Pouilly-fume

Czy nie wspaniale byłoby wychylić puchar w okolicznościach, które przedstawił właśnie Degas w obrazie Pole lnu? Zalec właśnie gdzieś w cieniu drzewa i pić mocno schłodzony sauvignon blanc. Patrzeć w chłodzący błękit kwiatów lnu, a potem leniwie w dal. Przeczytać 3 strofy poematu, napić się wina, popatrzeć w dal i tak w kółko powtarzać te czynności.

Do upalnego popołudnia pasuje jak ulał muzyka. Czy można dobrać lepszą niż Claude Debussy? Prélude à L’après-midi d’un Faune, Popołudnie fauna, to wręcz idealna muzyka pasująca do upalnego popołudnia. Debussy napisał ten utwór inspirowany poezją Mallarme i te dwa dzieła mają wiele wspólnego, są sprzężone wręcz. Flet w Popołudniu Debussy i fraza Mallarme splatają się tworząc synergiczny dwugłos. Wszystko w tym utworze jest dopracowane i wiąże się i wynika z upału. Instrumenty dęte brzmią wyrafinowanie, a smyczki subtelnie wygładzają podziały rytmiczne. Piano nadaje dodatkowe wrażenie, dźwięki na granicy ciszy. Delikatne, cyzelowane barwy orkiestry, cieniowania przywołują wizję upalnego sierpniowego popołudnia z jego oniryczną i duszną atmosferą.

Mallarme napisał do Debussy: „Pańska ilustracja Popołudnia fauna nie dość, że nie tworzy dysonansu z moim tekstem, ale posuwa się dalej jeszcze w nostalgii i świetle, subtelnie, z obezwładniającym uczuciem i okazałością”.

(Ciekawe wykonanie Popołudnia: https://www.youtube.com/watch?v=rbIzYgq0anU)

Upalne popołudnia to również dobry czas dla obserwacji nieba i chmur. Przywołany wcześniej Degas namalował obraz Studium nieba. Tak może wyglądać niebo podczas upału. Rozdrgane temperaturą niebo z cumulusem w środku. To jeszcze nie zapowiada deszczu. Przyjemny widok. Takie niebo jest na południu Francji, ale czasami także w Beskidzie Sądeckim

blog1
Jakie wino może pasować do takich okoliczności przyrody? Jedni wybraliby alzackiego rieslinga, inni mozelskiego, czy reńskiego. Rześki pinot blanc z Górnej Adygi także będzie odpowiedni. Można także otworzyć coś z Wachau. Szampan jest zawsze dobry w upał. Ale można otworzyć sauvignon blanc z Górnej Loary. Pouilly-fume czy sancerre, to odpowiednie wino na niedzielne, upalne popołudnie.

Do swego listu załączył szwagier zdjęcia tych dwóch obrazów. Podał jeszcze termin degustacji: niedziela, godzina 15.00, w ogrodzie.

Odnośnie kwestii muzycznych, to my się zgadzamy, że Popołudnie fauna Debussy doskonale pasuje do upalnego popołudnia. Szwagier ma rację, ale skromnie podsuniemy także naszą sugestię muzyczną na takie okoliczności. Jest to Summertime. Wykonania Elli Fitzgerald (https://www.youtube.com/watch?v=h3kQt14_5OQ),

albo Joni Mitchell (https://www.youtube.com/watch?v=Nfn1rGM2VRI, to także jest szczególne wykonanie: https://www.youtube.com/watch?v=WXijas673yE),

czy Sarah Vaughan (https://www.youtube.com/watch?v=lOSbLk7ugcA).

To nasza skromna propozycja, chociaż wykonania są pomnikowe. Może nawet powiemy o nich szwagrowi, skoro rozpoczął już ten temat.

Stawiliśmy się we wskazane miejsce, o umówionej porze. Degustacja została przeprowadzona w szwagrowym ogrodzie, w jego części urządzonej w prowansalskim stylu. Nie było tam pola lnu, ale na niebie było kilka cumulusów…

Zasiedliśmy wygodnie w cieniu. Na rustykalnym stole pojawiły się dwie butelki pouilly fume i dwie butelki sancerre. Uspokajamy, pojemniki z lodem były uzupełniane i pilnowaliśmy skrzętnie temperatury.

Pierwsza butelka, to wino pouilly-fume Les Terrasses cuvee 2007. Producent Michel Bailly.
Kolor mocno żółty wynikał z wieku wina. Czuliśmy kontekst dymu i beczki. W smaku trochę organiczne i miodowo-woskowe. Długi finisz. To był rasowy savblanc, wyższa klasa. Kwasowość była oczywiście wyraźna, ale w upalne popołudnie można mieć niedosyt. Ktoś powiedział, że chciałby je wypić 3 lata wcześniej. Coś w tym jest. Generalnie, wino było zacne. Pusta flaszka ważyła tyle samo, co pełna liebfraumilch z marketu.
Ocena zbiorcza: 3 wiewiórki.

Druga butelka była podobnej proweniencji. Także pouilly-fume tym razem od Domaine Chatelain, prestige cuvee 2005.
Także nie młode, również cuvee i wiodące wino producenta. Tutaj kolor mocno żółty zielonymi refleksami świadczył także o wieku. W pierwszym kontakcie mocno organiczny zapach, potem się ulotnił. Oznacza to, że należy je dekantować. Podobnie, jak w poprzednim winie wyczuliśmy wosk i miód, a gdzieś w tle dym. Wyczuwalne konteksty tostów, ale i zielonej trawy. Niezła kwasowość i długi finisz nas ucieszyła, bo takie wrażenia są pożądane podczas upału. Całość elegancka i dostojna. Dobrze użyta beczka, czyli nie jest jej zbyt dużo.
Ocena: 3,5 wiewiórki.

Zaczęliśmy się zastanawiać, czy dymna nuta pouilly-fume ma coś wspólnego z popołudniowym upałem, a nawet, czy coś nie wiąże tych dwóch spraw. Czy to nie właściwy problemat do rozstrzygania w leniwe, upalne popołudnie?

Nasze przemyślenia na ten frapujący temat przerwane zostało otworzeniem trzeciej butelki. Tym razem sancerre. To wino nie należało do zbiorów szwagra, a była to nasza inicjatywa i nasz zakup. Trochę skromniej, niż szwagrowe propozycje, no ale z pustymi rękami nie przyszliśmy.

Było to podstawowe sancerre z 2012, producenta Erica Montintin. To solidny producent, chociaż nie czołówka. Po sancerre należy się dużo spodziewać, więc tak podeszliśmy do tego wina. Nie rozczarowaliśmy się, ale też nie rzuciło nas na kolana. Dobry owoc, wyraźny już w aromacie, do tego kwiaty i liść czarnej porzeczki. Za tym ostatnim nie bardzo przepadamy. Jest także agrest, częsty gość w SB. Dobry kwas nas nie zdziwił. To była jego główna zaleta, gdy temperatura w cieniu przekracza 30 stopni. Niezła, solidna struktura. Można je pić solo, ale można z potrawą. To drugie zawsze ma wyższość. Co polecimy do tego wina? Klasycznie, owoce morza, rybę? To wzorcowy towarzysz SB. My jednak tym razem przekornie polecimy ozorki wołowe na kwaśno. Co do ceny tego wina, trudno nam się wypowiedzieć, bo kupiliśmy je w sklepie internetowym, a to rzadko robimy; tamże kosztowało 79 zł. To drogo, powinno kosztować 20% taniej. Zakładamy, że u producenta cena importerska netto wyniesie między 6 a 7 euro.
Ocena zbiorcza: mocne 2,5 wiewiórki. W upalne popołudnie otrzymuje premię i całe 3 wiewiórki.

Kolejne sancerre to już poważnasprawa. Szwagier zaproponował flagowe wino Erica Luisa: Sancerre 2012, prestige cuvee.
Trzecie cuvee tego popołudnia. Potrzymano je w beczce. W Kalifornii praktykowany jest ten sposób, rzadziej w Dolinie Loary. Należy dodać, że beczka jest z drzewa akcji, co nie daje klasycznego, dębowego aromatu, a trochę herbaciany. Nie jest też ta beczka bardzo wyrazista. Aromat i smak wina ma motyw trawiasty. Wino skoncentrowane, jak na SB oczywiście. Soczyste. Świeżości nie ma wielkiej, ale to wpływ beczki. Coś za coś. Niezły finisz. Generalnie, spodziewaliśmy się więcej, ale nie rozczarowaliśmy się. Warto spróbować SB z akacjowej beczki. Wino to jest także dumą producenta, jest kontynuacją rodzinnych tradycji. Warto skosztować. Cena nie jest niska.
Ocena: 2,5 wiewiórki.

To była udana degustacja w sierpniowe, upalne popołudnie. Przedłużyła się ta degustacja do wieczora, kiedy to upał zelżał i zaczął się rześki wieczór. Tak to już bywa w sierpniu. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie powinniśmy zmienić rodzaju wina. Ale co się pije w rześki wieczór po upalnym, sierpniowym popołudniu? O tym napiszemy innym razem.

DUE

One Response to “Upalne popołudnie”

  1. Sylwa pisze:

    Zadziwiająca wprost synchroniczność zaprowadziła mnie na ten blog,na to „upalne popołudnie”.
    Właśnie pisałam krótki tekst,z konieczności dość fragmentaryczny,o poezji słowa i milczenia Mallarmego;i proszę,dzięki tym pięknym,wyrafinowanym i subtelnym jednocześnie frazom,które wprost tryskają światłem i pachną upojnością,znalazłam się w samej kwintesencji impresjonizmu,no i może dekadenckiego splinu.Dziękuję.
    Jeśli jednak wolno mi wyrazić sugestię,to aby oziębić nieco duszne emocje popołudniowe,wybrałabym raczej kąpiel w nenufarach Moneta,na wspomnienie której myśli będą się rumienić…
    Delikatnie przypominam,że Faun patrzył na swój świat poprzez świetliste skórki wyssanych winogron i ssał przeźroczysty sok gronowy,aby odpędzić żal i tęsknotę,więc proponowałabym jakiś giętki Muscat,np.Muscat de Frontignan,który jest bogaty,gęsty i przede wszystkim mocno rodzynkowy;zatem,wybrałabym wino nie poprzez kontrast podniebienny i kubkowy lecz raczej przez wtórowanie upałowi upojnemu,i aby usprawiedliwić zmęczenie lenistwem popołudnowym,a także splin faunowy.
    Wiewiórek nie podaję,gdyż zbyt rzadko goszczą na moim stole.
    Z poważaniem i serdecznością Sylwa.

Dodaj komentarz