sobota, 29 Listopad 2014

Rewizor zajechał

blog

Dnia 24 listopada tvp wyemitowała komedię Mikołaja Gogola Rewizor. Akcja widowiska rozgrywa się…

Rewizor zajechał do Starego Sącza. Dlaczego wybrał akurat to miasteczko? Przyczyn można być kilka. Być może szukał miasteczka z prowincjonalną mentalnością, która stanie się napędem dla jego szalbierstwa. Może uwzględnił także rolę sądeckiej, tradycyjnej gościnności. A może wziął pod uwagę naiwność, typową dla małomiasteczkowej lokalnej władzy pełnej kompleksów, ale też skłonności do czołobitności. Może…

To wszystko jest jednak mało prawdopodobne, a nawet naciągane. Otóż, rewizor trafił do Starego Sącza zupełnie przez przypadek. Kierował się na zachód. Zatrzymał się w pewnej starosądeckiej winiarni, gdzie zjadł, a szczególnie wypił. Te czynności spodobały mu się i zatrzymał się na kilka nocy. Rozeszła się plotka, że jest kimś ważnym, bo jadł i pił wino z wielką gracją, jak jakichś magnat, albo … właśnie, albo znacząca figura należąca do wpływowych kręgów. W naszych czasach mógłby to być wysłannik Regionalnej Izby Obrachunkowej, albo funkcjonariusz CBA działający pod przykryciem, incognito. Tylko co on miałby robić we współczesnym Starym Sączu, gdzie władza ma czyste ręce? Remont tutejszego rynku wykonano z zachowaniem najwyższych standardów i transparentności. To zły trop i trzeba szukać mniej linearnie i bardziej fantazyjnie.

Szkoda jednak, że nie doczekała tych czasów szwagrowa winiarnia, bo mogłaby się stać naturalnym zapleczem dla wielu scen spektaklu. Zamknięto ją kilka lat temu z przyczyn znanych tylko szwagrowi. Wino tam się lało strumieniami. Żal tego miejsca, ale ono może znowu ożyć przy okazji Rewizora. Daje taką sposobność sama inscenizacja Jerzego Stuhra. On wskazuje drogę! Otóż, w jego interpretacji można zauważyć pewne operacje dokonywane w czasoprzestrzeni, a dokładnie na czasie. Mamy dorożki, ale też motocykl, samochód polonez z lat PRL, ale także tablety, są stroje z XIX wieku. Nawet wąsik horodniczego jest jakby z innych czasów.

Jaki z tego wniosek? Jerzy Stuhr zauważył pewne zjawisko w Starym Sączu związane z postępowaniem czasu, jego odczuwaniem. My zajmujemy się takimi zjawiskami nie od dzisiaj. Analizowaliśmy procesy związane z odczuwaniem czasu, w Trieście, Wiedniu, Sienie, Krynicy, a nawet w podkrakowskich Dobczycach. Stary Sącz także zasługuje na uwagę, i to uwagę szczególną. O ile w wymienionych miastach mieliśmy do czynienia z: turbulencjami, przyspieszaniami czasu, stłoczeniami wydarzeń w interwale czasu, to w Starym Sączu możemy zauważyć rzeczywiście coś szczególnego. Właśnie! Tutaj bywa, że  czas płynie symultanicznie. Jaśniej: istnieją symultaniczne wymiary czasowe, które można doświadczać przemieszczając się płynnie z jednego wymiaru do innego, od jednej osi czasu do innej. Każdy taki wymiar ma swój bieg czasu, taki korytarz, czy też kanał czasowy. Im bardziej przesuwamy się w przeszłość, tym bieg czasu jest wolniejszy, ale zawsze jest to bieg jednostajny. Zauważył to Jerzy Stuhr i doskonale wykorzystał w swoim przedstawieniu. Tak można właśnie wytłumaczyć dorożkę i polonez, tablet i mundur carski.

To w Starym Sączu można spotkać subiekta Rzeckiego, z kapelusikiem i laską. Można także spotkać ojca Bruno Schulza, który idzie, w kusym garniturze i szlafmycy, otworzyć swój sklep na ulicy Kazimierza Wielkiego. Tutaj zajeżdża na targ sam Maciej Boryna i wypija obowiązkowe piwo ze sznapsem w gospodzie Pod Dzwonkiem. Ale też tutaj, na wzgórzu nad miastem Józef Tischner układa zręby Filozofii dramatu. Tutaj można spotkać Adę Sari, jak biegnie z na lekcję z zeszytami nutowymi.

Rzeczywistość staje się fikcją, a ta staje się rzeczywistością. Wszystko co już się wydarzyło, może się wydarzyć raz jeszcze, a dziać się to może najczęściej w dni nieparzyste, podczas upałów, ale też w słotę, a najlepszą aurą są mgły, które nawiedzają te okolice jesienią. Sprawniej przemieszczać się pomiędzy czasowymi wymiarami można, jeżeli wypije się kieliszek śliwowicy z pobliskiego Łącka, albo antałek wina w szwagrowej winiarni. Ale już wspomniany przez nas ostatnio Bela Hamvas twierdził, żeprawdziwie trzeźwy jest ten, kto jest odurzony winem i popada w stan wyższej trzeźwości. Wtedy można pojąć niełatwą, symultaniczną strukturę czasowości.

W Starym Sączu jest możliwe, że obok siebie będzie sąsiadował XXI-wieczne miasteczko z bieżącym życiem, ale w bocznych uliczkach miasta można przenieść się do carskiej Rosji, do czasów międzywojennych, ale także przaśnego PRL, aby potem spotkać CK-patrol gadający po węgiersku. Kiedyś Andrzej Wajda mówił coś o reminiscencji z Asyżu, gdy spacerował po Starym Sączu. Poplątanie, pomieszanie, ale jakże inspirujące. Takich zjawisk można doświadczyć w symultanicznej strukturze czasowej. Taki to jest dyskretny urok Starego Sącza.

Pisaliśmy, że jeżeli oś, bieg czasu wydarza się wcześniej, to płynie wolniej, ale jednostajnie. Może to skutkować tym, że podczas jednego rautu rewizora, Boryna może przeprowadzić żniwa, albo obecny burmistrz Starego Sącza może wyremontować wszystkie ulice ze środków unijnych, a nawet wybudować lotnisko. Jeżeli zatem nałożą się dwie osie czasu, wtedy wydarzają się cuda, ale to wszystko można wyjaśnić logicznie.

Mając to wszystko na uwadze wprowadzimy w tą wielowarstwową czasoprzestrzeń szwagrową winiarnię, którą to Jerzy Stuhr z pewnością wykorzystałby w swoim przedstawieniu. Nie pełniłaby roli banalnej, zaczarowanej dorożki, tylko całkiem realnego miejsca, gdzie dzieją się konkretne zdarzenia. Oczywiście wykluczamy nagrywanie spotkań, bo szwagier by do tego nigdy nie dopuścił. Aby na przykład potajemnie nagrać horodniczego, innych notabli i rewizora, jak się „rozliczają”. W szwagrowej winiarni prędzej można było dostać po gębie niż uprawiać niecny proceder nagrywania klientów. Prowincja ma swoje zasady i nie wszystko można przenosić ze stolicy do sądeckiego miasteczka.

Rewizor to nie łatwa komedia, bo ciągle w niej jest gra groteski i grozy. Co zatem mogłoby się dziać w szwagrowej winiarni? Oczywiście jako zdarzenia fakultatywne, bo nie będziemy poprawiać Gogola. Odbywałaby się tam znaczna część spotkań, tam rewizor odpoczywałby, a przy tym piłby wino. Jakie wino byłoby odpowiednie? No tutaj nie mamy wątpliwości. Byłby to węgrzyn. Tokaj, egerskie, wina z Szakszerd i Villany, ale także boskie wina z Góry Somlo. Rosyjski kontekst zapewniłoby wino gruzińskie, mołdawskie i to z Krymu. Do tego szampan. Po północy porto.

Tym fakultatywnym wątkiem mogłaby być tajemnicza seria zdarzeń, która miała onegdaj miejsce, oczywiście w szwagrowej winiarni. Otóż, w ciągu dość krótkiego czasu, pół roku, przeprowadzono 3 włamania. Ale to w szybkości biegu komedii odbyłoby się podczas tygodnia. Złodziej wchodził przez małe okienko w ostatniej sali, kradł wina, i to wcale nie te najdroższe, zabierał także cygara. Zostawiał rękawiczkę na oknie. To był taki jego znak, jak Arsena Lupin.

Załóżmy zatem, że to wszystko ma miejsce podczas wizyty rewizora w Starym Sączu. Jest to możliwe, bo wcześniej wyjaśniliśmy zjawiska w symultanicznej strukturze czasu. Jeżeli zatem te dwa ciągi zdarzeń: wizyta rewizora i tajemnicze włamania do szwagrowej winiarni, znalazłyby się w tym samym biegu czasowym, to kto mógłby być odpowiedzialny za te włamania? Wątek grozy powinien się mieszać z groteską.

Narzuca się oczywiście, że to rewizor okradał szwagrową winiarnię, aby zmaksymalizować dochody osiągnięte w Starym Sączu. Ale to jest łatwizna. Trzeba ustalić krąg podejrzanych. Owszem, w kręgu podejrzeń jest rewizor, jest horodniczy, są wszyscy bohaterowie komedii, ale powinni być także ludzie, którzy odwiedzali szwagrową winiarnię. To konsekwencja, jeżeli przyjęliśmy, że te dwie osie czasy nałożyły się. Zatem wszyscy goście i znajomi szwagra są także w kręgu podejrzeń. Robi się teraz niezły bigos, ale takie są konsekwencje nakładania się zdarzeń w kilku osiach czasowych. Co by się działo gdyby nałożyły się dodatkowo osie czasu Sklepów cynamonowych i Sanatorium pod klepsydrą?

Horodniczy także mógł inspirować włamania i wszyscy, którzy wręczali „korzyści majątkowe” rewizorowi, tak mogli przecież równoważyć straty wynikłe z łapówek. Ale dlaczego znikały tańsze wina i drogie cygara? Czy to nie jest jakaś perwersja? Ale Jerzy Stuhr twierdzi, że „tam gdzie jest pieniądz i władza, zawsze są wypaczenia i deformacje”. Tak też można wyjaśnić niekonsekwencje włamywacza.

Czy podczas trwania sztuki zagadka włamań powinna się wyjaśnić? To byłoby schematyczne. Ona się nie wyjaśni ważne, że się wydarza, a nie że się wyjaśnia. Wiele kwestii w życiu się przecież nie wyjaśnia, najczęściej tak jest. Wszystko się wyjaśnia w banalnym serialu.

Skomplikowało się to wszystko, ale zakładamy, że czytający nasze teksty, to ludzie inteligentni i domyślają się o co chodzi.

Pisząc już śmiertelnie poważnie: to był wielki honor dla Starego Sącza, że Jerzy Stuhr wybrał nasz Bryjów i powstała inspirująca inscenizacja tej wielkiej komedii Gogola, bodaj trzeciej interpretacji, po wcześniejszych Gruzy i Jarockiego. Może Martwe duszetakże osadzić w scenerii Starego Sącza. Można wtedy nawet odtworzyć wnętrza szwagrowej winiarni dla potrzeb inscenizacji. Kino, teatr, to magia! Potem UM Starego Sącza w odtworzonej szwagrowej winiarni uczyni muzeum tradycji winiarskich Sądecczyzny, z regularnymi degustacjami, co sobotę.

DUE

Dodaj komentarz