poniedziałek, 11 Wrzesień 2017

Stół okrągły – cena 1 000 000 Euro #4

blog
Tak, wreszcie jest okrągła cena, równa bańka euro. Należy pogratulować producentowi i sprzedającemu (sklep www.1stdibst.com) odwagi. Projektant nie komplikował sprawy. Uznał, że granitowy kamień będzie odpowiednią nogą stołu. To proste, ale trzeba przyznać – oryginalne. W ten kamień, na 2/3 wysokości, zainstalowana, wtopiona jest gruba, okrągła szyba. Nie będziemy improwizować i dochodzić, jak technologicznie zostało to wykonane. Inna rzecz jest ważniejsza. Dlaczego ten stół kosztuje aż milion euro? Poprzednio prezentowany stół, z czasów rewolucji, był tańszy o połowę, ale i pamiętał czasy sławnego Ludwika XVI. Jest coś co wyjaśnia sprawę ceny…

Przyjrzyjmy się dokładniej zdjęciu powyżej. Te szkiełka, to nic innego jak małe brylanty. Teraz wszystko jest jasne. Chociaż trzeba przyznać, że projektant nieszczególnie się w tym miejscu postarał. Ot, zainstalował kilkanaście brylantów. Cena stołu od razu skoczyła do góry. Stół do jadalnego stał się obiektem jubilerskim. Wydaje się, że to jednak siłowo wymuszona transgresja.

Podobno pewien dyktator miał pozłacane klapy do sedesu i tak lawinowo podniosła się wartość jego muszli klozetowej, ale nie jego dyktatury. Nie jest to bardzo wyszukany sposób na podnoszenie wartości czegokolwiek. Ale czy dyktatura miała kiedykolwiek jakieś zacięcie artystyczne i intelektualne? Miarą dyktatury jest ilość: fałszu, nieszczęść, trupów i … groteski.

Granit z brylantami wystaje jakby z wody. Nieźle się to prezentuje, ale te brylanty są dość pretensjonalne i powiedzmy wprost: kiczowate. Ciekawe, ile kosztowałby ten stół pozbawiony tych brylantów…

Marcel Duchamp postawił pisuar na wystawie i tak ten pisuar stał się dziełem sztuki. Są różne sposoby aby nadać przedmiotowi wartość, niekoniecznie przez instalowanie brylantów. Trzeba mieć jednak nazwisko Duchamp i dostrzec w prozaicznym pisuarze kontrę dla wyniosłej sali muzeum. To czysty dysonans rozgrywany na wielu wymiarach. Do dzisiaj toczone są spory, ale my nie będziemy ich toczyć na temat zaprezentowanego stołu. Pokazujemy dość ciekawy obiekt i tyle.

Tak wyglądają z bliska brylanty w oprawie ze złota. No ale teraz zastanówmy się nad winem, jakie należy otworzyć i wypić przy tym stole. Ciężka sprawa. Ktoś rzucił pomysł, aby nie było to wino, a … golonka z piwem. Ciekawe co zaproponowałby Marcel Duchamp? Zatęchłe ostrygi z korkowym szampanem są dość schematyczne. Pozostańmy przy golonce z piwem. Stół powinien służyć do konsumpcji, a nie do perwersyjnych manifestów.


Ten stół jest diametralnie inny i nie pasuje do kolekcji  DUE – OLD WOOD FURNITURE – DINNER TABLES, którą zaprezentujemy we wrześniu w Londynie na targach 100%DESIGN. Nie będziemy przecież montować pereł w nasze blaty ze starego drewna.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

poniedziałek, 4 Wrzesień 2017

Stół Ludwik XVI – cena 593 662,91 Euro #3

blog
Ten stół zdecydowanie odbiega estetycznie od dwóch poprzednich. Cena stołu dość zbieżna z poprzednimi. Ech, te końcówki, 91 centów… Stół powstał za panowania Ludwika XVI, króla ściętego na placu de la Concorde w 1793.

Czy ten stół ma coś wspólnego z rewolucją? Ma, gdy porównamy go ze stołem plebejusza z prostych desek, zbitych gwoździami do kupy. Stanie się wówczas dobitnym dowodem społecznych nierówności. Zobaczywszy takie komparacje, można nabrać rewolucyjnego zapału. Nierówności mają swoje emblematy. Dzisiaj są to wypasione jachty, kiedyś były stoły do jadalnego. Co czuł zbuntowany chłop, gdy wszedł z siekierą do pałacu markiza, gdzie stał taki stół? Mógł myśleć, że za rewolucyjny czyn trafił już teraz wprost do nieba, że sprawiedliwości stało się zadość.

Rewolucje przyrzekają przecież sprawiedliwość już za życia. Kościół nakazywał cierpliwie czekać na śmierć i zbawienie duszy w raju. To dość pragmatyczne podejście, zważywszy, że rolą plebsu jest przecież … praca i umartwianie. Bieda zbliża do zbawienia. „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego” (Mt 19,24; por. Łk 18,25).

Przyglądając się zdobieniom można zadać sobie pytanie: czy coś jeszcze można dodać do tej ornamentyki? Mamy do czynienia ze skrajną wersją zdobień. Dalej jest już oniryczna niebiańskość, świętych obcowanie…


Widzimy biały marmur i barokowe złocenia. To klasyczny melanż krańcowego przepychu. Nie można już lepiej. Czy jest to nadmiarowość, przedobrzenie? Barok początkowo uznawano za estetyczną karykaturę Renesansu. XX wiek uznał barok, sankcjonował nadmiar. Dlatego można uznać ten stół za piękny, a nie kiczowaty.

Na dole, u podstawy stołu, wyrzeźbiono kosz pełen kwiatów, obok dwie pary tłuściutkich aniołków trzymających fujarki. Sielskość, anielskość. Nam jednak podoba się zdecydowanie bardziej stół z cynku prezentowany poprzednio. Cynkowy stół jest zdecydowanie bardziej rewolucyjny w formie, skoro już nawiązujemy do rewolucji.

A teraz poważne wyzwanie: jakie wino należy zaserwować, aby jakoś współgrało z tym stołem? Szampan? Ten pasował do poprzednio prezentowanego stołu z cynku. Po krótkim namyśle wskazanie jest jedno: wino z Sauternes. Może to być Chateau d’Yquem. Jakichś czas temu za 100 tys Euro sprzedano butelkę d”Yquem z 1787 roku. Cena wina jest odpowiednia. To także dobry rocznik. 2 lata przed rewolucją, kiedy to jeszcze biesiady przy tym stole były huczne i wesołe. A lud pokornie pracował i kłaniał się w pas. Powstał z kolan za dwa długie lata. Niebo nad Prowansją było podobnie szafirowe, a kury nadal znosiły jajka. Vive la France!

Tak w ogóle, należy zachować bezpieczny dystans do rewolucyjnych miraży, wstawania z kolan. Szwagier wygłosił dość przekonujący referat w tej kwestii. A przyczyną tych peregrynacji intelektualnych była oczywiście kontemplacja prezentowanego stołu z czasów Ludwika XVI. Należy zwracać uwagę na kontekst. Stoły mogą mieć coś wspólnego z rewolucjami.

Nie będziemy się inspirować jednak estetyką tego stołu. Coś zupełnie innego natchnęło powstanie kolekcji DUE – OLD WOOD FURNITURE – DINNER TABLES, którą zaprezentujemy we wrześniu w Londynie na targach 100%DESIGN.

Komentarzy: 2

poniedziałek, 28 Sierpień 2017

Stół z cynku – cena 438 606,46 Euro #2

obraz1

W ramach cyklu, prezentujemy drugi stół do jadalnego. Mocne uderzenie. Stół waży pół tony. Naliczyliśmy około 30 nóg. Wykonany jest z odlewu cynkowego z elementami drewna. Ten stół w sposób jednoznaczny obala stereotypowe podejście do stołu i kluczowej kwestii, że stół ma 4 nogi. Jak widać stół może mieć dowolna ilość nóg, które wcale nie muszą być instalowane symetrycznie. Istnieje przecież geometria nieeuklidesowa. Entropia jest powszechnym składnikiem rzeczywistości i nielicznymi wyspami uporządkowania we wszechświecie, które człowiek z mozołem organizuje na ziemi, a upływ czasu dekomponuje i sprowadza do bardziej uzasadnionego nieporządku. Aż w końcu wszystko się rozpadnie…

Stół zaprojektował John Brevard, który zajmuje się projektowaniem biżuterii. Po dłuższym namyśle można dopatrzeć się jakichś podobieństw pomiędzy tym stołem, a biżuterią, np. broszką…

To blat stołu, który prezentuje się z góry jak abstrakcyjny obraz. Gdyby nadać mu sugestywny tytuł, to byłby prawdziwy spin. My rzucimy pomysł tytułu … Śmierć lodowca.

Taki stół wymaga jednak jadalni o powierzchni minimum 100 metrów kw. Ale dostrzegamy także pewną koincydencję, ponieważ ci którzy mają taką powierzchnie salonu-jadalni, mają także adekwatną wydolność finansową. 438 tys. euro to jednak znacznie mniej niż 708 tys. za stół hiszpański. Uważamy, że ten stół prezentuje się także lepiej, no i jest znacznie bardziej spektakularny. Można nawet stwierdzić, że to jest modernistyczna rzeźba przedstawiająca stół.

W przypadku tego stołu użytkowość i sztuka spotkały się gdzieś w połowie drogi.

To ujęcie bardziej prezentuje użytkowość tego obiektu jako stołu. Zachęca nawet aby przystawić krzesła i zasiąść do biesiady. My, od pewnego czasu, zastanawiamy się nad stosownym winem, jakie należałoby spożyć przy takim stole, powiedzmy jako aperitif. Tym razem nie mamy wątpliwości, że powinien to być dobrze schłodzony szampan o wysokiej mineralności, dobrze nagazowany drobnym bąblem powodujący dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, do kości ogonowej.  Szampan powinien spoczywać w pojemniku z lodem… A tak w ogóle, to przy tym stole mogłaby spożywać posiłki i popijać lodowego szampana Królowa Śniegu z baśni Andersena.

 

To powyższe ujęcie jest dobre, stół wyraźnie pozuje, szykuje się do skoku. Widzimy całą potęgę i majestatyczność jadalnego stołu… Uff!

Ten stół mógłby być nawet elementem kolekcji DUE – OLD WOOD FURNITURE – DINNER TABLES, którą zaprezentujemy we wrześniu w Londynie na targach 100%DESIGN. Mógłby być, gdybyśmy zaprojektowali jego drewnianą mutację. Wyobraźmy sobie tylko: stare drewno dębowe, popękane krokwie, sczerniałe, wymęczone przez czas i wydarzenia, które były ich udziałem. Do tego trzynaście nóg, aby perwersyjnie zaklinać szczęście dla biesiadników. Cenę także skalkulowalibyśmy niżej, 100 razy niżej niż jego cynkowy brat-pierwowzór.

1 Komentarz

wtorek, 22 Sierpień 2017

Hiszpański stół – cena 708.633,93 EURO #1

blog1

Pisaliśmy o zjawiskowych piwniczkach winiarskich, pisaliśmy o malarstwie, rzeźbach, obiektach, architekturze winiarskiej, no i oczywiście o winach. Tym razem napiszemy coś o stołach, szczególnych stołach. Postaramy się przy okazji nawiązywać także do wina. Wszak stół mocno wiąże się z winem, potrawami i biesiadą. Owszem nie bezpośrednio, ale jest to dość zaawansowana konwergencja … pośrednia.

W tej zdumiewającej cenie zakupu prezentowanego stołu zastanawia końcówka – 93 centy. Hipermarkety często stosują ceny kończące się na cyfrę 9, nawet 99. Tutaj mamy 93. Jest blisko, ale jednak do liczby całkowitej brakuje całe 7 centów. W dalszej części cyfry ceny stołu zastosowano jeszcze dwie trójki. One tworzą końcówkę ceny 33 euro. Ta końcówka i te 93 centy sugerują wprost niezwykle precyzyjną kalkulację kosztów i marży. Przy tak dokładnej kalkulacji nie jest możliwe oszustwo i mistyfikacja. To jednoznacznie zachęca do zakupu tego stołu. (Staramy się unikać sarkazmu.) Niestety są jeszcze 4 cyfry poprzedzające. Cyfrę 6 możemy zrozumieć, a nawet ona nie dziwi.

Nie możemy jednak zgodzić się z cyfrą 8, gdyby w to miejsce wstawiono 1 albo 2, góra 3,  ale z 8 nie możemy się zgodzić. Kolejna cyfra 0 ma łagodzić naszą irytację, ale to mała pociecha, ponieważ poprzedza ją cyfra 7. Całość składa się na „okrągłą” sumkę 708 633,93 EURO. W dzisiejszym kursie euro daje to kwotę 3 031 128,15 zł. Za taką kwotę można kupić niezłą willę na Saskiej Kępie, w pełni wyposażoną.

Dla tych, którzy nie wierzą w rynkowe zaistnienie ceny stołu publikujemy link TUTAJ.

Znajomy szwagra oświadczył, po nie tak długim namyśle, że nie zakupiłby nigdy stołu do jadalnego, którego koszt przekroczyłby 3000 euro. Odgadywanie możliwie wysokiej ceny stołu skończył bodaj na kwocie 10 tys. euro. Gdy dowiedział się o cenie hiszpańskiego stołu zareagował sekwencyjnie. Na początku stwierdził, że to jest niemożliwe. Potem, że to z pewnością pomyłka w cenie. Następnie zaczął się śmiać, a jego śmiech przeszedł w zirytowane chrząkanie. Po czym się rozłączył suchym cześć, bo była to rozmowa telefoniczna. Domyślamy się, że chciał zaprotestować.

Tak, to jest rzut blatu. Dla każdego stołu blat jest kluczową sprawą. To chyba dość spory blat. Sprzedawca nie uznał za konieczne podania wymiaru tego blatu. Przy takiej cenie stołu jego wymiary nie mają znaczenia. Co ma znaczenie jest oczywiste.

Czy ta transakcja jest w istocie zakupem stołu? Chyba jednak nie. Stół to pretekst. Nam się wydaje, że kluczowym składnikiem tej transakcji jest zakup … ceny. To tylko pozorna sprzeczność i niedorzeczność. Jakże można kupować cenę płacąc tę cenę właśnie? To tautologia, masło maślane. Ale tę sprzeczność można prosto obalić. Nabywca tego stołu mógł kupić ten stół właśnie dlatego, że tyle kosztuje. Wtórnym może być jego rzeczywista wartość i pochodzenie, chociaż ono może być niby transparentną motywacją zakupową.

Kupując taki stół nabywa kilka innych rzeczy przy okazji. Udowadniamy, że nas na taki stół stać. To zasadnicza sprawa. Manifestujemy nonszalancję w stosunku do pieniądza. Ba, pokazujemy nasze nietuzinkowe pojmowanie wartości materialnych, a w istocie niematerialnych. Tak, wiele można wycisnąć z takiego zakupu. Złośliwi będą mówić o kabotynizmie, snobizmie, itp. Nam daleko jest do entuzjazmu, ale staramy się zrozumieć, próbujemy objaśnić. Wróćmy jednak do samego stołu…

Sprzedawca poinformował o tym, że stół jest hiszpański i został wykonany w XVII wieku, dodał: „Złotego Wieku”. Obrazki przedstawiają sceny z życia Don Kichota. Onegdaj pisaliśmy wiele o Don Kichocie TUTAJ.

10 scen z bogatego żywota Don Kichota to z pewnością za mało, ale nie sposób przecież streścić całej powieści na balacie o wymiarach 10-3m. Dzięki tym zdobieniom można bez żadnych wątpliwości powiedzieć, że jest to prawdziwie hiszpański stół.

Tutaj widzimy zbliżenie rogu stołu i jedną ze scen, na której Don Kichot spada z konia. Już wtedy kpiono i szykanowano poczciwego Don Kichota. Ale na tym zdjęciu zauważyć można, że kantowania stołu są lekko uszkodzone w kilku miejscach. Zakładamy, że nie możliwa jest konserwacja tego stołu, którą można przeprowadzić kosztem obniżenia ceny tego obiektu. Nie posądzamy sprzedawcy o chciwość.

Zainteresowaliśmy się informacją o hiszpańskim złotym wieku. W Polsce też mieliśmy Złoty Wiek, tylko gdy u nas się zakończył, to rozpoczął się w Hiszpanii. Znaczenie wówczas w Hiszpanii miał ród Habsburgów, a to jakoś wiąże się z Polską, w której Habsburgowie także mieli przez wieki duże wpływy przez wieki.

To właśnie w XVII wieku tworzyli: Cervantes, Velazquez, El Greco, Morales. Może nawet te obrazki na stole namalował sam Velazquez, to jakoś usprawiedliwiałoby cenę tego stołu.

Może nawet sprzedawca szykuje taką niespodziankę, że po zakupie stołu dowiadujemy się, że to unikalne ryciny wykonał Velazquez, a stół jest w istocie przeceniony z 2 mln euro. To byłaby zaskoczenie i prawdziwa nonszalancja sprzedającego, który ukrywa rzeczywistą wartość sprzedawanego przedmiotu, aby zrobić niespodziankę kupującemu ex post. Zapewne takie zwyczaje handlowe zdarzają się w transakcjach pomiędzy aniołami w zaświatach. Zejdźmy jednak na ziemię.

Pokażemy jeszcze nogi stołu

Może takie rzeczy wówczas w XVII w. były trudniejsze do wykonania, ale dzisiaj każda szanująca się stolarnia ma takie tokarki i strugi do obróbki drewna i jest w stanie łatwo i szybko wykonać takie nogi stołu. Nie można powiedzieć, że te nogi są nieestetyczne, owszem są ładne, ale…

Na koniec zastanówmy się jakie wino wypilibyśmy jako pierwsze tuż po zakupie takiego stołu. Wyobraźmy sobie, tragarze wnoszą stół do jadalnego. Stół stoi, patrzymy na niego, podziwiamy, dotykamy, patrzymy na rachunek…

Pierwszą butelką mógłby być szampan, ale to byłoby dość schematyczne posunięcie. Ktoś dodałby, że powinna to być jakaś droga cava. No, może. Kusi nas jednak, aby otworzyć coś perwersyjnego. Przychodzi do głowy wino z dyskontu, w promocji za 19,99 zł. Po zakupie takiego stołu można nabrać motywacji do oszczędzania. Ale wtedy najlepsza będzie woda z lodem.

Można także stwierdzić, że skoro kupiło się … akwarium, to i rybki są potrzebne. Vega Sicilia z rocznika 1989 roku to dobry wybór. Nam przyszedł do głowy pomysł, aby otworzyć wino Jacobus, prezentowaliśmy to wino kiedyś. Pozostańmy przy tym wyborze, ze względu fakt, że producent tego wina – Bodega Comenge – także usiłował nadać dodatkowy wymiar winu Jacobus. Wartość dodana to jest to, co łączy stół i wino Jacobus. Sugerujemy przeczytać tekst TUTAJ.

Na koniec wyjaśnimy, dlaczego piszemy o stołach do jadalnego. Jedziemy we wrześniu na targi do Londynu 100%Design z naszą nową kolekcją stołów. Mamy zamiar zabłysnąć z tą kolekcją DUE – OLD WOOD FURNITURE – DINNER TABLES. Ceny naszych stołów będą znacznie niższe niż tego prezentowanego. Prawie 1000 razy niższe. To już zachęca do zakupu. Od dzisiaj przyjmujemy zamówienia.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

piątek, 30 Czerwiec 2017

2 białe burgundy

Nie pisaliśmy od kilku tygodniu o winie. Wracamy do tego fascynującego tematu. Oczywiście piliśmy wino w tym okresie, w którym zajmowała nas tematyka biznesowo-ekonomiczna. Zdarzało nam się kosztować nawet coś ciekawego. Piliśmy zajmujące tytuły z Medoc, otworzyliśmy 3 butelki Cerasualo di Vittoria. Zorganizowaliśmy degustacje wyrobów z węgierskiego Villany.

Postanowiliśmy szerzej zająć się jedną degustacją, dwoma flaszkami z Cote de Beaune. To szczególne butelki. Wytworzył je tandem Jobard-Chabloz. To znani winiarze należący do burgundzkiej nowej fali. Nasza degustacja była szczególna z kilku powodów. Tak, producencki tandem to pierwsza przyczyna determinująca unikalność tej degustacji. To oczywiste przecież, że wino od znanego winiarza elektryzuje bardziej niż od nieznanego. Ale bywa też tak, że wino od mało znanego winiarza może zaskoczyć.

Drugim powodem, dla którego należy wyróżnić tę degustację jest region pochodzenia wina. Burgundia to szczególne miejsce dla szczepu chardonnay. Można bez wahania stwierdzić, że to najlepsze siedlisko dla chardonnay. Może na świecie są podobne, a nawet lepsze ziemie i okoliczności przyrody, ale to właśnie w Burgundii robi się najlepsze wino z tego szczepu.

Aby wyjaśnić fenomen burgundzkiego chardonnay należy posłużyć się teorią zbiorów. Można podzielić region Burgundii na dwa podzbiory. Pierwszy to Cote de Beuane, drugi Chablis. Każdy z tych podzbiorów można podzielić na kolejne składowe w postaci gmin, które dzielą się na wielką ilość działek.

W Cote de Beaune jest wiele gmin, w których robi się wspaniałe chardonnay. Jednak trzy gminy-apelacje trzeba wymienić w pierwszej kolejności. Są to: Puligny Montrachet, Meurselaut, Charlemagne. Można się spierać, w której z tych gmin robią najlepsze wino. Ten spór jest bezsensowny. Tą listę należy uzupełnić o działki grand cru z Chablis i mamy 4 miejsca, gdzie robi się wspaniałe chardonnay, najlepsze na świecie.

W Cote de Beaune używa się beczki, w Chablis zdecydowanie mniej. Beczkowość chardonnay z Beaune jest wyrafinowana, używana ostrożnie i umiejętnie. Wino jest gęstsze i ma charakterystyczne konteksty maślane, grzybowe i tostowe. Wina z Chablis epatują czystością i wrażeniem tzw. mineralności.

Jeszcze jedna sprawa wyróżnia nasza degustację białych burgundów. Piliśmy wino z rocznika 2005, czyli dość stare roczniki, 12 lat to dość sporo jak na białe wino. Wielkie chardonnay bywają długowieczne, ale okres dłuższy niż 10 lat zmienia wino. Czas eksponuje maślane i grzybowe konteksty.

Otworzyliśmy flaszki. Wypełniliśmy kieliszki. Wino było gęste, oleiste. Kolor sugerował pracę czasu. Ciemnożółty kolor ożywiały zielone refleksy. Zastanawialiśmy, które wino będzie lepsze. Jedna część uczestników zgłaszała słabość do Montrachet i inna do Meursault. Słabość, to taka w sumie irracjonalna inklinacja. Szwagier jednak kilkakrotnie oglądał z uwagą butelkę Meursault. Zwrócił fachowo uwagę, że Les Charmes to nazwa działki leżącej blisko Montrachet, jednej z ważniejszych siedlisk premier cru w całej Burgundii. To sąsiedztwo może wpływać na zbieżność tych win.

Montrachet pachniał tiramisu. Aromat Meurselaut był orzechowy ale i jakby mineralny, chociaż przy tych winach trudno opowiadać o wyraźnej mineralności. Smak Montrachet nie zaskoczył, to była kontynuacja tiramisu z dodatkiem orzechów z grzybowym finiszem. Meurselaut w ustach było zgrabniejsze, czystsze. Czuliśmy głębie owocu i delikatny mineralny kontekst. Ale podobno działka Les Charmes jest kamienna, z podłożem wapniowym, co kreuje wrażenie mineralności podczas wąchania i picia.

To co zwróciło naszą uwagę to nieprawdopodobna wprost intensywność tych win, która przekłada się proporcjonalnie na długość tych win. Smak jest w sumie wtórny, ale intensywność czaruje, zachwyca.

Czy nie powinno się robić wyłącznie takich win ze szczepu chardonnay? To dość banalna myśl. Z serii tych o powszechnym bogactwie i urodzie ludzi. Nie jest łatwo robić wina na tak wysokim poziomie jakościowym. Skutkiem tego jest jedna największa wada tych win. Chyba każdy wie jak wycenia się Montrachet klasy premier cru. Winesearcher wskazał 300 zł jako średni poziom cenowy wina tej klasy tego producenta.

Wino od tego producenta zakupiliśmy kilkanaście lat temu bezpośrednio u producenta. Ostatnio piliśmy Montrachet od Jobard-Chabloz w 2009 roku. Po 8 latach wino zmieniło się, dojrzało. Chociaż nie będziemy pisać, że pamiętamy dokładnie wrażenia sprzed 8 lat. Wydaje nam się, że mniej było wrażeń maślano-tostowych, więcej było owocu i beczki.

Wino tego producenta ma dla nas pewien sentymentalny kontekst. Po pierwsze, zżyliśmy się z tymi butelkami, były w piwniczce przez ponad 10 lat. Po drugie, piliśmy to wino w ważnych okolicznościach i frapującym składzie. Ale o tym nie będziemy pisać.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

poniedziałek, 12 Czerwiec 2017

Utowarowienie różnicy #2

blog

Warto zatrzymać się i namyślić się nad tym prostym równaniem. Zrozumienie elementu c – różnicy – jest kluczowe dla zrozumienia poniższego wywodu. Różnica jest głęboko humanistycznym zagadnieniem. To właśnie różnica jest przyczyną sporu. Jedni do niej zmierzają, a inni chcą ją zniwelować. Te odwrotne działania tworzą … różnicę.

Pisaliśmy ostatnio o autentyczności. Ściślej: o powrocie do autentyczności. Chodzi o grę rynkową, a w zasadzie o ducha kapitalizmu, jego kolejne odsłony, ściślej drugiego ducha kapitalizmu, który miał przynieść częściowe wyzwolenie proletariatu od pewnych uwarunkowań mogących ograniczać samookreślenie i samorealizację jednostek. Przewrotne założenia. Była I-połowa XX wieku.

Inna rzecz, że tzw. burżuazja nie miała innego wyjścia. Emancypacja całych klas, grup postępowała. Zadano sobie jednak pytanie: jak to wyzwolenie ukierunkować? Tak, aby wszyscy na tym skorzystali. Należało poszerzyć rynek i włączyć do niego większość. Produkcja mogła wzrosnąć, dochody proletariatu także. Obroty na poszerzonym rynku wzrosły także. Sprzedaż została ukierunkowana na dobra masowe, a takie łatwiej można wytwarzać w masowym systemie produkcji.

Marketing i reklama poprzez media obwieszczała ludziom czego pragnąć i jak te pragnienia spełnić. Doszło do umasowienia pragnień i potrzeb, skutkiem tego była rosnąca sprzedaż, a ta powodowała wzrost produkcji, a to zwiększało wynagrodzenia, czyli siłę nabywczą. Powstał mechanizm sprzężenia zwrotnego.

Wszyscy byli zadowoleni. Nowy, drugi duch kapitalizmu triumfował. Ten okres nazywa się  modernizmem. Zaistniało: umasowienie potrzeb, umasowienie produkcji, standaryzacja produktów. W pewnym momencie coś jednak się zacięło

Każda akcja generuje reakcje. To umasowienie i standaryzacja wywołało falę krytyki. Pojawił się kluczowy zarzut, że: masowa produkcja idzie w parze z umasowieniem ludzi. Lata 60-te to ostra krytyka i żądanie „demasyfikacji”.

Jaka była odpowiedź kapitalizmu i jego głównego frontu, czyli runku? To proste, wedle powiedzenia: jeżeli nie możesz pokonać, to się przyłącz. Inkorporowano zarzuty o umasowieniu. Wszystko można urynkowić. Zarzuty umasowienia stały się dźwignią sprzedaży nowej generacji produktów. Rekonfiguracja nastawiona została na uwypuklenie zróżnicowania produktów. Wrażenie umasowienia uległo zatarciu.

Zróżnicowane produkty wytwarzano nadal w systemie masowej produkcji. Zaistniała różnica była jednak pozorna. Produkowano w krótszych seriach. Niuansowano poszczególne serie. Indywidualizowano sprzedaż. „Humanizowano” produkty poprzez nawiązanie do zdrowia i piękna ciała.

Takie zabiegi różnicowania miały na celu wypełnienie postulatu autentyczności, który był odwrotnością umasowienia. Ten zabieg początkowo się udawał, ale ostatecznie poniósł porażkę. Autentyczności nie można utowarowić. Autentyczność nie może być pozorna. To byłaby sprzeczność logiczna. A nie może być B.

To paradoks. Aby zasłużyć na emblemat autentyczności dobra powinny zostać pozyskane spoza sfery rynku. Utowarowienie autentyczności zakłada ścisły związek z oryginałem, który w zasadzie nie może być towarem. Ten obiekt posiada czystą wartość użytkową, określoną w szczególnej relacji z użytkownikiem. Podobnie jak dzieło sztuki.

Wychodzi na to, że dobra określane jako autentyczne są poza rynkiem. Utowarowienie, to przeniesienie danej wartości w sferę wymiany i transakcji, której celem jest osiąganie zysku. Utowarowienie, to seria operacji, poprzez które dobro nierynkowe przechodzi aby finalnie stać się produktem.

Utwowarowienie tego co autentyczne zakłada, że najpierw odnajdzie się dobra posiadające zasoby autentyczności, będące potencjalnym źródłem zysku, a nie zostały jeszcze wciągnięte w sferę rynku. Jakie byty posiadają pokłady autentyczności? One wynikają z samego istnienia ludzkiego, ale i krajobrazów, atmosfery, gustów, relacji, partycypacji, sposobów bycia i działania.

Zrobiło się za bardzo teoretycznie. Przejdźmy do przykładów, pytań i prowokacji.

Dzieła sztuki są poddawane rynkowej wycenie i istnieje rynek dzieł sztuki. Czyżby to oznaczało, że dzieła sztuki są nieautentyczne? Mleczarka Vermeera nie jest autentyczna? Straż nocna Rembrandta jest nie jest autentyczna? Nie chodzi tutaj o rozróżnianie oryginału i kopii obrazów. Chodzi o wymiar autentyczności oryginału!

Wycena i sprzedaż dzieł sztuki na rynku nie pozbawia obiektu autentyczności. Urynkowienie nie kastruje danej rzeczy z autentyczności. To jest pewne. Czyli można być obiektem poddanym grze rynkowej i posiadać stygmat autentyczności. Gdzie jest zatem granica, po przekroczeniu której rzecz przestaje być autentyczna? Jeżeli istnieje granica, to oznacza, że można ją poddać analizie ilościowej, pomiarowi.

A jak jest z winem? Czy ono może być autentyczne? Czy wino Romanee Conti posiada kod autentyczności? Produkcja jest niewielka, ceny wysokie, sprzedaż elitarna. Mówi się także o unikatowości wina tego wytwórcy. Ale wielkie wina podobno są oryginalne, bo to immanentna cecha wielkości. Ta oryginalność wynika z autentyczności, a może odwrotnie.

Unikalność to szczególna cecha, to umiejętność wyrobienia sobie własnego stylu. Gdy słuchamy muzyki Mozarta, Bacha, trąbki Milesa Davisa, to od razu rozróżniamy styl. Wypracowanie własnego stylu jest podobno bardzo trudne. Posiadanie własnego stylu konstytuuje autentyczność twórcy i jego dzieła, wyrobów, realizacji.

Jak może przejawiać się unikalność wina, styl producenta? To ciekawe zagadnienie. Warto tym zagadnieniem się zająć. Czy to jest jakaś szczególna struktura wina, gra kwasowości i taniczności? Ale to by trochę upraszczało sprawę. To pewnie jest układ z większą ilością zmiennych. Wzajemna zależność zmiennych tworzy unikalny kod.

Ważna dla stylu jest powtarzalność, bez niej nie można mówić o stylu. To jak powtarzać ten unikalny kod wina w poszczególnych latach? Może kluczowym elementem kodu wina jest ziemia, siedlisko? Oczywiście, rola wytwórcy jest także zasadnicza, bo to on ostatecznie wytwarza wino, a to wytwarzanie jest serią czynności elementarnych, które są charakterystyczne dla każdego wybitnego winiarza.

Opisywaliśmy ostatnio wino Jacobus, znanego producenta Comenge z Ribera del Duero. Tak, to wino miało stygmat autentyczności. Ale jak zdefiniować jego unikalność? Czy aparat języka nie jest zbyt ubogi, aby to adekwatnie określić? Paść może bezradne … to się czuje… Tę przejmującą owocowość sprzęgniętą z równowagą struktury, plus uroczo szczerą wiśniową porzeczką, okraszoną subtelną waniliowością beczki. Ale to są tylko słowa. Trzeba się napić…

Brak komentarzy - napisz pierwszy

poniedziałek, 5 Czerwiec 2017

Powrót do AUTENTYCZNOŚCI

blog

To jest autentyczny dąb. Z drewna dębowego robi się beczki. Wino leżakuje w beczkach. Wino wypija się. Po kilku latach winiarze wymieniają beczki. Z beczek po winie DUE wytwarza meble. To cykl istnienia i dematerializacji.

Pobyt DUE na targach w Dubaju i reakcja odwiedzających na projekty DUE sprowokowały nas do głębszego namysłu nad tym: czym jest produkt, dokładniej: kiedy rzecz staje się produktem. Chodzi o szerszy wymiar sprawy. Dotyczy on nie tylko mebli, ale wina także. W zasadzie wszystkiego co jest sprzedawane.

Jaka jest immanentna cecha, sens produktu? Samo pojęcie „produkt” wymaga zdefiniowania. Rzecz staje się produktem, jeżeli jest wytworzona intencjonalnie, aby ją sprzedać, czyli poddać grze rynkowej. To taka nasza definicja, prawie dobra.

Idźmy jednak od początku i spróbujmy określić cezury, przez które przechodził transformację produkt, towar. Ludzie potrzebowali różnych rzeczy, które pozwalały im żyć, czy przeżyć. Pewni ludzie zaczęli się specjalizować w wykonywaniu wybranych przedmiotów, potrzebowali też inne. Na tej podstawie powstał handel wymienny. Potem do wymiany towarowej służył kruszec, jeszcze później pieniądz.

Produkty, towary pierwotnie posiadały autentyczną użyteczność wynikającą z naturalnych potrzeb człowieka. Produkowano rzeczy piękne, ale i one miały zaspokoić naturalną i autentyczną potrzebę obcowania z pięknymi rzeczami, dziełami sztuki.

Produkowano także meble i wino. Teraz można zadać sobie pytanie o podstawową użyteczność tych dwóch różnych bytów. Meble służyły do siedzenia – krzesła; konsumowania – stoły; przechowywania – szafy; spania – łóżka. Mogły się odnosić do istoty użyteczności, siedzenia, spania, jedzenia, itd. Można także nadać artystyczną formę tym przedmiotom, stawały się wówczas sztuką użytkową.

Wino służy do biesiadowania, trunek jako towarzyszący jedzeniu. Ważną funkcją, a może nawet podstawową jest wprowadzanie mózgu w przyjemny rausz. Wino zawiera alkohol i on jest kluczowym składnikiem wina, oprócz ważnego smaku.

Umiejętnie sfermentowany sok z winogron staje się czymś więcej niż tylko alkoholem posiadającym smak winogron. Oczywiście, może być tylko winem, jak krzesło tylko krzesłem umożliwiającym siedzenie. Można jednak zrobić tak wino, że wykracza daleko poza podstawowe granice, które konstytuują jego istotę. Wino może stać się także swoistym dziełem sztuki, podobnie jak umiejętnie zaprojektowany i wykonany stół.

Wino i stoły mogą zostać wykonane aby je wymienić, sprzedać. W taki sposób stają się towarami. Przez długie wieki wykonywał je rzemieślnik, winiarz. To tworzyło jego indywidualizację, jego unikatowość. W ten sposób zaistniała AUTENTYCZNOŚĆ produktu. Ona powstawała w sekwencji: potrzeba, wytworzenie, rzecz, wymiana, produkt.

Autentyczność wynika z indywidualnego aktu tworzenia będącego odpowiedzią na indywidulaną potrzebę. Autentyczność wynika z prawdy, rozumianej jako zgodność indywidualnych pragnień i ich realizacji.

Nadszedł wiek XX. To wtedy wymyślono, że należy kreować potrzeby i pragnienia, które do tego czasu nie istniały. Taka jest geneza marketingu. To odwróciło dotychczasowy porządek. Potrzeba nie wynikała z potrzeb i skłonności. Okazało się, że potrzebę można wymyślić, lansować, aby potem ją zaspokajać. Tak powstało społeczeństwo konsumpcji. Ona mogła wyzwalać poprzez likwidowanie ograniczeń. W XX wieku konsumować mogli wszyscy, a nie tylko bogaci.

Konsumpcja wiąże się z umasowieniem potrzeb. To stworzyło masową produkcję i standaryzację produktów. W pierwszej połowie XX w. powstała taśma produkcyjna. Pamiętamy Charlie Chaplina pracującego na taśmie w filmie niemym.

Standaryzacja zabija indywidualizację, na której opiera się autentyczność. Umasowienie potrzeb i produkcji wymaga standaryzacji. Pamiętamy słynny samochód Forda, który był produkowany i sprzedawany w jednym standaryzowanym modelu i wyłącznie czarny.

Dzisiaj masowym meblem jest produkt pewnej szwedzkiej firmy, ale i wielu innych, które są podobne do siebie. Mówi się też o winie przemysłowym, marketowym, które wytwarza się z myślą o przeciętnym konsumencie. Jego smak jest standaryzowany, a cena jest niska – „do trzech dych”.

Aby zrozumieć proces rozwoju kapitalizmu należy powrócić do lat 60-tych ubiegłego wieku. Wtedy umasowienie i standaryzacja towarów poddane były istotnej krytyce. Przyjmowała ona wówczas formę krytyki mieszczańskiej konwencji i mentalności. Twierdzono, że ta konwencja zabija prawdę i zachwaszcza relacje międzyludzkie. Rewolucja obyczajowa 1968 z tego właśnie wynikała.

Krytyka umasowienia i standaryzacji dotyczyła także produktów i tęsknoty na autentycznością, która została utracona poprzez uniformizację i zacieranie się różnic pomiędzy istnieniami – przedmiotami i ludźmi. Produkcja masowa stała się symbolem złego gustu. Obiekty stały się doskonale identyczne, należały do jednej serii.

Punktem wyjścia masowej produkcji było umasowienie pragnienia. Takie cuda mogły zdziałać marketing i reklama działające w przestrzeni wszechobecnych mediów. To była czysta interwencja w sferę ducha, tę najbardziej intymną i niepowtarzalną stronę człowieka. Umasowienie pragnienia stanie się już w latach 60-tych, a także obecnie przedmiotem krytyki.

Takie jest źródło obiektów i realizacji DUE. Unikalność, ekologiczność, indywidualizacja. Powrót do rękodzieła. Forma czerpiąca inspirację z geometrii i natury. To jest powrotem do AUTENYCZNOŚCI. Produkt staje się wyrobem, nie jest produkowany, a wytwarzany. Indywidualizacja zastępuje standaryzację. Wyrób jest wytwarzany bezpośrednio przez człowieka, a nie przez maszynę w powtarzalnych cyklach produkcyjnych.

Materiał do wytwarzania wyrobów DUE jest pozyskiwany bez szkody dla natury. DUE znajduje go na śmietniku, ściślej: w spalarni. Drewno, które kiedyś służyło zamiast zostać zdematerializowane uzyskuje nowe życie. To ocalenie nadaje wyrobom DUE dodatkowy kontekst. Postępująca entropia zostaje zatrzymana. Istnienie i byt może trwać. Coś nie zamienia się w nic. W wymiarze metaforycznym: życie wygrywa ze śmiercią. Ocalenie staje się początkiem aktu tworzenia, w którym uczestniczy bezpośrednio konkretny człowiek – wytwórca, rękodzielnik. Ocalony materiał i twórca determinują autentyczny byt.

Logo DUE nie jest korporacyjnym i rynkowym znakiem rozpoznawczym, a symbolem zerwania z umasowieniem pragnień i standaryzacją produkcji.

Producenci wina wychodzą z podobnych założeń. Wino chce także sięgać do źródeł, do natury, do winnicy i wprost do owocu, jego czystości. Indywidualność powinna wynikać z ekspresji natury. Winiarz staje się akuszerem autentyczności, a nie sprawnym konstruktorem akceptowalnego powszechnie smaku. Ta korporacyjna standaryzacja smaku jest oparta o pragnienia przeciętnego konsumenta. Przy czym te pragnienia zostały także wykreowane i ogłoszone jako dobre i powszechnie akceptowalne, co ma potwierdzić, że są dobre. To sprytne wykorzystanie stadnego syndromu człowieka – konsumenta.

Butikowa, rzemieślnicza produkcja obejmuje kolejne sfery wytwarzania. W poszukiwaniu utraconej autentyczności… To dobrze, że inżynieria marketingu umasawiająca pragnienia konsumentów jest w odwrocie.

Brak komentarzy - napisz pierwszy

Nowsze Posty
Starsze posty