sobota, 11 lipiec 2015

Ceny wina

wino

Tydzień temu pisaliśmy pół żartem, pół serio, takie chocki klocki. Tym razem podejmiemy ciężki temat. Zajmiemy się cenami wina w Polsce. Ale bez spiny. W napisaniu tekstu pomagał nam szwagier, ma doktorat z ekonomii, zresztą, czego on nie posiada…

Na zdjęciu wyżej jest zdjęcie wnętrza sklepu specjalistycznego z winem. To konkretne wnętrze sklepu firmowanego przez znanego polskiego aktora, który jeszcze w latach 90-tych rozpoczął propagowanie picia wina w Polsce, kraju wódką płynącym. Wtedy nie było wortali winiarskich, nie było ani jednego blogu na temat wina. Na imieniny szło się z flaszką gorzały. W marketach były do wyboru trzy butelki wina z BułgariiByczą krew pili głównie krwiodawcy i chorzy na anemię.

Dzisiaj wiele się zmieniło. Jest przyzwoity wybór wina. Można kupić wino w zasadzie od każdego znanego producenta. Blogów o tematyce wina jest w Polsce podobno tyle co we Francji. Rozpisała nam się winiarska Polska. No, my też coś tam bałamucimy.

Szkoda, że nie postał żaden blog w Polsce zajmujący się cenami wina, doradztwem: jak i gdzie kupić wino w najniższej cenie. I nie chodzi tutaj o zakup wina w marketach, tylko wino wiodących producentów. Byłby to taki blog o charakterze poradnikowym, ale większość blogów ma taką służebną konwencję, każdy redaktor blogu chce radzić… No i można przeczytać w dwudziestu miejscach jak smakuje jakieś wino z marketu za 19,9zł. Każdy pisze swoją opinię. To się nazywa ładnie: redundancją systemu. Niestety nie można znaleźć porad, które zainteresowałyby wielu, może nie wszystkich, ale wielu. Chodzi o cenową optymalizację zakupów wina.

Operacjonalizując, chodzi o poradę typu: gdzie należy kupić tanio chablis od Williama Fevre? To oczywiście przykład. Porada może dotyczyć: gdzie w jednym miejscu i kupić tanio kupić wina od czołowych producentów Mozeli? Na początku należy uporządkować kwestię i zdefiniować kilka kategorii.

Po pierwsze, co to znaczy w najniższej cenie? Znaczy to tyle, że najniższa cena wina, wraz z kosztami transportu we wskazanym sklepie wysyłkowym na terenie Europy. Polscy blogerzy wskazują miejsca w Polsce, gdzie wina zazwyczaj są znacznie droższe niż w innych sklepach specjalistycznych sprzedających także wysyłkowo. Po obserwacji i porównaniach można odpowiedzialnie stwierdzić, że różnice cen są znaczne, a czasem rażące. Jednym razem wino jest dwa razy droższe, innym razem tylko o 50%. Średnia różnica oscyluje pewnie wokół 50%, chociaż nie robiliśmy przekrojowych badań, a takie wyrywkowe na podstawie kilkudziesięciu pozycji, porównując ceny kilkunastu sklepów specjalistycznych i wybranych w Polsce, i w Europie.

Po drugie, co to znaczy wiodący producenci? To oznacza na przykład 10 najlepszych producentów danego regionu wskazywanych przez 3 znane przewodniki winiarskie (może w tym być nasz rodzimy Wina Europy). Dla przykładu, jeżeli będziemy chcieli zakupić wino od wiodących producentów w Toskanii (Chianti Classico), to będą to tacy producenci jak: Querciabella, Isole e Olena, Fonterutoli, Fontodi, Felsina, Brancaia, Castello di Ama, Quercetto, La Massa, Rentennano. Mamy dziesięciu takich wiodących producentów. To przykład. Piliśmy ostatnio wina z Sycylii i z pewnością należałoby także wskazać jako wiodących: COS, Cottanera, Benanti, Palari. Daliśmy dwa przykłady, jak można wskazać wiodących producentów wybranego regionu.

Po trzecie, to gdzie kupować? Po części odpowiedzieliśmy na to zagadnienie, że w Europie. Nie ma różnicy czy wino przyjedzie do nas z Krakowa czy z Strasburga. Nawet ten sam kurier może je przywieźć, będzie podobnie opakowane. Sama procedura zakupu nie różni się od tej realizowanej w Polsce. Po prostu wybiera się wina i wysyła zamówienie, po otrzymaniu rachunku pro forma, dokonuje się zapłaty na wskazane konto, za jakichś czas, około tygodnia, wino mamy u siebie. Wykorzystujmy to, że żyjemy w zjednoczonej Europie i w strefie Schengen.

Po czwarte, odstraszać od zakupów mogą koszty transportu. Tak, rzeczywiście są wyższe niż na terenie kraju, gdzie dostawcy oferują darmowy transport. Jednak jeżeli weźmiemy koszt całkowity butelki, to nadal są znaczne różnice, czyli nawet znacznie taniej mimo kosztów transportu. Przykładowo, jak zamawialiśmy wino z Sycylii, to transport 48 butelek wyniósł 1,8 euro na każdą butelkę, przy mniejszej ilości może koszt wzróść. Ale nadal jest to zdecydowanie opłacalna transakcja. Ta sama butelka wina sycylijskiego producenta COS kosztowała 14 euro (z kosztami transportu), a w polskich sklepach 95zł i po 115 zł.

Oczywiście nie ma jednego sklepu specjalistycznego, który oferuje wina od wiodących producentów ze wszystkich regionów Europy. Jest specjalizacja, jeżeli jest to sklep np. z Alzacji, to będzie miał szeroką ofertę win z Alzacji. Dlatego, jeżeli podejdziemy do zagadnienia metodycznie, to można znaleźć właściwego dostawcę. Załóżmy, że chcemy kupić wino z regionu Wachau, 24 butelki, Gruner veltliner i riesling, od wiodących producentów. Znajdujemy w przewodnikach producentów i decydujemy zakupić federspiel od: Knoll, Alzinger, Jamek, Hitzberger, Rudi Pichler. Po dwie butelki każdego wina. Co teraz robimy? Szukamy sklepu, najlepiej w Austrii, w regionie, wspomagamy się winesearcher.com. Znajdujemy sklep, np. taki: http://www.fohringer.at/ (winoteka jest w Wachau, w Spitz). Porównujemy ceny z wybranymi sklepami w Polsce. Będzie drożej… w Polsce. Piszemy mail do Austrii i zamawiamy wino, prosimy o numer konta, płacimy i czekamy na wino. Proste! Ale tam nie będziemy kupować wina z Toskanii, a jeżeli stamtąd, to musimy wykonać operację od początku. Kiedyś znaleźliśmy taki sklep wysyłkowy we Florencji i można było tam kupić CC od czołowych wykonawców; CC Felsina za 13 euro, Fontodi za 16… Nieźle prawda?

Teraz wyobraźmy sobie, że jest w Polsce blog winiarski, który skatalogował takie sklepy wysyłkowe w poszczególnych krajach, regionach… Mamy producentów, a nawet poszczególne wina znanych producentów, listy wzorcowych, optymalnych zakupów. Wchodzimy i wygodnie mamy podane gdzie i co kupować, bo ktoś zadałby sobie trud, aby to zrobić. Tak… Może to nawet dobry pomysł na biznes. W zasadzie to winesearcher.com pełni taką funkcję, ale chyba jest mało wykorzystywany w Polsce, bo gdyby tak było, to byłyby liczne ślady w polskiej blogosferze, a tutaj dominują kwestie wokół marketów i polskich sklepów specjalistycznych. Media zajmujące się zawodowo winem nie poruszają tego tematu, chociaż redaktorzy wiedzą o co chodzi, ale uznali, że nie będą kalać własnego gniazda, poza tym demaskowanie nie jest w ich interesie. Znamienną była sprawa, gdy dyskont zaoferował wino Vallado za 29 zł, a znany importer sprzedawał je po 45. Pewien opiniotwórczy redaktor wziął w obronę importera, który wedle niego został skrzywdzony nieuczciwą konkurencją. Dobre… Cóż, redaktor może się znać dobrze na winach, ale nie mieć bladego pojęcia o diagnozowaniu zjawisk ekonomicznych, chyba że…uznał za słuszne właśnie tak napisać. Och, gdyby on zechciał inaczej napisać, to mógłby być to sygnał ze złotego rogu… a jego wortal, oprócz mapek z marketów, mógłby publikować mapę miejsc w Europie, gdzie można kupić optymalnie. Może kiedyś tak się stanie…

Inna rzecz, że na winesearcher trudno znaleźć wina z polskich sklepów specjalistycznych, serwis można zablokować i nie pobiera wówczas danych. Z punktu widzenia drogiego oferenta to rozsądne, aby nie pokazywać swoich cen w porównaniu z innymi sprzedawcami.

Jeżeli mimo prostoty procedury zamówień ktoś nadal uważa, że w Polsce jest lepiej, bezpieczniej kupować wino, to może należy wyręczyć go i zamówić dla niego wina, sprowadzić do Polski? Za taką usługę pobrać opłatę 1 euro od każdej butelki. Przyjąć taki prosty model biznesowy. Kto to pierwszy zrobi? Szwagier rzucił ten pomysł, ale jednocześnie zadeklarował, że tego robić nie zamierza. Ale mamy już kandydaturę pewnego ambitnego importera… To on właśnie rozpocznie rewolucję cenową w naszej styranej Ojczyźnie.

Takie działania informacyjne, ale może i komercyjne wpłynęłyby docelowo na to, że wina w Polsce byłby tańsze, chodzi o sklepy specjalistyczne. Dostępność informacji zbliży nas do zasad obowiązujący na rynku doskonałym. To kategoria czysto teoretyczna, studentom ekonomii można wyjaśnić działanie rynku, gdzie wszyscy mają dostęp do pełnych i identycznych informacji. Ale na rynku mamy zawsze asymetrię informacyjną; na rynku winiarskim w Polsce jest spora asymetria. To właśnie ona umożliwia nieuzasadnione podnoszenie, utrzymywanie wysokich cen, wykorzystywanie niedoinformowanych klientów, wciskanie kitu, że sklep specjalistyczny musi mieć drożej. Ale dlaczego dwa razy drożej? To tak samo uzasadniona cena, jak cena 30zł za flaszkę carlo rossi.

Można zadać sobie pytanie: dlaczego w Polsce jest drożej? Oględnie mówiąc, chodzi o to, że różnimy się jeszcze w podejściu do polityki cenowania. Na rynku obowiązuje coś na kształt zmowy cenowej, większość importerów stosuje podobną politykę, czyli wysokość narzutu na ceny zakupu. Nikt się oczywiście nie umawiał przy zielonym stoliku, ale samoistnie wytworzył się taki sposób określania cen. Pora na wyłom, aby ktoś się odważył i obniżył ceny. Niech zgarnie premię za taką decyzję, za nim pójdą inni i ceny staną się normalne, takie jak gdzieindziej, choćby w Niemczech, a takie porównania lubimy.

Ostatnio szwagier zapragnął zakupić sobie zestaw win od wielkiego Williama Fevre. Rozpoczął poszukiwania. Zaczął od Polski. Okazało się, że sklep znanego aktora sprzedaje wina tego producenta. Nic tylko kupować! Szwagier sprawdził cenę Chablis 2014 i okazało się, że jest to cena 89 zł. Może tanio, może drogo? Słyszeliśmy, że jest tanio, że jest optymalnie pod względem ceny w stosunku do jakości wina. Propaganda promocyjna, czy prawda? Szwagier wpisał do google nazwę i wujek Google wyrzucił na winesearcher.com francuski sklep, który oferuje to samo wino za 49 zł. Taniej o 45%. Pewnie koszt transportu będzie droższy o 1-1,5 euro, ale nadal rachunek jest jednoznaczny. We Francji za 1000zł kupimy 19, a w Polsce 11 butelek. 8 butelek różnicy to sporo. Co wpłynęło na podniesienie ceny tej butelki o 40zł? Na pewno nie to, że francuski sklep kupuje taniej o 40zł, jeżeli w ogóle kupuje taniej to pewnie nie więcej niż 30 centów. Eufemicznie załóżmy, że fachowa obsługa w pięknym sklepie… Jeżeli jednak ktoś wie co kupuje i czym są wina Fevre, to niech kupi we Francji. Jak ktoś oczywiście chce niech płaci … podatek od patriotyzmu.

Wina w Polsce w przedziale do 30 zł staniały, a jest to zasługą dyskontów, szczególnie dwóch. Chwała im za to. Teraz pora, aby wina staniały w sklepach specjalistycznych, a potem w restauracjach. Wtedy będzie normalnie, tak jak powinno być. Ceny wina w restauracjach to istny skandal. W podobno drogiej Toskanii w restauracji z gwiazdką Michelin piliśmy CC Rentennano za 28 euro. Gdyby to była polska restauracja tej klasy (jest tylko jedna z gwiazdką), to pewnie to wino kosztowałoby z 250 zł. A potem ktoś się dziwi się, że w Polsce pije się mało markowego wina… Piwo i wódka w knajpach jest relatywnie tanio, a wino niewspółmiernie drogie. Jakie to dziwne… Może dyrektor Brzózka, ten od uzależnień alkoholowych, zająłby się tą sprawą. Z pierwszej piłki proponujemy podnieść, pomnożyć akcyzę na gorzałę razy 3. Pół litra powinno kosztować tyle co valpolicella ripasso od Masi. Korporacyjne piwo jest tak kiepskie, że w sumie cena odpowiada tej marnej jakości, ale mimo to właściwym byłoby podniesienie akcyzy o 200%. Akcyzę na wino należy utrzymać na obecnym poziomie. Wysokie ceny win markowych nie wynikają z poziomu akcyzy, a praktyki cenowania. I ta praktyka powinna ulec zmianie. Oczywiście połowa importerów splajtuje.

To w sumie ciekawie, że ilość podmiotów importerów wina mocno wzrosła w ostatnich latach, a nie przełożyło się to na obniżenie cen wina. Interesujące zjawisko ekonomiczne; to ciekawy temat na pracę magisterską (szwagier może zostać promotorem). Nie będzie to analiza cenowej elastyczności popytu. Maksymalizowanie dochodu na niedoskonałym rynku. Mały importer, aby się utrzymać i zarobić na życie. Mały importer, jeżeli sprzedaje 100 butelek miesięcznie, to musi tak skalkulować ceny aby zarobić z 3 tysiące złotych. I te 3 tysiące stają się funkcją celu. 3 patyki determinują politykę cenową małego importera. A duży importer? Po co ma zmieniać ceny jak nie musi? Proste. Dlaczego ma zarobić 1 mln zł, jak może zarobić dwa miliony na rok? Może go jednak coś zmusić do obniżenia cen. Może to być chciwość: zmniejszę ceny i zwiększę wolumen sprzedaży i zwiększę zysk. To przyczyna endogeniczna (ładnie brzmi prawda?), ale może być też przyczyna egzogeniczna: trzeba obniżyć ceny, bo inni obniżają i jak się nie obniży, to sprzedaż siądzie. Och, przydałaby się wojna cenowa na rynku, albo choćby mała wojenka… Tak, chcemy podpalić Polskę… podpalić rynek winiarski. Dyskonty pięknie walczą.

Niech się ktoś zajmie przekazywaniem informacji o cenowo optymalnych zakupach wina, to tematyka na wspaniały blog, który przez taką aktywność autor blogu (biznesu) wpłynie na zmianę cen wina w Polsce, a przynajmniej to zapoczątkuje. Polski rynek winiarski pod względem cen tzw. win markowych zmienia się zbyt wolno!

Pewnie podpadniemy wielu osobom, tym związanymi ze sklepami i importerami. No cóż, trudno. Prowadzimy quasi blog i jesteśmy niezależni. Znamy prawdę, albo prawie znamy, bo zawsze są pewne światłocienie… Ten tekst niestety nie przeczyta wiele osób i niestety nie wpłynie na zmianę praktyk cenowania. Będziemy tak słyszalni jak głos wołającego na puszczy. To rzeźba o tym tytule profesora Andrzeja Szarka z Nowego Sącza.

DUE

4 Odpowiedzi na “Ceny wina”

  1. Sławek Chrzczonowicz pisze:

    „Po trzecie, to gdzie kupować? Po części odpowiedzieliśmy na to zagadnienie, że w Europie. Nie ma różnicy czy wino przyjedzie do nas z Krakowa czy z Strasburga. Nawet ten sam kurier może je przywieźć, będzie podobnie opakowane. Sama procedura zakupu nie różni się od tej realizowanej w Polsce. Po prostu wybiera się wina i wysyła zamówienie, po otrzymaniu rachunku pro forma, dokonuje się zapłaty na wskazane konto, za jakichś czas, około tygodnia, wino mamy u siebie. Wykorzystujmy to, że żyjemy w zjednoczonej Europie i w strefie Schengen.”
    Trudno po raz n-ty prostować błędne informacje, ale co tam. Otóż sprzedaż wysyłkowa alkoholi, w tym wina, jest w całej Unii nielegalna jeśli wiąże się z przekroczeniem granicy. To prawda, że obywatel UE ma prawo przywieźć sobie z podróży do 90 l wina, ale musi to zrobić osobiście. Nawet znajomi, przywożąc nam nasze 90 litrów czyli 120 butelek, robią to bezprawnie. Można dyskutować czy ma to sens, czy nie, ale tak jest. Wykładnia tego przepisu nie pozostawia wątpliwości. Kilka lat temu był precedens w Holandii lub Belgii i osoby sprowadzające w ten sposób wina zostały ukarane przepadkiem towaru i grzywną. Oczywiście, jak to słusznie zauważyliście jesteśmy w strefie Schengen i prawdopodobieństwo skontrolowania naszej przesyłki jest niewielkie, niemniej nadal ten sposób zakupu jest nielegalny i może skutkować konfiskata i grzywną.

  2. […] Najwyraźniej gwiazdy ustawiły taką konfigurację, w której to portugalski producent z Ribatejo przysłał do mnie (bezpośrednio) ofertę pokazującą ceny FOB niektórych win w Portugalii (w regionie Ribatejo, gdzie duże nadwyżki produkcji wywołują niskie ceny sprzedaży u producenta) oraz, prawie jednocześnie, znalazłem w winnej sieci znakomity tekst o cenach win (Design, Wino i Sztuka). […]

  3. miles pisze:

    Tak dla przypomnienia. Każdy nabywający „prywatnie” wino na odległość z dostawą na teren RP spoza terenu RP (obojętnie czy UE, czy spoza UE) robi to nielegalnie i może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

  4. Przeczytają, przeczytają, a jeszcze – jeśli w tytule wpisu dać „tanio”, to nawet się rzucą:-) Pozdrawiam

Dodaj komentarz