niedziela, 2 Kwiecień 2017

4 butelki z Ribera del Deuro

blog

Tak, mieliśmy już wiele maili w tej sprawie. Pytano: czy to nie jest zdjęcie szwagra, czy może Don Alberto? Piszemy centralnie, to nie jest zdjęcie żadnego z nich. Może się komuś wydawać to perwersyjne, aby wieszać na blogu poświęconym sztuce i winu retuszowane zdjęcia podstarzałych mężczyzn. Ale to jest zdjęcie Manuela de Falla. Ze sztuką de Falla miał wiele wspólnego, to należy mocno pokreślić. Ale trzeba także obiektywnie przyznać, że ładny ten de Falla. Spogląda na nas z wyrozumiałością. Piękne usta, rozległe uszy, gęste brwi sugerujące mądrość, no i przystojny nos, a łysina także może być ujmująca. Krótko mówiąc: wzruszająca twarz.

Dlaczego zaczynamy tak nie a propos? W tytule piszmy o czterech butelkach, a tutaj zdjęcie wybitnego hiszpańskiego kompozytora. Otóż, wydaje nam się, że nie sposób zrozumieć, przeżyć dogłębnie czterech butelek wina z Ribera del Duero bez równoczesnego słuchania muzyki Manuela de Falla. Chodzi nam oczywiście o 4 butelki, które piliśmy ostatnio podczas degustacji u szwagra. Słuchaliśmy tego utworu obsesyjnie. Często go słuchamy pijąc wino hiszpańskie.

Niech wszyscy, przed dalszą lekturą tego tekstu, posłuchają często przywoływanego przez nas utworu El Amor Brujo Manulea de Falla. Oto stosowny link:

https://www.youtube.com/watch?v=Hccbsk7W3Lw

Solistką, jak wszyscy zauważyli, jest Lola Vega. Nie trzeba jej specjalnie przedstawiać, bo z pewnością wszyscy czytający ją znają. Jej zaśpiew koncentruje, jak nam się zdaje, istotę flamenco w wersji oświeconej przez de Falla. Ten kto zrozumie flamenco może zrozumieć sens krwistego Tempranillo z Ribera del Duero, w wersji crianza. Dlaczego flamenco jest odpowiednikiem klasy crianza, a nie reserva? Może to się wydać prowokacyjne, ale jednak klasę reserva rezerwujemy dla śpiewu Jessey Norman wykonującą wagnerowską partie Kundry.

Crianzas to zajmujące wino, są tacy, którzy je wynoszą ponad reservas. W crianzas obcujemy z czymś, co możemy nazwać ludzkim wymiarem, nie boskim, a właśnie ludzkim, dlatego mogą one przypadać do gustu ludziom czynu; mniej poetom, bardziej inżynierom. Ludziom, którzy preferują czuć bezpośredniość materii, z którą obcują. Crianzas będą smakowały także kobietom, bo one są predysponowane do lepszego czucia rzeczywistości, jej materialnej rozciągłości. Reservas polubią ci, którzy rozumieją doświadczanie i tajemnice czasu, trwania.

No trochę dziwacznie wyszło; crianzas mają smakować inżynierom i kobietom, reservas zaś poetom. Napisaliśmy to już i nie będziemy wykreślać.

Flamenco jest także: rzeczywiste, bezpośrednie, ludzkie, krwiste i poetycko przyziemne. Śpiew, który zamienia się w krzyk, a w sumie jest jakąś śpiewną proklamacją, dialogicznym monologiem. No i to magnetyczne decrescendo. Szwagier odnalazł w tej intonacji element góralski, podhalański, gdzie akcent stawia się na pierwszą sylabę. W flamenco często na początku frazy jest krzyk, a na końcu wydech przechodzący w pauzę.

Odnajdujemy we flamenco desygnat crianzas. W tych winach akcenty padają zawsze na początek, zarówno w aromacie, jak i w smaku. Otrzymujemy istotę sprawy bez zbędnej zwłoki. To czyni crianzas przystępnymi, chociaż nie banalnymi. Jeżeli reservas wymagają cierpliwości, to crianzas refleksu. Ale tylko pozornie wydaje się, że cierpliwość nie ma nic wspólnego z refleksem. Otóż ma! Wystarczy pić na przemian crianzas i reservas. Ich mianownikiem jest spełnienie, nastawienie na cel. Wszystko staje się jasne.

Na stole stanęły 4 dumne flaszki:

Emilio Moro 2013 odpowiednik crianza,

Lopez Cristobal crianza 2011,

12 Linejas crianza 2011, Bodegas Gormaz;

Catania crianza 2011, Bodegas Gormaz.

Wszyscy orientowali się na dwie butelki, tę Moro i tę od Cristobal. To tutaj miała rozegrać się główna konkurencja. Wyroby dwóch wspaniałych winnic. Czy pozostałe tytuły będą tylko tłem? Różne figle się wydarzały na degustacjach u szwagra. On sam milczał, nie wdawał się w spekulacje. Czyżby znał wynik?

Onegdaj szwagier prowadził ożywione dyskusje z Don Alberto na temat crianzas z Ribera, filozofii przetwarzania soku z gron tempranillo we wspaniały trunek. Podobno tajemniczy Don Alberto jest admiratorem crianzas, oczywiście w wybranych sytuacjach degustacyjnych. Innego wina oczekujemy przecież w gorący, sobotni wieczór, a innego podczas spaceru ulicami Sewilli wczesną wiosną, a jeszcze innego podczas antraktu baletu El Amor Brujo w Teatro Real w Madrycie.

Wszystko to jakieś skomplikowane. My, z brzytwą Ockhama w ręku, upraszczamy wszystko ponad miarę. To wygodne upraszczać, jak nie czuje się niuansu, ulotnego szczegółu, wyrafinowanego detalu w winie. No cóż, musimy z tym żyć i jakoś sobie radzić.

W kieliszkach zobaczyliśmy wspaniałą barwę wina. Podobną do sukienki tancerki baletu El Amor Brujo de Falla. No może wino miało trochę ciemniejszą czerwień, jednakże z tej samej rodziny czerwieni zaangażowanej, tej czerwieni która ma tętno krwi.

Należy się mocno wkręcić emocjonalnie przy wykonywaniu partii El Amor Brujo. Czyż nie jest to wspaniała, posągowa figura, w którą zastygła para na zdjęciu poniżej? Taka hiszpańska właśnie; pełna rozdartej, manifestującej namiętności. Jest jeszcze typ namiętności skoncentrowanej, ale ona ma germańską proweniencję. Wyróżniamy także rodzaj namiętności heroicznej, ale to już słowiańska inklinacja, w tym polska. Nie brnijmy w to jednak.

Inna sprawa, że hiszpańskie tancerki mają kręgosłupy z gumy, albo zamiast kręgosłupów posiadają strunę o elastyczności łodygi winorośli, zapewne tempranillo.

Zaczęliśmy badać aromaty czterech win. Jeden zdecydowanie odstawał, był inny. Czuliśmy w nim kamień, a ściślej zgaszone wapno dodawane do zaprawy murarskiej. Krótko: czuliśmy beton i owoc wiśni. Drugie wino serwowało w aromacie lekką beczkę i owoce leśne, z kontekstami przypraw i ziół. Trzecie objawiło potęgę aromatu w postaci skoncentrowanego owocu, z dodatkiem ziół. Czwarte, to już owoc i jakieś echa dymu z ogniska, czereśni, a nawet miodu.

Która crianza jest od Moro, a która od Cristobala? Zauważyliśmy dyskretny uśmieszek na szwagrowej twarzy i już wiedzieliśmy, że jest jakichś hak w tej degustacji, że będzie jakaś kolejna lekcja…

Skosztowaliśmy wszystkich win. To były bardzo dobre crianzas. Przy czym jedno było zdecydowanie lepsze od pozostałych. Wyjątkowa koncentracja, intensywność, wspaniały owoc, no i długość. Bukiet dość złożony z motywami przypraw i suszonych ziół. Warto też podkreślić doznanie soczystej krwistości. To wino było jak … kolor sukienki tej tancerki ze zdjęcia. Ba, to wino było jak cała tancerka! Teraz wiedzieliśmy, dlaczego szwagier okazał nam to zdjęcie. Ech…

Nie będziemy trzymać w napięciu czytelników. Wino, które zrobiło na nas tak wielkie wrażenie tego wieczoru wyprodukowano w Bodegas Lopez Cristobal. To wino wstrząsnęło wszystkimi zebranymi. Ktoś nawet zaproponował, aby napisać list do producenta i podziękować mu za to wino w imieniu wszystkich pijących to wino na ziemi. Owszem była w tym emfaza, nadwyżkowość, ale to wino tak elektryzuje, determinuje do nietuzinkowych przedsięwzięć. Tę crianza należy zestawiać z reservas. To najlepsza crianza jaką piliśmy w naszym, już nie krótkim, życiu.

Najbardziej zbliżonym winem do Cristobal okazała się Catania, podobny bukiet, długie, niezły finisz. Czuliśmy także wyraźniej wanilię i kwasowość. Ta kwasowość była wyczuwalna i inteligentnie dynamizowała dość tęgie wino. Czuliśmy przyjazną dżemowość, ale ten dżem był zrobiony z leśnych owoców, z figlarnym niuansem borówki i czarnego bzu. Trzeba przyznać, że ta Catania zaskoczyła, to bardzo udatne wino w tej cenie, może nawet zwycięzca w kryterium cena-jakość. Chociaż ta crianza Cristobal…

Wielce interesującym winem okazała cię crianza Linejas. Lubimy czuć czereśnie w winie, jeżeli dodatkowo wino jest zbalansowane, gęste, posiadające niezłą długość. Co nas zaskoczyło w tym winie, to … miodowość. Ktoś nawet porównał je do tokaju. Ale znowu czuliśmy dżemowość, podobnie jak w Catania, ale tym razem dżem zrobiony został z ogrodowych owoców. Czuło się to wino, bo podobnie do Catani było solidnie zbudowane, jak mawiają, wino z ciałem. Zresztą, Catania i Linejas wykonał ten sam producent i stąd podobieństwa. Dodać należy, że Catania jest tańsza.

Winem, które okazało się zupełnie inne to wyrób od Moro. Na tym polegało zaskoczenie. Owszem, wino było niezłe, intensywne, ale lżejsze niż pozostałe, to się od razu narzucało. Owszem wiśniowa kamienność była ciekawa, ale brak mu było intensywności crianza  Cristobala, chociaż bezsprzecznie czuliśmy ukłucie intensywnej koncentracji owocu. Ktoś powiedział, że tak smakuje hiszpańska moderna. Może.

O winie Moro dyskutowaliśmy długo, pojawili się też obrońcy tego podejścia, ale zostali zakrzyczani przez zwolenników Cristobal. Oni zarzucali crianza Moro monotematyczność. To krzywdzące, ponieważ mniej okazały bukiet aromatyczno-smakowy był intencjonalną koncepcją tego wina. Nam się wydaje, że to wino mogło powstać tuż po długiej wizycie winiarza z wytwórni Moro w Burgundii. Coś burgundzkiego było w tym winie. Lekkość owocu pinot noir i jednoczesna owocowa intensywność. Tempranillo udające pinota. Takimi wynurzeniami epatowała pewna grupa degustatorów. Szwagier milczał, więc coś mogło być na rzeczy.

Po burzliwych naradach jedno było pewne: zwycięstwo Lopez Cristobal. Po serii głosowań, drugim winem okazało się Catania, tuż za nim 12 Linejas. Ostatnie miejsce zajęło Emilio Moro. Cześć osób zgłosiła votum separatum, ktoś głośno protestował i domagał się drugiego miejsca dla wina Moro. Hiszpańska moderna nie zjednała sobie dużego grona zwolenników, chociaż ci którzy przeszli na stronę moderny wykazują charakterystyczną żarliwość neofitów.

Nowe budzi obawy. Nowe budzi nadzieję. Nowe budzi kontrowersję. Najczęściej jednak kończy się na syntezie jakości. Ale nie wgłębiajmy się w ontologiczne kwestie. Wszak wino jest bytem.

Degustowane wina można zakupić w znanym wszystkim sklepie www.viniteranio.pl. Cristobal kosztuje 65 zł, Catania 39 zł, 12 Linejas 59 zł. Te ceny, jak na standardy w Polsce, są rewelacyjne. W takich cenach można kupić to wino u producenta, w sklepie firmowym. Emilio Moro można zakupić np. w niemieckim sklepie z Bremy www.guteweine.de za 17 euro. W Polsce ktoś jest sprzedaje, ale drogo, ponad 100 zł.

Jakie wnioski końcowe należy postawić? Pierwszy, że crianzas z Ribera mogą zachwycić. Drugi, że nic nie jest z góry rozstrzygnięte i faworyci mogą przegrać. Trzeci, że warto słuchać Manuela de Falla pijąc crianzas z Ribera. Czwarty, że flamenco to odpowiednik crianza z Ribera. Piąty, że niektórzy winiarze inspirują się tancerkami flamenco. Szósty, że crianzas posiadają płeć. Siódmy, że crianzas z Ribera smakują szczególnie wczesną wiosną. 7 rzeczy o crianzas z Ribera del Duero.

DUE

6 Responses to “4 butelki z Ribera del Deuro”

  1. JohnFanta pisze:

    Z winami tak naprawdę jest jak z parą butów do chodzenia. Każdy musi dobrać swój model, rozmiar i odpowiadającą mu cenę za poszukiwany towar, by i tak w końcu stwierdzić że jednak następnym razem warto poszukać całkiem innej już pary.

    Nie da się zrozumieć hiszpańskich win z regionu Ribera del Duero bez wizyty w Cardamomo Tablao Flamenco na ulicy Echegarray Nr15 w Madrycie, gdzie przywita nas w drzwiach sympatyczny Ramiro. To dobry znajomy Don Alberto i też lubi wina. Pokaże nam świat nieznany https://cardamomo.com/en/

    To jeszcze nie wszystko. Należałoby również poczytać, w wolnych chwilach oczywiście jeśli jest ochota, trochę literatury z gatunku fantasy. Szczególnie o podróżach w czasie…. na przykład The Time Machine H.G Wells

  2. […] to elementy nieomal karaibskiego albo pirackiego wiru w słowach soczystych pewnego utalentowanego blogera odnalazłem, łącząc je na podniebieniu z soczystością niektórych win, nie zawsze wielkich, […]

  3. JohnFanta pisze:

    Tak więc, po raz kolejny wizerunek obydwu tajemniczych Panów pozostaje dla wielu czytelników/czek blogu nieodgadniony. No trudno, a może nawet to lepiej.

    https://www.youtube.com/watch?v=y2niJB2i2ZU
    Zaiste, konwersacja Szwagra z Don Alberto musi być pasjonująca w treści, skoro wydawać się może typowani z góry zwycięzcy potrafią w pojedynku stać się nawet pokonanymi.

    Rok 1989. Hiszpania. Montoyas y Tarantos
    Barwna opowieść kierowana wprawną ręką utalentowanego reżysera Vicente Escriva z podkładem muzycznym fascynującej gitary niezapomnianego Paco de Lucia.
    Historia Romeo i Julietta w wersji Gipsy King umiejscowiona w odległej, słonecznej Andaluzji gdzieś pomiędzy Barbate i Chiclana de la Frontera.
    Dwie cygańskie rodziny poróżnione w przeszłości: Los Montoyas i Tarantos. Pierwsza bogata, o potężnych wpływach, druga bez znaczących doczesnych dóbr, której jedyne bogactwo stanowią: muzyka, taniec i flamenco. Opowieść o ludzkich animozjach, nienawiści ale również narracja miłości oraz pasji młodego pokolenia nie uznającego tradycyjnych barier.

    Oto pięć końcowych pytań:
    Czy podział na wygranych i przegranych nie jest przypadkiem tylko publicystycznym aksjomatem mocno wpisanym w świadomości naszego społeczeństwa?
    A może przegrani wcale nie pozostali pokonanymi?
    Czy można łatwo przeskoczyć rzeczywistość społeczną do której się należy przechodząc do wyższej grupy?
    Czy wino klasy Crianza może być bardziej fascynujące od znanych etykiet z nadrukiem Reserva?
    Czy można się nim wzruszyć?

    Niektórzy otwarcie przyznają, że Flamenco nie należy do preferowanych gustów muzycznych i tańca. Nie mniej jednak, da się z czasem wyczuć, że szczerze podoba się ten rodzaj konfrontacji odbywającej się w iście szczególny sposób: za pomocą muzyki, obrazu oraz tańca wzbogaconego rytmicznymi tupaniem i klaskaniem sprawnych dłoni, chociaż również czasami potrafi pokazać swoje bardziej prowokatorskie oblicze… i nie tylko.

    Cieszyć może, że te Winiarskie Rekolekcje z dobrymi winami z regionu Ribera del Duero w których możemy uczestniczyć, prezentują bardzo profesjonalny i pokojowy charakter.

    Zdrowych i pogodnych Świąt Wielkanocnych życzę autorom blogu, i trafionych degustacji też.

  4. Wojtek pisze:

    Znakomity tekst. Moje gratulacje dla autora.

  5. Koala pisze:

    Siedząc tu sobie w eukaliptusach, na wygnaniu, popijam zwykłe Tinto z Ribera del Duero i też jestem bardzo zadowolony, a wczoraj się brzytwą Ockhama nawet skaleczyłem. Może znany Mag Don Alberto coś na to poradzi.

    • Wojtek pisze:

      Hiszpanie są bardzo twórczym narodem. Mają we krwi tworzenie dobrych rzeczy tak jak inni wysoki poziom cholesterolu. Wydaje mi się, że zbyt często martwimy się o pierwsze, często tak powierzchowne odczucia i czasem wpadamy w specyficzny rodzaj degustacyjnego gambitu. Dlatego też trudno jest nam niekiedy zrozumieć właściwą treść degustowanych rzeczy.
      By zrozumieć hiszpańskie winiarstwo warto otworzyć się szerzej na sztukę tego kraju, co zresztą znakomicie udaje się autorowi blogu.
      Polecam dla zrozumienia, nie bez powodu zresztą, obejrzeć ciekawego artystę jakim jest niewielu znany w naszym kraju Monstro- Diego Amador… ze złotą bransoletką na prawej ręce. https://www.youtube.com/watch?v=rTHhDqwoKxk

      Jego głos stworzony został dla sztuki, dla Flamenco pisanego dużymi literami. Zastąpił gitarrę czarnym pianinem Yamaha. Proszę zwrócić uwagę na mimikę twarzy artysty i na uśmiech towarzyszących muzyków. Nieposkromiona radość płynąca gdzieś z głębi duszy, frenezja idąca w parze z nutami wychodzących dźwięków. Forma muzyczna jaką tworzy pokazuje że ma powołanie do tego co robi, tak jak autor blogu ma dyspozycje do wina podając nam je z mądrością w małych dawkach, łyk połyku, butelka po butelce…
      Due, Diego Amador to również jest flamenco, ale całkiem niekiedy inne, to specyficzny rodzaj brzmienia tak jak Moro Crianza jest całkiem odmiennym winem pochodzącym z Ribera del Duero.

Dodaj komentarz