wtorek, 18 Kwiecień 2017

3 Reservas z Rioja, Ribera i Toro

blog

Wszyscy rozpoznają obraz Malczewskiego przedstawiający Don Kichota i Sancho Pansa. Jest coś polskiego w tej malarskiej interpretacji. Hiszpańskość  Don Kichota ma także jakichś polski rys…

Co należy zrobić gdy pije się hiszpańskie wino? Trzeba zastanawiać się nad istotą  hiszpańskości pitego wina. Należy koniecznie uwzględnić w tych analizach Don Kichota. Pisaliśmy w kontekście wina o malarstwie hiszpańskim, o flamenco, o muzyce de Falla.

Tym razem szwagier zaproponował nam 3 butelki z trzech różnych regionów winiarskich. Nakazał przed degustacją lekturę Don Kichota. Jedni czytali nocami, inni odsłuchiwali płyt na przyspieszonych obrotach. Każdy chciał być przygotowanym. Gdyby tak szwagier uzależnił uczestnictwo w degustacji od znajomości powieści? Szwagier sugerował także zapoznanie się z eseistyką Jose Ortega y Gasseta, ale to już nie obowiązkowo tylko fakultatywnie. On w wielu miejscach nawiązuje do zagadnienia hiszpańskości.

Na początku degustacji szwagier postawił odważną hipotezę, że oto: hiszpańskość istniejąca w warstwie intelektualnej przejawia się także w koncepcji wina, szczególnie tego pochodzącego ze Starej Kastylii i Rioja. Tę hipotezę mieliśmy poddać falsyfikacji podczas badań w formie hybrydowej degustacji.

Przyjęliśmy jednogłośnie zaproponowaną przez szwagra metodologię badawczą. Ona miała przebiegać dwutorowo. Z jednej strony mieliśmy dyskutować o hiszpańskości jako kategorii i zjawisku obiektywnym, a z drugiej strony organoleptycznie doświadczać owej hiszpańskości pijąc bez ograniczeń hiszpańskie wino z trzech regionów winiarskich: Toro, Ribera del Duero i Rioja. Ta metodologiczna dwutorowość badań miała na celu synergizację wyników procesu wnioskowania.

Na stole stały 3 butelki:

Marques de Penamonte Reserva 2008, Bodegas Torreduero,

Tierra Aranda Reserva 2009, Bodega Tierra Aranda,

Ceacus Reserva 2009, Bodega Pagos de Larrea.

Wedle szwagra, wino z tych trzech flaszek pozwoli nam stwierdzić i zrozumieć istnienie  amorficznej i dlatego trudno uchwytnej hiszpańskości w winie. Ona nie kanalizuje się określonym smakiem, a tym bardziej jej objawem nie jest beczkowość, jak często się sądzi. To kiedyś sugerował szwagrowi Don Alberto.

Podobno owa hiszpańskość wina przejawia się ulotnym doznaniem enigmatycznej partycypacji, miłosnej dyfuzji. Jest nagłym doświadczeniem obecności tego co istnieje na granicy, a ściślej tego co znajduje się pomiędzy. A poprzez swoje migotliwe istnienie dokonuje ciągłych aktów transgresji. I to właśnie obsesyjne przekraczanie pozwala doświadczać aktu zbliżania, które nigdy nie stanie się bezpośrednim dotknięciem. Jest zawieszone pomiędzy oczekiwaniem i spełnieniem. A ta chwila tuż-tuż przed orgiastycznym spełnieniem jest naprawdę inspirująca, to o niej podświadomie marzymy. To właśnie Faust obiecywał Małgorzacie i to chcielibyśmy zawsze ofiarowywać wszystkim Margaritas tego świata – dojrzałe chwile jak perły, które zamieniają się kwiaty. „Trwaj chwilo, jesteś piękna”, to powiedział Faust tuż przed śmiercią.

W ten sposób, mniej-więcej, szwagier próbował objaśniać nam hiszpańskość w winie, chociaż wydawało się to tak abstrakcyjne, że aż bezsensowne, a jednocześnie ładne. Ta szwagrowa opowieść zbliżyła nas trochę do postaci Don Kichota. On także wędruje pomiędzy ratio i fides, na granicy tego co racjonalne i irracjonalne. Mieliśmy wrażenie, że szwagier podczas tej degustacji upodabniał się do Don Kichota…

„Oto obcujemy z pełnią hiszpańskości” – pisał prawie sto lat temu Ortega y Gasset odnośnie lektury Don Kichota. Jeżeli tak, to należy zastanowić się, czy ta pełnia hiszpańskości wynika z wymiaru całej powieści, czy też postaci samego Don Kichota? A może z jednego i drugiego? Powieść jest wesoła, rubaszna. Wesołego, pogodnego usposobienia nie sposób odmówić Hiszpanom, także ich skłonności do celebry i fiesty…

Degustowanie rozpoczęliśmy od badania aromatów. Powąchaliśmy pierwszego wina. I owładnął nami lipcowy, upalny ogród, bo czuliśmy wszystkie owoce ogrodu, ich soczystość z delikatnie wyczuwalną beczką paloną żywym ogniem. Wrażenie drewna nie było nachalne. Aromat zapowiadał także coś intensywnego.

Drugi aromat był ciężki, a nawet zwalisty, dżemowy, lepki i słodkawy. Takie mogą być również aromaty hiszpańskiego wina. Czuliśmy owoce leśne (borówkę!) i coś ognistego, pikantnego. Zarejestrowaliśmy beczkowość, ale dobrze wkomponowaną, będącą tłem, ornamentem.

Trzecie wino oferowało już wyraźną waniliową beczkowość, ale nie przekroczono granicy, za którą jest pretensjonalna beczkowość. W tym aromacie było mniej owoców, ale za to czuliśmy spaloną kawę, kakao, tabakę i inne ingredienty wynikające z wypalania beczki. Ktoś doszukał się także borówki; coś ta borówka stała się dla nas przyjemnym natręctwem.

Ogólnie, wszystkich zebranych bardzo pozytywnie nastroiły aromaty i bukiety trzech win. Pojawiły się oczekiwania, ponieważ właściwy aromat wina powinien zachęcać, nęcić, obiecywać, mamić, a nawet wprowadzać degustatora w konstruktywne zdenerwowanie. Zapoznawanie się z aromatem, to jak słuchanie introdukcji do opery. Oczywiście, tak jest, jeżeli mamy do czynienia z winami nieprzeciętnymi. My mieliśmy do czynienia z takimi winami właśnie. Odczuwaliśmy pewną tremę przed dalszym poznawaniem. Czy dotrzemy do prawdy?

Ale jeżeli ogólne pojęcie hiszpańskość zasadza się w postaci Don Kichota? To już będzie gorzej. Don Kichot jest niby pozytywny, idealistyczny, ale przy okazji irracjonalny i kompletnie niepraktyczny, mimo, że usiłuje być konstruktywny. O jego postawie pisano wiele. Gasset szarżował, że Don Kichot jest karykaturą Chrystusa. W istocie, to dość pojemna postać. Czy Hiszpanie są tacy zagmatwani i wewnętrznie sprzeczni?

Napiliśmy się pierwszego wina, tego z bukietem owoców ogrodu. Zaskoczyło nas. Oczywiście nie tym, że czuliśmy soczyste owoce. Zaskoczyła nas intensywność, ale i równowaga struktury. Czuliśmy w ustach wspaniałe wino, które trwa, dzieję się. Intensywność nie wynika z niedojrzałych tanin, a z wrodzonej ekstraktywności. Piliśmy w ciemno, ale uprzedzamy, że tym winem okazało się Marques de Penamonte z Toro. Nie piliśmy wiele win z Toro, więc zgodnie orzekliśmy, że jest to najlepsze wino z tego regionu, jakie piliśmy dotychczas.

„Kiedy zbierze się kilku Hiszpanów przejętych skrajną nędzą swojej przeszłości, przygnębiającym obrazem teraźniejszości i szorstką nieprzystępnością przyszłości, pojawia się wtedy wśród nich Don Kichot” – twierdzi Ortega y Gasset. Oczywiście to skrajny przypadek, ale wychodzi na to, że Don Kichot pełni rolę perwersyjnego pocieszyciela pełniącego role kontrastu.

Czy jest ktoś taki w polskiej literaturze? Wokulski jest romantycznie przeintelektualizowany, chociaż z tym swoim kochaniem jest także irracjonalny i groteskowy. Przypomina trochę Don Kichota, ale jednak to nie to samo…

Drugie wino w ustach było inne, pierwszym wrażeniem była ciężkawa dżemowość o słodkawym posmaku. Czuliśmy wyraźną taninę, która zamieniała się w finiszu we wspaniałą czekoladowość. Początkowa słodkawość ewaluowała w lekką gorzkość czekolady w finiszu. Ta metamorfoza była fascynującym wrażeniem, a może nawet główną zaletą tej reserva. Każdy łyk dawał kolejny raz przeżycie metamorfozy. Trzeba podkreślić także wrażenie intensywności i długości wina. Byli tacy, którzy nie mieli wątpliwości, że jest to najlepsze wino degustacji. Wino drugie okazało się reserva z Ribera del Duro Tierra Aranda. Można je jeszcze trzymać, za kilka lat powinno być lepsze.

Sami Hiszpanie znaleźli własny klucz do interpretacji powieści Cervantesa: mówią, że gdy czytasz „Don Kichota” po raz pierwszy, śmiejesz się, gdy po raz drugi, wprawia cię w zadumę, a trzeci – płaczesz. Czy to jest płacz nad hiszpańskim losem, czy też zwykłe poddanie się melancholii?

Pisaliśmy wcześniej o doświadczaniu zjawisk i doznań granicznych. Okazuje się, że śmiech, zaduma i płacz sąsiadują ze sobą w tajemniczy sposób. Wystarczy przeczytać powieść Cervantesa i skoncentrować się na Don Kichocie. To doświadczanie doskonale katalizuje kieliszek pitych przez nas reservas. Na granicy trzeźwości i rauszu można lepiej doświadczyć tego co normalnie niedostępne.

Trzecie wino, to posiadające w aromacie waniliową beczkowość także zaskoczyło. Spodziewaliśmy się wina poprawnego, a mieliśmy do czynienia z winem znacznie lepszym. Czuliśmy doskonałą wprost kwasowość, która nadawała wigoru i nerwu winu. Poza tym posiadało ono niezłą strukturę, i gładkość, chociaż tanina była wyczuwalna.

Pewien znany Hiszpan-myśliciel dodaje, że najbardziej hiszpańskie cechy Don Kichota to: „zatrata, niemożność, gorączkowe poszukiwanie tożsamości, smutna świadomość wszystkiego, co mogło być, ale nie było”.

Do Kichot zdaje się naprawdę wierzyć, że „najważniejsze, aby nigdy nie oglądając, wierzyć, potwierdzić, przysiąc i bronić”. To wyznanie odnośni się do ukochanej Don Kichota Dulcynei, ale mogłoby być credo każdej religii, której istotą jest wiara w istnienie bóstwa bez empirycznego dowodu. Don Kichot ma w tym kontekście wymiar teologiczny.

My także uwierzyliśmy po tej degustacji, że wina z Hiszpanii posiadają cechę hiszpańskości. Niby poczuliśmy tę cechę, ale jakoś nie do końca. Nie zarejestrowaliśmy jej trwale, nie możemy jej przywoływać a vista. Wiemy, że jest, ale to rozumienie jakoś umyka. Podobnie wrażenie ma się przypominając sobie sen po przebudzeniu. Możemy go opowiedzieć, ale to już nie to samo, co przeżywanie go bezpośrednio. Hiszpańskość w winie ma także jakichś oniryczny wymiar.

Czucie hiszpańskości wina wymaga partycypacji bezpośredniej. Hiszpańskość w winie czuje się wyłącznie podczas picia wina. Na początku trzeba zaciągnąć się aromatem aż do dna płuc, poczuć aromat dojrzałych winogron i ziemi. Potem wpuścić mały łyk do ust, potrzymać go chwile na języku, następnie rozetrzeć soczysty ale zamszowy smak po podniebieniu. Moment  przełykania jest kluczowy, wtedy pojawia się to o czym pisaliśmy wcześniej, ów ulotny byt znajdujący się na granicy, pomiędzy oczekiwaniem i spełnieniem. On pojawia się we wczesnej fazie przełykania, aby go doświadczyć właściwie należy unikać barbarzyńskiego pośpiechu.

Tak to właśnie się dzieje z hiszpańskością w winie, aby jej doświadczać trzeba sięgać po kieliszek i powtarzać opisany proces wielokrotnie. Hiszpańskość w winie nie istnieje post factum, ani tym bardziej ex ante, nie istnieje teoretycznie, nie jest werbalna. Doświadczanie wymaga czynu. Trzeba pić wino.

Kilka lat temu najwięksi aktywni pisarze z całego świata – laureaci nagród Nobla, Bookera, Pulitzera – za najlepszą książkę w historii uznali „Don Kichota”. Mają rację. Los Don Kichota ma ludzki wymiar. Bywa groteskowy, bywa fatalny, ale jest nam nieuchronnie bliski.

Na koniec parę praktycznych rad. Chodzi o kosztowane przez nas wina, jak  i gdzie można ich skosztować. Otóż, należy udać się do Toledo, dotrzeć tam można samolotem, samochodem, bądź innym środkiem lokomocji. Najlepiej wsiąść w tę podróż szwagra, jeżeli się go posiada, bo nie każdy ma ten przywilej. Jeżeli nie dysponujemy szwagrem, to trzeba w tę podróż zabrać drugą osobę płci dowolnej. Ważne, że muszą być tylko dwie osoby. Prawdziwe przeżycia płoszą się w tłoku.

W Toledo należy kupić konia. Nie będzie to trudne, ponieważ na każdym rogu ulicy w Toledo sprzedają konie różnej maści. Następnie trzeba się skierować na północ w kierunku Madrytu. Podróżować trzeba najkrótszą drogą i nie zbaczać mimo przeszkód. Za cel podróży trzeba wziąć trzy winnice. Należy zacząć od winnicy Torreduero w Toro, tam degustowanie wina zajmie co najmniej dobę. Następnie należy udać się do winnicy w Riberra del Duro. Podróż kończymy w winnicy w Rioja.

Właściciele winnic przyjmują obligatoryjnie wszystkich gości, którzy zajeżdżają konno. Jeźdźcy za nic nie płacą; piją i jedzą na koszt gospodarzy. Każdego wieczoru urządzana jest uczta dla wszystkich jeźdźców, biesiada trwa do rana, wino leje się strumieniami. Nad ranem może niespodziewanie do uczty dołączyć sam Don Kichot z giermkiem, będzie także Don Alberto ze szwagrem, będzie sympatyczny Ramiro z Cardamomo Tablao w Madrycie, będzie Margarita (bez Fausta), ale to już kwestia alkoholowej imaginacji. W takich okolicznościach można doświadczyć setki razy hiszpańskości w winie, o której próbowaliśmy niezdarnie pisać.

To taki praktyczny sposób na zapoznanie się z trzema degustowanymi przez nas winami. Można również zwrócić się pisemnie do subiektów sklepu winiarskiego ViniTeranio i prozaicznie kupić opisane wina, najlepiej po całej skrzynce, jeżeli ktoś naprawdę chce dogłębnie przeżyć tajemniczą hiszpańskość w winie. Sklepu www.viniteranio.pl nie będzie szczególnie reklamować. Wystarczy przecież fakt, że posiadają te 3 butelki i wiele innych tytułów w atrakcyjnych cenach.

DUE

3 Responses to “3 Reservas z Rioja, Ribera i Toro”

  1. Ares pisze:

    Zastanawiająca jest soczystość owocu w winie Toro. To przecież dojrzała Reserva i owocowa intensywność z natury w takich winach powinna się powoli wygaszać ustępując miejsca innym niuansom.

  2. CroqueMalin pisze:

    Zestawienie trzech tak różnych pozycji w degustacji może być nie lada ćwiczeniem. Wprawdzie jest to ten sam szczep, królewskie Tempranillo jednak patrząc na regiony pochodzenia to muszą już być niewątpliwie trzy całkiem odmienne wina.
    Dyskretny cień toczącej się dyskusji pomiędzy Szwagrem i Don Alberto pozwala domyślać się niektórym „followers” blogu powagi kraju jakim jest Hiszpania w robieniu udanych win.
    Z praktycznych porad trzeba będzie w końcu skorzystać by móc uczestniczyć w takich wesołych spotkaniach do rana.

  3. JohnFanta pisze:

    To prawda, Margarita to imię żeńskie pochodzenia greckiego, „..Ta, która jest piękna jak perła lub Ta, co ukrywa swoje piękno”, którą tak ciekawie nakreślł mistrz Bułhakov.
    Pojęcie kobiety faustycznej nie jest nam obce, Due. Cieszymy się jednak, że końcu pojawiła się wzmianką o pozytywnej roli kobiet w naszym otoczeniu. Nareszcie!
    To chyba jasne, że pomimo zawarcia cyrografu z diabłem, Margaritas tego świata nie zajmują się tylko lataniem na miotle, spijaniem wina z obcych spiżarni czy zamianą w czarnego i brzydkiego kota.To psocicielki, wiadomo, ale również jak każde czarodziejki potrafią mocno oczarować… lampką dobrego wina przede wszystkim, dyskretnie, za parawanem wydarzeń głównej sali wytwornych pałaców.
    Połączenie tylu ciekawych osób w wybornej biesiadzie w malowniczych hiszpańskich winnicach może zachęcić nie jednego czytelnika po sięgnięcie do półki najlepszych trunków. Któż nie zapragnąłby również posłuchać muzyki, dobrze zjeść i może trochę pogawędzić w tak doborowym gronie. Przyjemny hałas wyciąganych korków z kolejnych już butelek wina może być również miłą melodią takiego spotkania, kto wie czy nie okazją do radosnych tańców… może flamenco?
    Due, nad ranem uprzejmie prosimy uważać na opróżnione, puste butelki.
    Serdecznie pozdrawiamy i życzymy udanego bankietu.

Dodaj komentarz